Strona główna » piens.pl - Polska i Wiara ma sens » Zespół Behemoth a przyzywanie Złego

Zespół Behemoth a przyzywanie Złego

Black/death metalowy zespół Behemoth wyruszy jesienią na polską część trasy koncertowej promującej płytę „The Satanist”. W przypadku tego zespołu każdy koncert jest dla uczestników zagrożeniem duchowym. Muzyka z dziesiątej już płyty Behemoth ma silny i bluźnierczy ładunek treści oraz emocji obrażających Boga, otwierających człowieka na działanie Złego.

Choć satanistyczny charakter twórczości zespołu jest mocno nagłośniony, to nadal pośród fanów Behemotha znajduje się spora grupa… chrześcijan. Stają oni ramię w ramię z jawnymi satanistami nie widząc w tym sprzeczności. Nieuświadomienie lub, co gorsza, zobojętnienie tej grupy fanów na przekaz lidera zespołu, Adama Darskiego, pozwala mu rozmywać ich wiarę, a jednocześnie utwierdzać w przekonaniu, że jest wręcz prześladowany za chęć bycia niepokornym artystą. Wszak jego słuchacze to nie tylko ateiści, agnostycy, sataniści, ale również ludzie ochrzczeni. Do tego dochodzi postawa takich osób jak ks. Adam Boniecki, który udzieliwszy wsparcia Darskiemu, stworzył mętlik w głowach tych wierzących. Niewierzących zaś utwierdził w przekonaniu, że Behemotha krytykują jedynie skrajne, konserwatywne środowiska chrześcijańskie, mówiąc potocznym językiem, „robiące z igły widły”. Środkiem dla takiej kreacji Darskiego na „nierozumianego kontestatora” jest również potężne wsparcie ze strony mainstreamowych mediów, które widzą w nim przede wszystkim sojusznika w walce z katolicyzmem i Kościołem. Kamuflowanie przez samego muzyka swego rzeczywistego, nienawistnego chrześcijaństwu, okultystycznego i satanistycznego przekazu jest enigmatyczne, ale wystarczające, by Darski uchodzić mógł po prostu za ofiarę nagonki. A jak rzecz ma się naprawdę?

Duchowe samobójstwo

Nie chodzi tu o słuszność przypisywania, czy nie przypisywania Adamowi Darskiemu zadeklarowanego, jawnego satanizmu, od którego on sam się werbalnie odżegnuje, co jest dla jego fanów argumentem świadczącym na korzyść lidera zespołu. Niezależnie jednak od prób nadania własnej postawie, światopoglądowi, czynom czy artystycznej formie kontestującego, ale pozbawionego duchowości wymiaru, i tak w swej istocie przekaz Behemotha będzie nadal satanistyczny. Dla Złego wszak jest obojętne, jak go nazywają, ważne, że przywołują, a teksty kompozycji, oprawa wizualna koncertów, image muzyków, okładki płyt, okultystyczna symbolika i sugestywne, antychrześcijańskie wideoklipy otwierają duchowość słuchaczy na działanie demona. Ich recepcja to wręcz duchowe samobójstwo, tym groźniejsze, że bezwiedne.

Nie należy zakładać, że Adam Darski robi to z premedytacją, bo równie dobrze przyczyną działań muzyka może być brak duchowego rozeznania. Dlatego, gdy miał poważne problemy zdrowotne w 2010 roku, gdy wręcz był na granicy życia i śmierci, został otoczony przez katolików modlitwą. W dobrej wierze i z miłości do bliźniego. Można tylko ubolewać, że w takiej chwili nie zaufał Jezusowi, gdyż wytworzony przez szturm modlitewny deszcz łask tylko czekał na jedno słowo: TAK. Nie jest to niemożliwe, gdyż w środowisku związanym z zespołem Behemoth dochodzi do nawróceń. Są one trudne, bo związane z uwolnieniem od działania demona, ale zwycięskie, gdyż Jezus zawsze zwycięża. A największe zwycięstwo odniósł już dwa tysiące lat temu.

Deszcz łask nadal cierpliwe czeka na Darskiego, choć podczas ciężkiej choroby powiedział im zdecydowane NIE. Tą negacją, jeszcze w szpitalu, było obmyślanie i realizowania pomysłów dotyczących promowanej właśnie przez Behemoth płyty „The Satanist”.

Analiza duchowości lidera Behemoth może nastręczyć trudności, gdyż ta nie jest przez niego uzewnętrzniana. Jednak to, czego nie mówi wyraźnie w wywiadach, aż krzyczy z jego twórczości. Darski płynie przez życie i konsekwentnie radykalizuje twórczość, faktycznie szczerą i naturalną dla jego obecnej duchowej kondycji. Sam przyznaje, że satanizm to nieustanne kwestionowanie, kontestowanie świata, zaś pełnią człowieczeństwa są dlań buntownicze archetypy kultury. Czy forma wyboru na swego przewodnika i guru tego, który zbuntował się przeciwko Bogu ma przejaw racjonalny, etymologiczny czy okultystyczny – nie ma już znaczenia. Płyta „The Satanist” to hołd dla tego dzieła szatana, które każe Nergalowi – jako człowiekowi – stawiać się hedonistycznie w centrum, w miejsce Boga. Wydawnictwo wszak gloryfikuje pełnię człowieczeństwa bez Boga. Choć płyta nosi nazwę „The Satanist”, a nie np. „Satan”, w którym to przypadku nie byłoby już możliwości filozoficznego lawirowania, to droga jest jedna i ta sama – ciemność i mrok.

Demony „The Satanist”

Chrześcijanom szukającym prawdy powyższe dywagacje i spostrzeżenia nie powinny pozostawiać wątpliwości co do satanistycznego charakteru Behemotha, ale zwolennicy lansowanej powszechnie tezy o komiksowym i niegroźnym charakterze tego zjawiska potrzebują faktów. Tych dostarcza właśnie najnowsza płyta zespołu. Rozważając demoniczność przekazu grupy Darskiego nie trzeba analizować poprzednich wydawnictw, choć dyskografia Behemotha to zbiór bluźnierstw, antychrześcijańskiej symboliki czy nawiązań do teorii okultystycznych (np. Teorii Thelemy) bądź pogaństwa (m.in. demonologia sumeryjska). Nie trzeba również analizować inspiracji zespołu, choć satanistycznego rysu dodaje mu fascynacja takimi grupami jak chociażby Venom, Bathory, Nile, Celtic Frost, Mayhem, Morbid Angel.

 

„The Satanist” ma jednak pewien wyraźny charakterystyczny rys, wcześniej nie aż tak widoczny. Album bowiem aż poraża wieloma odniesieniami do demonów. W tym przypadku przekaz zespołu atakuje ze wszystkich możliwych stron – począwszy od demonicznego wyglądu muzyków, poprzez demoniczne teledyski („Blow Your Trumpets Gabriel”) i takież teksty („O Father O Satan O Sun!”, „Ora Pro Nobis Lucifer”), na okładce płyty kończąc. Tę ostatnią zaprojektował rosyjski okultysta Dienis „Forkas” Kostromitin, zaś do jej namalowania Darski ponoć użyczył własnej krwi.

Ów ostatni element, mogący z pozoru wydawać się mało znaczącym, ma wymiar wybitnie satanistyczny. Uderza antychrześcijańską symboliką i niby-biblijnymi odniesieniami, będącymi w istocie negacją Pisma Świętego. Prawdopodobnie obraz na okładce spełnia rolę przeciwieństwa świętych obrazów i ma charakter inicjacji okultystycznej, nawet dla tych, którzy nie są jej świadomi. Dienis Kostromitin słynął bowiem z wykorzystywania alchemii, wschodniej medytacji, ezoteryzmu i ceremonialnej magii, dążąc do kontrolowania sił energii. Czy jego podziw dla okultysty Aleistera Crowleya oraz starożytnej kabalistyki został tutaj uzewnętrzniony tajemnym kodem? Z tłumaczeń Adama Darskiego i samego „Forkasa” wynika, że z takim szyfrem faktycznie mamy do czynienia. Wygląda to jak niby-zabawa w wywoływanie duchów z rytuałami braterstwa krwi i czarną magią.

Zbliżające się październikowe koncerty zespołu Behemoth będą dla zespołu bardzo pracowite. Grupa zagra przez jedenaście dni dziewięć koncertów w Warszawie, Poznaniu, Katowicach, Wrocławiu, Krakowie, Gdańsku, Łodzi i Toruniu. Będzie to plon dla Złego – satanizowanie miejsc koncertów i duchowe zniewalanie słuchaczy pod pozorem heavymetalowego święta. Efekt ten doskonale znany jest nawróconemu muzykowi Dave’owi Mustaine’owi, byłemu gitarzyście zespołu Metallica i obecnemu liderowi grupy Megadeth. Darski nawiązując do jego konwersji powiedział, że chrześcijaństwo i uprawianie tego gatunku muzyki nie współgrają ze sobą. Mustaine’a nawet jeszcze przed nawróceniem przepełniała złość i agresja wobec świata. W głowie kotłowały mu się koszmarne myśli, wpadał w depresję. Przyczyną choroby było najpewniej nagromadzone w nim zło. Ale cierpienie stało się też dla niego początkiem nawrócenia. Pewnego razu powiedział: „Przeżyłem to. Te rzeczy spowodowały, że pogrążyłem się w nałogu. Ale teraz wiem, że jest rozwiązanie, inny sposób na życie – zostać chrześcijaninem”.

Grzegorz Kasjaniuk

Ty również możesz zaprotestować przeciwko koncertom Behemotha – wejdź na stronę protestuj.pl

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *