Chaos kontrolowany

Najlepszym komentarzem do obecnych obecnie realizowanej gry operacyjnej o kryptonimie „Wybory” jest artykuł Stanisław Michalkiewicza „Chaos kontrolowany”. Zaprasza do lektury.

No i jakże tu lekceważyć spiżowe słowa klasyka demokracji Józefa Stalina, ze ważniejsze od tego, kto głosuje, jest to, kto liczy głosy? Trafność tego spostrzeżenia sprawdza się właśnie na naszych oczach, kiedy to Państwowa Komisja Wyborcza wprost wyłazi ze skóry, żeby i wilk był syty i owca cała, krótko mówiąc – żeby było dobrze. Rzecz w tym, że przed wyborami samorządowymi sondażownie prognozowały prawidłowo – że najlepszy wynik uzyska Platforma Obywatelska, a Prawo i Sprawiedliwość – gorszy. Sondaże bowiem, jak wiadomo, nie są po to, by opinii publicznej pokazywać rzeczywiste preferencje, tylko – preferencje prawidłowe, zatwierdzone przez komitet połączonych szefów sztabów naszych okupantów, którzy od 1989 roku, to znaczy – od uzgodnień, jakie zapadły w ścisłym gronie w Magdalence, aranżują tubylczą scenę polityczną.

Ale o ile za komuny koordynacja stała na wysokim poziomie, to dzisiaj niestety szwankuje. Może to być skutkiem nadmiernego rozmnożenia bezpieczniackich watah, które – bywa – zaczynają nawet wyaresztowywać się nawzajem – podczas gdy za komuny była tylko SB i wojskowa „dwójka”, więc i o koordynację było łatwiej. Dodatkowa komplikację powoduje okoliczność, że o ile za komuny zarówno SB, jak i razwiedka służyły Związkowi Radzieckiemu, to teraz jedna bezpieczniacka wataha służy niemieckiemu BND, druga, na przykład stare kiejkuty – amerykańskiej CIA, z kolei inna – izraelskiemu Mosadowi, nie mówiąc już o tych, które po staremu służą ruskiemu GRU, albo FSB, z którą szef Służby Kontrwywiadu Wojskowego, pan generał Nosek jeszcze w 2010 roku podpisał porozumienie o współpracy, zatwierdzone następnie przez zimnego ruskiego czekistę Putina.

W takiej sytuacji koordynacja staje się przedsięwzięciem szalenie trudnym, toteż nic dziwnego, że i Państwowa Komisja Wyborcza, na którą spada zadanie i trud liczenia głosów, nie miała innego wyjścia, jak ogłosić awarię systemu informatycznego, która musi potrwać dopóty, dopóki bezpieczniackie watahy nie ustalą, jak ma być, żeby było dobrze. Nic zatem dziwnego, że w tych okolicznościach nawet wśród płomiennych szermierzy demokracji zaczęły pojawiać się wątpliwości co do autentyczności procedur demokratycznych, podsycane skrzydlatymi wieściami, że w przetargu na system informatyczny dla PKW brała udział tylko jedna firma, co oczywiście wśród podejrzliwców rodzi podejrzenia, czy ta procedura nie była aby ustawiona – i tak dalej.

Dlatego właśnie pojawił się wniosek o powołanie sejmowej komisji śledczej w tej sprawie. Ma się rozumieć, niczego ona wykryć nie będzie w stanie, podobnie jak i komisje poprzednie, którym nie udało się dociec, kto właściwie wysłał Lwa Rywina do pana redaktora Michnika („powiedz Lwie, no powiedz Lwie, kto do „Agory” wysłał cię…”) ze słynną propozycją korupcyjną – ale dzięki temu nie trzeba już będzie zajmować się głupstwami w rodzaju długu publicznego, czy wyjaśniać, kto i jakiego rodzaju obietnice złożył i jakie umowy podpisał z żydowskimi organizacjami wiadomego przemysłu – o czym mówił izraelski prezydent w wypowiedzi dla PAP przed wizytą w Warszawie – bo całe czas antenowy wypełnią igrzyska, po których kropkę nad „i” postawi resortowa „Stokrotka” i znany z żarliwego obiektywizmu pan red. Lis Tomasz syn Stefana – żeby było wiadomo, co na ten temat myślimy. Jak powiadaja gitowcy – „wszystko gra i koliduje”, ale ten brak koordynacji najwyraźniej zaniepokoił samego pana prezydenta Bronisława Komorowskiego, że aż zażądał wyjaśnień. I słuszna jego racja, bo co by to było, gdyby na skutek niedociągnięć w koordynacji przegrał przyszłoroczne wybory?

Więc kiedy Państwowa Komisja Wyborcza uwija się jak w ukropie, wykorzystując umiejętności w liczeniu głosów, jakie przyswoiła sobie podczas sławnych szkoleń w Moskwie (gdzie lepiej nauczą, jak prawidłowo liczyć głosy, jeśli nie w Moskwie, gdzie aż się roi od matematyków), zdrowe siły przystąpiły do opanowania wkradającego się chaosu. CBOS opublikował sondaż, że gdyby wybory odbywały się w listopadzie, to Platforma Obywatelska „zmiażdżyłaby” PiS i to jeszcze bardziej, niż teraz PiS „zmiażdżył” Platformę. PO uzyskałaby 38% podczas gdy PiS – tylko 27. Widać, że CBOS chce jak najlepiej – ale i tak języczkiem u wagi będzie PSL, które – jak oznajmił pan prezes Piechociński – „zna kolejność dziobania”.

źródło: http://www.michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=3263

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *