Strona główna » PRUDNIK » Turystyka lokalna – pieszo przez okolice Šumperka

Notice: Trying to get property of non-object in /home/piens/ftp/www/eprudnik.pl/wp-content/themes/sahifa/framework/parts/post-head.php on line 73

Turystyka lokalna – pieszo przez okolice Šumperka

Zapraszam do zapoznania się z galerią zdjęć i opisem z bardzo ciekawej imprezy, można by rzec lokalnej (ponieważ z Prudnika do Šumperka to jedynie 80 kilometrów), w której wziął udział autor tekstu P. Cezary Olechno. Mam wielką ochotę powtórzyć ową, przetartą już trasę, z której może zostać jedynie zauroczenie i zadowolenie! Więc naśladujmy i w trasę!

Šumperska zimowa 50-tka

Šumperska zimowa 50-tka to jedna z pierwszych w roku długodystansowych imprez pieszych organizowana przez Klub Czeskich Turystów. W tym roku odbyła się już po raz dwudziesty czwarty. Jak sama nazwa wskazuje, organizatorem jest oddział KČT w Šumperku. Odległość od granicy do miejsca startu jest znacząco inna, niż w przypadku szerzej znanych na Ziemi Prudnickiej imprez w Krnovie, Ondřejovicach czy Zlatých Horach. Šumperk to jednak nie koniec świata i dystans 80 kilometrów z Prudnika, czy 130 z Opola pozwala wziąć udział w imprezie w ramach jednodniowego wyjazdu.

Żeby rozpocząć marsz po wyznaczonych trasach o godzinie 7, bo o tej porze impreza się zaczęła, trzeba jednak wyjechać dosyć wcześnie. Wczesne poranne godziny 23 lutego, po opadach śniegu z poprzednich dni, to czas na dojazd po ośnieżonych drogach. W Polsce drogi były białe, ale od granicy pojawiało się go na jezdni coraz więcej.

Wjazd na przełęcz Červenohorske sedlo nie stanowił jednak problemu. Im wyżej, tym więcej śniegu. Większość znaków drogowych jest przysypana, jednak w niczym to nie przeszkadza, bo jechać trzeba bardziej niż ostrożnie. Po drugiej stronie przełęczy lekkie zaskoczenie stanem drogi. Śniegu dużo mniej, a im bliżej Šumperka, tym bardziej jezdnia jest czarna.

Przejeżdżając przez Kouty nad Desną można stwierdzić, że miejscowość jeszcze się nie obudziła i jeden z najnowocześniejszych czeskich kompleksów narciarskich nie jest w stanie ożywić okolicy o szóstej rano. To nie ten rodzaj aktywności, który zachęca do rezygnacji ze snu i budzenia się na trzy godziny przed wschodem słońca. Nie śpi jednak obsługa linii kolejowej Železnice Desná, bo na stacji w Koutach widać wagon motorowy gotowy do jazdy. Železnice Desná zasługuje na krótką wzmiankę, mimo, że nie ma zupełnie nic wspólnego z szumperską imprezą.

Linia kolejowa Kouty – Šumperk została zniszczona podczas powodzi w 1997 r. i miała być zlikwidowana. Miejscowości położone w dolinie rzeki Desny założyły Związek, przejęły linię, która została odbudowana i z powodzeniem funkcjonuje do tej pory. Jej operatorem jest Veolia Transport Moravia (ta sama firma, która prowadzi transport autobusowy).

Szynobus serii 810 jako pociąg osobowy do Koutów nad Desną przy peronie dworca w Šumperku

Biało-zielono-niebieski wagon został z tyłu, a czas nieuchronnie przybliża grupę prudnicko-opolską do Villi Doris, gdzie znajduje się biuro organizacyjne imprezy. Willa to neorenesansowy budynek z początku XX wieku, której nazwa to imię żony jej dawnego właściciela.

Po typowej procedurze przedstartowej, czyli wypełnieniu kart zgłoszeniowych, wpłaceniu wpisowego w wysokości 30 koron i otrzymaniu arkusza z opisem przebiegu trasy, można wyruszyć na drogi i bezdroża ziemi szumperskiej. Jak się później okaże, więcej chyba będzie dróg, niż bezdroży, ale przecież nikt nie zamierza narzekać.

W drogę!

Wędrówkę zaczynamy od zwiedzenia szumperskiego dworca kolejowego. Piękny budynek z roku 1900 zbudowany w stylu neobarokowym robi wrażenie – tym bardziej, że świetnie prezentuje się po remoncie sprzed 5 lat. Odegrał on kiedyś także inną rolę, zupełnie odmienną od swojego przeznaczenia. Mianowicie, przed świętami Bożego Narodzenia w roku 1919 w budynku dworca została wystawiona pierwsza w Šumperku czeska sztuka teatralna. W ubiegłym roku natomiast, budynek został nominowany wraz z dziewięcioma innymi obiektami tego typu w konkursie „Najpiękniejszy dworzec Republiki Czeskiej”.

Czas jednak w dalszą drogę. Trzeba opuścić miasto, by o jakiejś rozsądnej porze dojść na metę. Z powodu pogody, a także obawy o zbyt dużą ilość śniegu w terenie, zamiast trasy 50 km, zdecydowaliśmy się na trasę 35 km. Wyszło oczywiście trochę więcej.

Opis wręczony przez organizatorów nie był zbyt dokładny, przynajmniej na odcinku miejskim, ale udało się wyjść z Małego Wiednia (Mały Wiedeń, to przydomek Šumperka. W XIX wieku, gdy nastąpił rozwój przemysłu, tutejsi bogaci przedsiębiorcy zlecali wiedeńskim architektom budowę swoich rezydencji i innych obiektów. Architektura Wiednia inspirowała budowniczych i miasto upodobniło się do stolicy monarchii). Klub Czeskich Turystów postawił w tej edycji imprezy na drogi, co oznacza, że na wielu kilometrach trzeba było uważać na przejeżdżające samochody.

Háj, wieża i kamień jubileuszowy

Z tego powodu, a głównie z chęci przejścia przez wznoszącą się nad Šumperkiem górę Háj, pierwszy etap trasy postanawiamy poprowadzić po swojemu. Dzięki temu nadkładamy trochę drogi. Ze szlakowskazu na skraju miasta wynika, że na szczyt jest 4 kilometry. Wzrok skierowany na znajdującą się tam wieżę widokową przekonuje, że informacja na tabliczce z oznaczeniem ścieżki spacerowej nie jest zgodna z prawdą.

Na szczyt jest jednak 4 kilometry, bo droga trochę kluczy po stokach Háji. Górka nie jest za wysoka, wznosi się 631 m n.p.m., ale z dołu jest ponad 300 metrów podejścia. Chwilami jest rzeczywiście stromo.

Górka niewysoka, ale łatwo nie ma. Przy podejściu na Háj zaczyna padać śnieg. Po dotarciu na szczyt okazuje się, że wieża widokowa otwierana jest dopiero o godzinie 10.00 a jest ledwie kilka minut po dziewiątej.

Wprawdzie widoczność jest bardzo słaba, ale byłoby przyjemnie obejrzeć choć wnętrze wieży, która została zbudowana w roku 1997. Warto wiedzieć, że miała ona swoją poprzedniczkę z roku 1934, której losy okazały się dramatyczne.

W czasie wojny przeznaczono ją tylko dla celów militarnych i służyła jako przeciwlotniczy punkt obserwacyjny, a po wojnie w roku 1953 spłonęła po uderzeniu pioruna. Godzinne oczekiwanie na otwarcie nie wchodzi w rachubę, więc czas ruszyć dalej. W tym momencie zbliżają się dwie panie, informując, że przyszły otworzyć obiekt. Na skutek trudności w operowaniu kluczem przez obsługę, dostępujemy zaszczytu własnoręcznego otwarcia wieży.

Po obejrzeniu wnętrza, odciśnięciu 15 pieczątek i drobnych zakupach maszerujemy dalej. Najbliższym celem jest miejscowość Bohdikov. U stóp szczytu, przy żółtym szlaku, który będzie prowadził do Bohdikova, kolejna ciekawostka na trasie. Kamień Jubileuszowy, jeden z wielu w dawnych dobrach Liechtensteinów, ustawionych w 1898 roku dla uczczenia 40 rocznicy panowania Jana II w księstwie.

Po kilkuset metrach szlak przecina drogę Temenice-Hrabenov, na której spotykamy kolejnych uczestników imprezy, idących w przeciwną stronę trasą 25 kilometrową. Z tego miejsca szlak prowadzi prawie do samego Bohdikova stokami długiego wzgórza o nazwie Lovák. Szlak na chwilę schodzi ze wzgórza, do drogi Temenice-Bohdikov i miejsca oznaczonego jako Pod Lovákem.

Z nurtem Moravy

Po dwóch kilometrach osiągamy Bohdikov i od tego miejsca marsz będzie przebiegał już taką trasą, jaka została wyznaczona przez organizatorów. Po przekroczeniu rzeki Moravy podążamy przez Aloizov do Rudy nad Moravou. W średniowieczu odnotowana po łacinie jako Ferreus Mons. Dzisiaj jednak już nie wydobywa się tu rudy żelaza. Przy wejściu do miejscowości zwracają uwagę skały po prawej stronie drogi, górujące ponad zabudowaniami.

Na stacyjce kolejowej kilkanaście minut przerwy na przekąskę. Z budynku dworca wychodzi około dziesięcioletni chłopiec i pyta o papierosy, zapewniając, że to nie dla niego. Przyjeżdża pociąg, z którego wysiada trochę osób, głównie z nartami i deskami snowboardowymi. Czekają na kolejny.

Dużo się dzieje, jak na niewielki dworzec. Po krótkim odpoczynku pora ruszyć dalej. Najpierw główną drogą w kierunku kościoła św. Wawrzyńca, a potem do późnorenesansowego pałacu z początku XVII wieku, który stanowi pierwszy punkt kontrolny. Kontrola ma polegać na udzieleniu informacji, co się w nim znajduje. Brama jest jednak zamknięta. Nie ma również żadnej tablicy informacyjnej, więc odpowiedzi na pytanie, przynajmniej na razie, nie będzie.

Podążamy więc zgodnie z opisem trasy do miejscowości Bartoňov (administracyjnie przynależnej do Rudy). Po raz kolejny przechodzimy przez rzekę Moravę i linię kolejową Šumperk – Hanušovice. Tuż przy drodze przechodzącej przez tory usytuowany jest przystanek kolejowy Bartoňov. Na początku wsi, przy lokalnym kierunkowskazie informującym, że do Moskwy jest 2170 kilometrów spotykamy znajomą uczestniczkę ostatniej Jesenickiej 60tki.

Stolica Rosji nie leży w ramach naszych zainteresowań, więc kierujemy się w prawo, by wzdłuż torów dotrzeć do Bohutina. Po drodze kolejne skaliste wzgórze nad drogą i po pewnym czasie widać zabudowania. Nie ma tablicy informacyjnej, ale mieszkaniec uprzątający śnieg potwierdza, że to Bohutin. Jeśli już mowa o śniegu, to dobrze, że zima podczas 24-tej szumperskiej 50tki jest łagodniejsza, niż ta z roku 1929, kiedy to wg. miejscowych kronik, w Bohutinie zmierzono 36 stopni C poniżej zera. Lato zrekompensowało ówczesnym mieszkańcom te mroźne dni, bo uraczyło ich wtedy temperaturą 41 stopni C powyżej zera. We wsi znajduje się niewielka kaplica z 1801 roku pod wezwaniem Najświętszej Marii Panny, w której umieszczono relikwie kilku świętych. Tu też burzliwe dzieje zostawiły swój ślad.

Kaplica była wyposażona w dwa dzwony. Podczas pierwszej wojny światowej zostały zarekwirowane na cele militarne. Mniejszy z dzwonów odnaleziono po roku 1945 w Hamburgu, skąd powrócił on na swoje miejsce. Inny ślad Wielkiej Wojny to pomnik upamiętniający poległych w niej mieszkańców wsi. Tak się składa, że jest on punktem orientacyjnym trasy, koło którego należy zmienić kierunek marszu, by podążać do następnej miejscowości – Bludova.

O literaturze, wojnie i trzęsieniu ziemi

Tuż za Bohutinem po prawej stronie mijamy skaliste wzgórze Zbová, po drugiej stronie drogi w śnieżnej bieli samotny krzyż. Do końca trasy spotkamy jeszcze wiele tego typu zabytków. Krzyże, kapliczki, pomniczki, z różnych okresów i w różnym stanie. W Bludovie chwila odpoczynku. Tu też pomnik upamiętniający poległych mieszkańców. Pierwsza wojna, czas terroru z 1938 roku i ofiary z 1945.

Na pomniku po kilka takich samych nazwisk. Historia miejscowości zaczyna się gdzieś na przełomie XII i XIII wieku. Wieś przez większość lat swojego istnienia rozwijała się, stale zwiększając liczbę mieszkańców i była wyjątkowa pod tym względem, że właściwie była zawsze czysto czeska. Dzisiaj liczy ponad 3 tysiące osób. W roku 1908 założono tu pierwszą na ziemi szumperskiej czeską szkołę mieszczańską.

Od 1929 funkcjonuje dom uzdrowiskowy. Bludov to miejscowość pełna zabytków i pamiątek historycznych. Pałac, park pałacowy, kościół z dramatyczną historią dzwonów, pomniczki, krzyże – można by tu zostać na cały dzień, by wszystko zobaczyć. Bludov to także miejscowość, która dostała się zupełnie niedawno na karty książki, w dodatku książki kontrowersyjnej. Prawie dziesięć lat temu Josef Urban napisał powieść „Habermannův mlýn”. Jej wydanie wywołało poruszenie, bo treść opowiada o trudnych sprawach. Urban opisał rzeczywistą historię niemieckiego młynarza z Bludova, Habermanna, który w trudnych czasach wojny okazał się przyzwoitym człowiekiem, a mimo to padł ofiarą nienawiści swoich czeskich sąsiadów. Na podstawie powieści powstał film pod tym samym tytułem w reżyserii Juraja Herza. W Bludovie ta wersja była powtarzana od wczesnych lat powojennych. W dodatku mówiło się o winie rodziny założyciela tutejszego uzdrowiska. Przeciwnicy książkowej wersji wydarzeń twierdzą, że ówczesna władza potrzebowała winnego w osobie człowieka z burżuazji, a zabójstwo Habermanna nie miało nic wspólnego z jego narodowością.

Czas jednak zostawić to miejsce, bo zbyt rozległe na krótkie zwiedzanie, a na nas czeka kolejny i ostatni punkt kontrolny. Zadanie polega na udzieleniu odpowiedzi: w jaki sposób jest zabezpieczony najbliższy przejazd kolejowy – czy sygnalizacją świetlną, czy zaporami? Po nabraniu pewności, że na przejeździe funkcjonuje sygnalizacja świetlna, idziemy do pobliskiego Sudkova. Początki wsi, podobnie jak innych na tym terenie sięgają średniowiecza.

Wioska była ciężko doświadczona przez historię. Nie ominęły jej spustoszenia wojny siedmioletniej, głód i cholera. W nowszych czasach doświadczyła straty 33 mieszkańców podczas I Wojny Światowej. Spod okupacji niemieckiej, która rozpoczęła się 8 października 1938 miejscowość została wyzwolona 8 maja 1945 roku. Ten dzień życiem przypłaciło 20 żołnierzy Armii Czerwonej, których pochowano na miejscowym cmentarzu. To przedostatnia miejscowość na trasie. Od Šumperka dzielą już nas tylko Dolni Studenky, miejscowość w podobnym wieku jak wcześniej mijane.

W historii ta jednak wyróżnia się tym, że 24.07.1935 roku została dotknięta trzęsieniem ziemi. Ruchy tektoniczne nie pozostawiły śladów. Miejscowość jest spokojna i zadbana. Potem skrajem przysiółka Třemešek i do Vili Doris pozostaje tylko kilka kilometrów. W ten sposób 24 Šumperska 50tka, a w naszym wykonaniu 35tka, dobiega końca.

Na mecie przyjaźnie nastawieni organizatorzy rozdają dyplomy, częstują kanapkami i herbatą. Zapraszają także na kolejną długodystansową imprezę: Po Šumperském Psaníčku. Odbywa się ona w pierwszą sobotę października, a więc w terminie Zlatohorskeho trekingu…

Na koniec kilka informacji statystycznych, które przysłała Pani Jana Konečna z šumperskiego oddziału Klubu Českých Turistu. W imprezie wzięło udział 170 osób. Na trasie 50 km – 15 osób, na trasie 35 km – 18 osób, na trasie 25 km – 44 osoby, na trasie 15 km – 35 osób i na trasie 8 km – 58 osób.

autor: Cezary Olechno

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

%d bloggers like this: