Strona główna » piens.pl - Polska i Wiara ma sens » Gender „puszką Pandory” tajnych służb?

Gender „puszką Pandory” tajnych służb?

Zachęcam do przeczytania ciekawego artykułu, który znalazłem na stronach pch24.pl. Po lekturze aby dokładniej zrozumieć co autor miał na myśli warto zapoznać się z odnośnikami. Lektura to wielce pożyteczna ponieważ pokazuje wprost, że niektóre spiskowe teorie dziejów są szeroko dyskutowane i można znaleźć na ich temat poważne publikacje.

Problem z ideologią gender polega na tym, że nawet wśród przeciwników jest ona postrzegana jedynie jako niegroźny wytwór zagorzałych feministek i lewackich pseudointelektualistów. Tymczasem jest to groźny wirus społeczny z arsenału tajnych służb.

Choć służby pewnie same nie wymyśliły tak idiotycznej ideologii, to jednak ochoczo włączyły się do zarażania nią wolnych społeczeństw używając do tego celu lewackich „pożytecznych idiotów” i zakonspirowanych agentów wpływu. Aby zrozumieć zagrożenie należy pamiętać, że gender jest tylko częścią szerszej strategii obliczonej na podkopanie ładu zachodnich społeczeństw. Niszcząc więzi społeczne pozbawia się bowiem zbiorowość możliwości podjęcia skutecznej obrony.

„Pokonać wroga bez walki”

Zarówno rosyjscy jak i chińscy przywódcy wywodzący się ze zbrodniczych komunistycznych elit pozostają zafascynowani naukami starożytnego chińskiego stratega Sun Tzu. W swoim dziele „Sztuka Wojny” napisanym 600 lat przed narodzeniem Chrystusa uczył on: „Szczytem umiejętności jest pokonanie przeciwnika bez walki”. Kiedy wróg jest zjednoczony należy zatem podzielić go i skłócić. Temu celowi miało służyć korumpowanie dowódców i elity kraju przeciwnika. Dla osłabiania jego morale Sun Tzu radził podsyłać mu młode kobiety i chłopców. Zalecał dezinformowanie wroga poprzez udawanie własnej słabości. Kiedyś Nikita Chruszczow w przypływie niekontrolowanej szczerości przyznał, że aby wygrać komuniści mogą udawać nawet trupa. Być może kontrolowany rozpad ZSRS był tylko zastosowaniem starej leninowskiej zasady: „oddać teren po to, żeby zyskać na czasie” albo też trafnego spostrzeżenia Jean-François Deniau: „odejść, żeby pozostać”. Wszystko to w celu uśpienia czujności Zachodu.

Strategia długiego marszu

Kolejnym myślicielem, który wywiera nadal duży wpływ na zachodnią lewicę i którego idee wpisują się w strategię działania rosyjskich i chińskich tajnych służb jest włoski komunista Antonio Gramsci (1891-1937). Brak poparcia robotniczych mas dla komunistycznych rewolucji w latach 1918-1919 na terenie Niemczech, Austrii, Finlandii, Węgier, czy też opowiedzenie się ludowych mas przeciwko komunizmowi podczas wojny polsko-bolszewickiej 1919-1921 Gramsci tłumaczył ich „fałszywą świadomością” przesiąkniętą ideami chrześcijańskimi. Według Włocha, zdobycie władzy w społeczeństwach zachodnich przez komunistów możliwe będzie w wyniku długiego marszu, poprzez zawłaszczanie instytucji państwa i zmianę świadomości zbiorowej.

Zamiast walki o przejęcie „bazy”, czyli środków produkcji jak proponował Lenin, Gramsci opowiadał się za opanowaniem „nadbudowy”, czyli za zawładnięciem kulturą. Tak by pozbawiony religii, na nowo ukształtowany człowiek, sam, bez przymusu przyjął komunistyczną ideologię. Dziś program długiego marszu Gramsciego jest realizowany przez zachodnioeuropejskich lewaków czy kryptokomunistów skrywających się pod sztandarami Demokratów w USA. Ich wpływy są dziś widoczne w oświacie, kulturze, a szczególnie w środkach masowego przekazu.

Rewolucja kulturalna i ruch hipisowski były pierwszą poważną próbą obalenia istniejącego ładu społecznego. Trudno jest dziś powiedzieć, na ile ruchy te były inspirowane i wspierane nie tylko przez lewackich „pożytecznych idiotów”, ale i środowiska wielkiego biznesu, który dostrzegł w nich szansę stworzenia łatwo sterowalnego, konsumpcyjnego społeczeństwa. Istnieją jednak dowody w postaci zeznań zbiegłych sowieckich agentów, którzy potwierdzają udział komunistycznych służb w inspirowaniu tych wydarzeń. Szczególnie interesujące są tu informacje ujawniane przez byłego sowieckiego agenta KGB Jurija Bezmienowa. Już w latach 80. ubiegłego wieku opisywał on metody pracy sowieckich – a teraz zapewne rosyjskich i chińskich – służb, których celem jest destabilizacja zachodnich społeczeństw.

Zdobyć państwo bez jednego wystrzału

Według słów Bezmienowa, potwierdzanych przez jego kolegów z resortu, praca współczesnych agentów nie przypomina przygód agenta Bonda. „Zaledwie 15 procent czasu, zasobów ludzkich oraz środków KGB przeznacza na realizowanie celów wywiadowczych. Pozostałe 85 procent to nadzorowanie powolnego procesu przewrotu ideologicznego zwanego strategią małych kroków czy wojną psychologiczną” [1]. Praca współczesnych agentów polega głównie na nadzorowaniu procesu zmian postrzegania rzeczywistości atakowanego społeczeństwa. „Chodzi o to by ludzie pomimo dostępu do informacji nie byli w stanie wyciągać z nich logicznych wniosków w sprawach dotyczących ich bezpieczeństwa i obronności kraju”[2]. Proces prania mózgów prowadzony jest na ogromną skalę i sprowadza się do czterech głównych faz: demoralizacji, destabilizacji, kryzysu i ostatecznego podboju, który w języku służb nazywa się ironicznie normalizacją.

W zachodnich społeczeństwach proces destabilizacji już zakończył się pełnym sukcesem. Wkroczono już tam w fazę kontrolowanego kryzysu. W Polsce, ze względu na siłę Kościoła Katolickiego i większe niż na Zachodzie przywiązanie do religii i tradycyjnych wartości realizowana jest jeszcze faza demoralizacji, która trwa zwykle około 15-20 lat. Tyle bowiem trwa wykształcenie nowego pokolenia, infekowanego samobójczymi lewackimi ideami.

Demoralizacja

Celem tej fazy jest zaszczepienie w młodym pokoleniu systemu wartości oderwanego od chrześcijaństwa, tradycji czy choćby idei społeczeństwa obywatelskiego, w którym obywatele czują się odpowiedzialni za dobro państwa i własnych społeczności. Młode pokolenie zaprogramowane na pewien typ „myślenia” nie jest już w stanie myśleć samodzielnie logicznie. Bezkrytycznie przyjmuje wtedy spreparowane dla niego typy zachowań i wzorców.

W Polsce przykładem takiej grupy społecznej są tzw. lemingi. Ludzie ci, często legitymujący się dyplomami wyższych uczelni, są głusi i ślepi na racjonalne argumenty i niepodważalne dowody, które mogłyby zburzyć obraz świata wpojonego im przez pseudoautorytety oraz manipulujące nimi media. Wpajane im poczucie wstydu za urojone winy przodków i i za przywiązanie do katolicko-patriotycznej tradycji owocuje często odwracaniem się od tradycyjnych wartości, które są przeszkodą w zaprogramowanym dla nich wyścigu szczurów.

Niszczenie rodziny

Niszczenie zdrowych podstaw społeczeństwa przez narzucaną nam obecnie ideologię gender jest tylko kontynuacją ulepszonych i dostosowanych do współczesnych czasów sowieckich metod. Opanowana przez bolszewików Rosja była swoistym poligonem szatana. Aby stworzyć nowe, utopijne społeczeństwo należało zniszczyć tradycyjne wartości i rodzinę, która była ich naturalną ostoją. Jedno z najpopularniejszych propagandowych haseł lat 20. w  bolszewickiej Rosji głosiło: „Rozbijając ognisko rodzinne, wymierzamy ostateczny cios ustrojowi burżuazyjnemu[3]”. Głoszono wyzwolenie kobiet i mężczyzn z kajdan burżuazyjnej rodziny. Wpajany przez politruków slogan jakoby „rodzina była pierwotną formą niewolnictwa”[4] do dziś pobrzmiewa w poglądach współczesnych feministek.

Podobnie jak dziś lansowano więc rozwiązłość seksualną i łatwość uzyskania rozwodu. Kodeks Rodzinny z 1926 roku przewidywał, że „rozwód mógł być orzeczony na żądanie jednego z małżonków, który nie musiał nawet zawiadamiać współmałżonka – wystarczyło posłać kartkę pocztową do Urzędu Stanu Cywilnego.”[5]. Obecne przepisy nie idą jeszcze tak daleko w deprecjacji instytucji małżeństwa, ale propagowanie związków homoseksualnych wyraźnie wskazuje, że realizowany jest plan wymyślony już dawno przez bolszewików.

W walce o rozbicie rodziny zarówno bolszewicy jak i współcześni lewacy atakują najsłabsze jej ogniwo, czyli dzieci. Są one łatwym celem indoktrynacji. Aby ta była skuteczna, bolszewicy głosili: „Musimy wydrzeć dzieci złym wpływom rodziny. Musimy wziąć je pod nasze skrzydła, mówiąc jasno – znacjonalizować. Już od pierwszych dni życia znajdą się pod zbawiennym wpływem komunistycznych przedszkoli i szkół”[6] To właśnie temu celowi ma dziś służyć brutalnie narzucanie obowiązku szkolnego sześciolatkom oraz nachalne wpychanie do przedszkoli i szkół ideologii gender.

W walce o zniszczenie rodziny dzieci stają się swoistymi zakładnikami, którymi można szantażować rodziców. W sowieckiej Rosji „Komisarz Oświaty A. Bubnow wydał rozkaz, który pozwalał szkołom oddawać pod sąd rodziców mających niedbały stosunek do dzieci.” [7] Dziś w Polsce sądy mają prawo odebrać rodzicom dzieci za stosowanie przemocy w rodzinie. Definicję przemocy celowo rozszerzono i obejmuje ono dziś: krytykę zachowania, zawstydzanie, zabranianie korzystania z telefonu czy samochodu[8]!

Coraz częściej odbierane są w Polsce rodzicom dzieci z powodu biedy[9]. W majestacie unijnego prawa tworzy się system szantażu. Aby móc lepiej kontrolować podstawową komórkę społeczną, podobnie jak w bolszewickiej Rosji zachęca się dzieci do donoszenia na rodziców. Co prawda na razie tylko w wypadku stosowania swoiście pojętej przemocy, ale z czasem – jak w sowieckiej Rosji – donoszenie na najbliższych może być przedstawiane dzieciom, jako szlachetny obowiązek.

Strategiczny program dezinformacji

Były agent KGB Anatolij Golicyn, który w 1961 roku uciekł z ZSRS, ujawnił przed światem istnienie sowieckiego programu strategicznej dezinformacji[10], realizowanego już od 1958 roku. Jego celem jest oszukanie Zachodu i rozbicie Sojuszu Atlantyckiego poprzez wypchnięcie USA z Europy. W swojej książce Golicyn podając przykłady dezinformacji stosowanej przez komunistyczne służby ujawnia filozofię ich działania. Choć nie wspomina w niej o ideologii gender, która pojawiła się później po jego ucieczce na Zachód, to jednak znakomicie wpisuje się ona w cel i metody działania służb. Za tym, że ideologia ta jest przez nie wspierana przemawia jej duża szkodliwość dla ładu społecznego, poważne środki, które przeznacza się na jej propagowanie i swoista kategoria ludzi, którzy ją lansują. Na Zachodzie propagują ją agenci wpływu i lewaccy „pożyteczni idioci”. Nierzadko sprawują oni wysokie funkcje we władzach UE. Przykładem może tu być przewodniczący Komisji Europejskiej José Manuel Barroso, w młodości działacz portugalskiej maoistycznej partii komunistycznej[11].

W Polsce wiele osób propagujących tę ideologię łączą więzi rodzinne z byłymi komunistycznymi aparatczykami. Inni otwarcie przyznają, że nadal pozostają pod wpływem ideologii komunistycznej.[12] Aby lepiej dostrzec prawdziwe zagrożenie wypływające z gender należy patrzeć nań jako na jeden z elementów strategicznego programu dezinformacji, którego ostatecznym celem jest zniewolenie społeczeństw.

Pociesza to, że jak twierdzi wielu zbiegłych byłych sowieckich agentów, najlepszym sposobem obrony społeczeństwa przed tego rodzaju wojną psychologiczną jest powrót do religii. W niej jak, twierdzą byli agenci, są wbudowane mechanizmy obronne, które neutralizują wrogie ataki.

Krzysztof Niewola

[1] http://www.youtube.com/watch?v=rDcNF9garwc
[2] Tamże
[3] M. Haller, Maszyna i śrubki , 1988 , Instytut Literacki Paryż, s 178
[4] Tamże , s 167
[5] Tamże, s 167
[6] Tamże, s 149
[7] Tamże, s 176
[8] http://rypin.internetdsl.pl/ppp/publikacje/przemoc.doc
[9] [10] Anatolij Golicyn, Nowe kłamstwa w miejsce starych. Komunistyczna strategia podstępu i dezinformacji
[11] [12] M. Marosz „ Resortowe feministki” Gazeta Polska NR 3 (1067), 2014, s 4

źródło: http://www.pch24.pl/gender-puszka-pandory-tajnych-sluzb-,21030,i.html

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

%d bloggers like this: