Strona główna » piens.pl - Polska i Wiara ma sens » Wojska Obrony Terytorialnej nowa koncepcja obrony

Wojska Obrony Terytorialnej nowa koncepcja obrony

Strategia obrony Polski jest oparta na założeniu, że w razie wojny obronią nas sojusznicy przy pewnym udziale polskich sił zbrojnych. Ten koncept obronny ma dość długą historię bowiem już w 1921 roku, po zawarciu sojuszu wojskowego z Francją, gdy uznaliśmy, że dzięki niej, a z czasem także przy pomocy Anglii odeprzemy agresję Niemiec. Po upadku PRL i sformowaniu się III RP gwarancją naszego bezpieczeństwa jest NATO, czyli znowu wsparcie sojuszników. Tymczasem z ich strony słyszymy – w razie wybuchu wojny musicie co najmniej przez trzy miesiące bronić się sami. A więc nawet przy założeniu, że tym razem, inaczej niż w 1939 roku, Polska otrzyma sojuszniczą pomoc, to nie może na nią liczyć natychmiast. Trzeba znaleźć sposoby, aby obronić granice Polski i spowodować, by natowska obrona zaczynała się na Bugu, a nie na linii Odry.

Biorąc pod uwagę system obrony warto zapoznać się z planowanymi scenariuszami wojny w Polsce, patrz „Wojna z Rosją – możliwe scenariusze”. Co prawda plany te pochodzą sprzed 20 lat jednak pokazują, że Polska jest postrzegana przez kraje NATO jako miejsce walnej bitwy z wojskami rosyjskimi. Z drugiej strony w sowieckich planach wojny z Europą Zachodnią byliśmy brani pod uwagę jako kraj, gdzie rozegra się atomowa bitwa między NATO, a Układem Warszawskim. Rosjanie wykorzystywali państwa satelickie jako armie podległe, nie liczyli się z tym, w jakim stanie te państwa wyjdą z ewentualnej wojny. Miały stanowić bufor dla ZSRR, wszystko było podporządkowane wyłącznie interesom Kremla, więcej w artykule „Polsce groził atomowy Holocaust”.

Każdy, kto zapozna się z powyższymi artykułami z całą pewnością zauważy jedno. We wszystkich scenariuszach, bez wyjątku, jesteśmy stroną, która ponosi dotkliwe straty i … przegrywa. Wojskowi analitycy doskonale zdają sobie sprawę z położenia geograficznego Polski, które z jednej strony jest ogromnym plusem, tranzyt towarów w okresie pokoju, z drugiej strony jest wręcz tragiczne jeżeli chodzi o obronę w czasie wojny. Polska leży na nizinnym moście łączącym Wschód z Zachodem, a przez to jest miejscem szczególnie ważnym ponieważ żadna armia nie lubi poruszać się w górach, natomiast przemarsz przez niziny to już supełnie inna sprawa.

Wygląda na to, że nie mamy żadnych szans w sytuacji, z którą mamy do czynienia obecnie, czyli siłowego odbudowywania imperium rosyjskiego w ewentualnej koalicji z Niemcami. W tym miejscu należało by się zapoznać się z artykułem „Czekam na Iwana Groźnego”, który publikowaliśmy na eprudnik.pl. Jest to wywiad przeprowadzony w 1998 roku (!!!) przez Grzegorza Górnego  z czołowym ideologiem Kremla Aleksandrem Duginem, który już wtedy mówił wprost:

„My Rosjanie i Niemcy rozumujemy w pojęciach ekspansji i nigdy nie będziemy rozumować inaczej. Nie jesteśmy zainteresowani po prostu zachowaniem własnego państwa czy narodu. Jesteśmy zainteresowani wchłonięciem, przy pomocy wywieranego przez nas nacisku, maksymalnej liczby dopełniających nas kategorii. Nie jesteśmy zainteresowani kolonizowaniem tak jak Anglicy, lecz wytyczaniem swoich strategicznych granic geopolitycznych (…) Rosja w swoim geopolitycznym oraz sakralno-geograficznym rozwoju nie jest zainteresowana w istnieniu niepodległego państwa polskiego w żadnej formie. Nie jest też zainteresowana istnieniem Ukrainy. Nie dlatego, że nie lubimy Polaków czy Ukraińców, ale dlatego, że takie są prawa geografii sakralnej i geopolityki”.

Na temat polskiego katolicyzmu Dugin mówi jasno:

„Trzeba rozkładać katolicyzm od środka, wzmacniać polską masonerię, popierać rozkładowe ruchy świeckie, promować chrześcijaństwo heterodoksyjne i antypapieskie. Katolicyzm nie może być wchłonięty przez naszą tradycję, chyba że zostanie głęboko przeorientowany w kierunku nacjonalistycznym i antypapieskim”.

Wróćmy jednak do obronności. Romuald Szeremietiew były Minister Obrony Narodowej ma propozycję, która może doprowadzić do tego, że militarne starcie Rosji z Polską może okazać się dla agresora NIEOPŁACALNE. Nie mówimy tu o tym, że wygramy z Rosją, ale o tym, że Rosjanie uderzenie na Polskę uznają za przynoszące więcej strat niż korzyści. Największą korzyścią z opanowania Polski jest przechwycenie szlaków komunikacyjnych, jednak jeżeli ten sukces wroga armia będzie musiała okupić dużymi stratami to całe przedsięwzięcie może być NIEOPŁACALNE.

Zgodnie z pomysłem Szeremietiewa należy powołać do życia Wojska Obrony Terytorialnej, które będą przeszkolone do prowadzenia działań obronnych i partyzanckich. Wojsko to powinno być wyposażone w nowoczesną lekką broń defensywną umożliwiającą skuteczne stawianie oporu atakującym oddziałom wroga. Żołnierzami służącymi w tej armii byliby obywatele zamieszkujący najbliższe okolice potencjalnego pola walki. Tak wyposażona armia z ludźmi, którzy nie bronią państwa ale swojego miejsca zamieszkania, dosłownie swojego podwórka, ma wysokie morale i wie o co walczy bo za plecami żołnierzy znajdują się ich domy i rodziny. Dla osób, które chcą się przekonać jak wygląda zajmowanie miejscowości przez armię rosyjską polecam film „Pięć dni wojny”, bardzo pouczający obraz.

Obok Wojsk Obrony Terytorialnej powinna istnieć zawodowa armia operacyjna wyposażona w broń specjalistyczną typu ciężka artyleria, czołgi, wozy bojowe, lotnictwo itd. Armia ta działałaby w polu i prowadziła operacje typu kontruderzenia, albo wspierała swoim potencjałem militarnym obronę ważnych strategicznie miejsc.

W ten sposób ogromna ilość bronionych przez Wojska Obrony Terytorialnej miejscowości stałaby się miejscami, gdzie atakujący przede wszystkim ponosiłby straty. W teorii wojskowości rozpatruje się również tzw. wzajemny stosunek sił. W czasie otwartej bitwy w polu stosunek sił 3:1 daje pewność zwycięstwa stronie liczniejszej. Skuteczne opanowanie terenu, na którym operują partyzanci wymaga już przewagi agresora w stosunku 20:1, dla zdobycia dobrze przygotowanego do obrony miasta wymagany jest układ sił 50:1.

Jak widać pomysł obrony w oparciu o dwie formacje wojskowe ma rację bytu, a dobrze zorganizowane Wojska Obrony Terytorialnej potrafiłyby skutecznie bronić znacznych obszarów naszego kraju. Warto tu zauważyć, że w czasie II wojny światowej Polska nie dysponowała tego typu siłami. Bój prowadziły tylko regularne oddziały Wojska Polskiego ale głównie poza miastami. Jedynym miastem, które się broniło była Warszawa, a jej zdobycie zajęło Niemcom dwa tygodnie. Pozostałe miasta, Łódź, Poznań, Katowice, zostały zajęte przez Niemców z marszu, a niemieckie oddziały były radośnie witane przez niektórych mieszkańców tych miejscowości. Mimo szybkiego zajęcia Polski Niemcy ponieśli w wyniku kampanii wrześniowej dotkliwe straty. W Polsce Wehrmacht utracił 50% posiadanych czołgów i 30% samolotów. Ciekawe jak wyglądałaby kampania w Polsce we wrześniu 1939 roku, gdyby u boku Wojska Polskiego walczyły Wojska Obrony Terytorialnej, a każda miejscowość byłaby punktem oporu?

Pomysł powołania do życia Wojsk Obrony Terytorialnej najlepiej przybliży sam Romuald Szeremietiew.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *