Strona główna » piens.pl - Polska i Wiara ma sens » O chrześcijańskim rozumieniu Boga

O chrześcijańskim rozumieniu Boga

Nasze wstępne pojęcia o Bogu

W wydanym 29 listopada 2011 r. dokumencie Międzynarodowej Komisji Teologicznej pt. Teologia dzisiaj przypomniano fakt znany od dawna, że pierwotne chrześcijaństwo „często postrzegało siebie nie jako nową religię, ale raczej jako prawdziwą filozofię, zdolną dojść do ostatecznej prawdy. Chrześcijaństwo uważało, że jest w stanie nauczać prawdy zarówno o Bogu, jak i o ludzkim doświadczeniu” (nr 65). Przypomnijmy bogato udokumentowane badania takich uczonych, jak Pierre Hadot czy Juliusz Domański, którzy udowodnili, że istotę filozofowania starożytni widzieli nie tyle w poszukiwaniach teoretycznych, ile raczej w intelektualnych i moralnych ćwiczeniach, poprzez które chcieli nauczyć się życia na serio i uszlachetniać samych siebie.

Znamienne, że pogańscy wrogowie chrześcijan nie kwestionowali ich prawa do nazywania się filozofami. Jedynie nie mogli pogodzić się z tym, że tę „filozofię” uprawiają nawet ludzie zupełnie niewykształceni, nawet szewcy i przekupki. Na co chrześcijanie odpowiadali argumentem dla filozofów ogromnie kłopotliwym, gdyż mieli go w najwyższej cenie:

Ta filozofia potrafi nawet szewca i przekupkę nauczyć takiego zapanowania nad namiętnościami, że odważnie i spokojnie idzie na śmierć!

Otóż według tej „filozofii”, którą starali się uprawiać chrześcijanie, pytanie o Boga trzeba stawiać za pomocą mądrej postawy moralnej. „Jeżeli powiesz: Pokaż mi twego Boga – pisał w roku 181 św. Teofil z Antiochii – odpowiem ci: Pokaż mi, że jesteś człowiekiem, a ja ci pokażę mego Boga. Zatem pokaż, czy oczy twego umysłu widzą, a uszy twego serca słyszą. (…) Boga widzą ci, którzy Go mogą widzieć, tzn. którzy mają otwarte oczy duszy. (…) Gdy do zwierciadła zakradnie się rdza, nie widać w nim ludzkiej twarzy. Tak też człowiek nie może widzieć Boga, gdy hołduje grzechom. Pokaż najpierw, kim jesteś, czy nie jesteś cudzołożnikiem, rozpustnikiem, złodziejem, rozbójnikiem, łupieżcą, pederastą, oszczercą, przeklętnikiem, awanturnikiem, zazdrośnikiem, pyszałkiem, człowiekiem bez zasad, zabijaką, chciwcem, nieposłusznym wobec rodziców, handlarzem własnych dzieci. Tym, którzy takie rzeczy czynią, Bóg się nie objawia, dopóki się przedtem z wszelkiego brudu nie oczyszczą[1].

Teoretyczne wyjaśnienie, dlaczego postawa moralna pytającego jest tak niesłychanie ważna, kiedy pytamy o Boga, zawdzięczamy św. Tomaszowi z Akwinu. Tomasz zwrócił uwagę na to, że to są dwa zupełnie różne pytania: pytanie o poznawalność Boga (S. Th. 1 q. 12)?, oraz pytanie, czy zdanie „Bóg istnieje” jest zdaniem prawdziwym (S. Th. 1 q. 2 a. 1-2)? Dla kogoś, kto mógłby ogarnąć treść ukrytą za wyrazem „Bóg”, zdanie „Bóg istnieje” byłoby zdaniem oczywistym (przypomnijmy: oczywistym jest takie zdanie, którego orzecznik zwiera się w treści podmiotu), bo przecież istnienie stanowi istotę Boga. Zatem już samo to, że pytamy o to, czy Bóg istnieje, świadczy o tym, że nasze wstępne pojęcia o Bogu są dalekie od tego, kim On jest naprawdę.

Mówiąc krótko: Nawet jeżeli nie wiemy jeszcze, czy Bóg istnieje, to jedno wiemy na pewno: że jeżeli istnieje, to nie jest On nie-Bogiem. Zatem nasze pytania o Boga (nawet jeżeli nie wiemy jeszcze, czy On istnieje) mają tym więcej sensu, im więcej swoją treścią oraz sposobem ich stawiania wskazują na to, ze stawiamy je poważnie, a nie pytamy o Boga jakichś bzdurnych naszych wyobrażeń. Powtarzam: Nasze wstępne pojęcia o Bogu są ogromnie ważne również wówczas, kiedy nie wiemy jeszcze nawet tego, czy On w ogóle istnieje. Otóż wydaje się, że wstępne pojęcia o Bogu muszą zawierać cztery następujące elementy:

Po pierwsze, pytając o Boga, nie pytamy o jakąś istotę pozaświatową, ale o Tego, który (jeżeli istnieje) jest nieustannie aktualnym źródłem wszystkiego, co istnieje, również źródłem zarówno mojego istnienia, jak i mojej rozumności. Pytając o Kogoś takiego, nie da się wobec przedmiotu pytania stanąć z zewnątrz, w pozycji obserwatora. Wszelkie próby ustawienia się z zewnątrz wobec Tego, w którym (jeżeli On istnieje) „żyjemy, poruszamy się i jesteśmy” (Dz 17, 28), zniekształcają nasze o Nim pojęcia. Mówiąc inaczej: Jeśli nasze pytanie o Boga ma być stawiane prawidłowo, musimy je zadawać całymi sobą, zwłaszcza poprzez stałe weryfikowanie swojej postawy moralnej.

Po wtóre, pytając o Boga, ja, ktoś skończony, pytam o Kogoś aktualnie nieskończonego. Zatem jeżeli nawet nie wiem, czy Ktoś taki istnieje, ażeby osiągnąć przynajmniej pozór proporcjonalności między moim pytaniem a przedmiotem pytania, muszę starać się o to, by mojemu pytaniu nadawać – w miarę moich możliwości – kształt całoosobowego zaangażowania.

Po trzecie: Pytając o Boga, pytam o Kogoś tak absolutnie osobowego, że nie ma w Nim nawet cienia przedmiotowości (tzn. nie ma w Nim tego, co scholastyka określała jako patibilitas, podatność na doznania). Zatem mogę Go poznać tylko w takim stopniu, w jakim On zechce się przede mną odsłonić (poprzez stworzony przez Siebie świat, poprzez Objawienie, w mojej modlitwie itd.). Innymi słowy: jeśli ja naprawdę chcę poznać Boga, muszę rzetelnie zabiegać o to, żeby On raczył mi dać się poznać; muszę dać Mu dowody, że mi na Nim zależy.

Po czwarte: Pytanie o Boga jest pytaniem o Tego, który jest Celem ostatecznym wszystkiego, co istnieje, również Celem ostatecznym mojego życia. Nawet jeśli nie wiem, czy On istnieje, pytając o Boga, pytam o Kogoś, kto jeśli istnieje, to jest Celem ostatecznym mojego życia. Zatem, kto pyta o Boga na przykład ze zwykłej ciekawości poznawczej (tak jak astronomowie XIX-wieczni pytali o ostatnią planetę w układzie słonecznym), czy ktoś taki istnieje, zachowuje się w sposób niepoważny, bo tylko udaje, że pyta o Boga. O Boga trzeba pytać – powtórzmy to po raz czwarty – całym sobą, całą swoją życiową postawą.

Boga prawdziwego nie da się zamknąć w naszych poglądach, wierzeniach ani przekonaniach

Radykalna inność chrześcijańskiego pojmowania Boga w stosunku do religijnych wyobrażeń pogan ujawniła się szczególnie podczas prześladowań za wiarę. Sędziowie wykonujący cesarskie reskrypty prześladowcze nieraz podpowiadali podsądnym  chrześcijanom, że przecież nikt im nie broni wierzyć sobie w swojego Boga czy Chrystusa, bo żąda się od nich tylko tego, żeby wzięli udział w kulcie państwowym. „Cóż w tym złego – pyta sędzia męczennika Polikarpa (+ 156) – złożyć ofiary [bogom], spełnić inne rzeczy z tym związane i w ten sposób ratować swe życie?”[2]. „Któż wam broni – podpowiada tolerancyjnie prefekt aresztowanemu biskupowi Aleksandrii, Dionizemu (+ 265)– czcić waszego Boga, jeśli Go za Boga uważacie, razem z bogami, których znają wszyscy?”[3]. A przecież nasza wiara w Boga w ogóle nie miałaby sensu, gdyby była skierowana do jakiegoś boga zamkniętego w naszych poglądach, wierzeniach czy przekonaniach.

Apostoł Paweł napisał kiedyś, że gdyby Chrystus faktycznie nie zmartwychwstał, to my, głosząc Jego zmartwychwstanie ciężko obrażalibyśmy Boga, świadcząc fałszywie,  że On z martwych wskrzesił Chrystusa (por. 1 Kor 15,15).  Analogicznie byłoby to straszliwą obrazą naszej ludzkiej godności, gdybyśmy chcieli naszymi poglądami powołać do istnienia Boga, który w rzeczywistości w ogóle nie istnieje. Rzecz w tym, że Bóg istnieje naprawdę. Co więcej, On „jest blisko wszystkich, którzy Go wzywają, wszystkich wzywających Go szczerze” (Ps 145,18). Owszem, On „mieszka w światłości niedostępnej” (1 Tm 6,16) i „nie mogą Go objąć niebo i niebiosa najwyższe” (1 Krl 8,27), ale zarazem On „mnie przenika i zna, On wie, kiedy siadam i wstaję. On przenika moje zamysły, widzi moje działanie i mój spoczynek i wszystkie moje drogi są Mu znane” (Ps 139,1-3).

Szczególnie ważnym sposobem szukania Boga jest uważne wsłuchiwanie się w to, co On sam chce nam powiedzieć. Otóż Boga słucha się znacznie inaczej niż człowieka. Bóg jest przecież wszechobecny i wszystko podtrzymuje w istnieniu, od Boga nieustannie otrzymujemy całych siebie i jest On, jak to sformułował św. Augustyn, intimior intimo meo, bliższy mi niż ja sam sobie. Zarazem Bóg jest transcendentny wobec każdego miejsca i wobec największej nawet doskonałości stworzonej. Wynika stąd, że wszystko – ja sam, moi bliźni i cały świat – jest przepełnione głosem Bożym, a zarazem że Bóg mówi do nas zawsze jakby więcej, niż nawet najlepsi spośród nas są w stanie usłyszeć. Bóg przemawia do nas zarówno jako nieustannie działająca Opatrzność, jak przez księgę natury i głos sumienia. Zarazem choćbyśmy byli bezgrzeszni i najdoskonalsi, nie bylibyśmy w stanie usłyszeć głosu Bożego do końca. W każdym świadectwie Bożej Opatrzności i w każdym Bożym przykazaniu jest coś niezgłębionego: głos ten płynie bowiem od nieskończonego Boga.

Szczytem Bożej mowy do człowieka jest objawienie zbawcze, zwłaszcza to, które ostatecznie dokonało się w Jezusie Chrystusie: „Wielokrotnie i na różne sposoby przemawiał niegdyś Bóg do ojców przez proroków, a w tych ostatecznych dniach przemówił do nas przez Syna” (Hbr 1,1-2). W tym miejscu warto postawić sobie pytanie następujące: Jak wiadomo, prawda o trójjedyności Boga została nam objawiona dopiero w Nowym Testamencie. Chociaż Stary Testament często prześwituje tą prawdą, to jednak wprost prawda ta w Starym Testamencie nie była jeszcze objawiona. Dlaczego? Dlaczego Bóg zwlekał z objawieniem tej prawdy, że jest On Ojcem i Synem i Duchem Świętym?

Znamiennie odpowiedział na to pytanie święty Grzegorz z Nazjanzu, wielki doktor Kościoła żyjący w drugiej połowie IV wieku. Mianowicie dlatego ludzie Starego Testamentu nie wiedzieli jeszcze o Trzech Osobach Boskich, bo takie są obyczaje Boga prawdziwego, że najpierw udziela daru, a dopiero potem pozwala nam go rozumieć. Najpierw obdarzył nas swoim Synem i dopiero potem mogliśmy zacząć rozumieć, jak niepojętym Darem zostaliśmy obdarzeni. Najpierw zesłał na swój Kościół Ducha Świętego i dopiero potem zaczęła dochodzić do świadomości chrześcijan ta niepojęta prawda, że Duch Święty jest osobową Miłością Ojca i Syna – że otrzymując Ducha Świętego, jesteśmy miłowani tą samą, nieskończoną i boską Miłością, jaką Przedwieczny Ojciec miłuje swego Jednorodzonego Syna.

Jeżeli jest Stwórcą, to również Opatrznością

Chrześcijaństwo – a jak się wydaje, również judaizm oraz islam – wyznaje, że Bóg jest Stwórcą wszystkiego, co istnieje. Ta prawda zakłada, po pierwsze, że w Bogu nie ma i nie może być żadnego stawania się – nawet zrodzenie Jednorodzonego Syna oraz tchnienie Ducha Świętego nie jest wynikiem wewnątrzboskiego stawania się, albowiem pochodzenia Osób Boskich są wieczne. Po wtóre, Stwórca jest absolutnie transcendentny wobec wszystkiego, co jest poza Nim: w żaden sposób nie jest On od swoich stworzeń zależny, absolutnie ich nie potrzebuje i stworzenia w żaden sposób nie mogą Go ograniczyć.

Owszem, mówimy nieraz, że Bóg nas potrzebuje, ale potrzebuje nas tylko w tym sensie, że z miłości do nas postanowił nas potrzebować. Podobnie mówimy nieraz, że Bóg różnych rzeczy nie może – jednak tylko w tym sensie Bóg czegoś nie może, jak to przekonująco wyjaśnił św. Augustyn: „Wszechmogący tego tylko nie może, czego nie chce. Przecież nie może sprawiedliwość chcieć czynić niesprawiedliwości, nie może mądrość chcieć głupoty, a prawda – fałszu. Toteż Bóg wszechmogący nie tylko tego nie może, o czym mówi Apostoł: Nie może się zaprzeć samego siebie (2 Tm 2,13), ale wielu innych rzeczy nie może. Bóg wszechmogący nie może umrzeć, nie może się zmienić, nie może kłamać, nie może popaść w nieszczęście, nie może zostać zwyciężonym. Niemożliwe, aby takie i tym podobne rzeczy mógł Wszechmogący. Nie tylko można wykazać, że Wszechmogącym jest Ten, który takich rzeczy nie może, ale musimy uznać, że nie jest wszechmogącym, kto takie rzeczy może. Bóg bowiem chce wszystkiego, czym jest, zatem chce być wieczny, niezmienny, prawdomówny, szczęśliwy, niezwyciężony”[4].

Skoro chrześcijaństwo wyznaje, że Bóg jest Stwórcą wszystkiego, konsekwentnie rozpoznaje w Nim Opatrzność, rozciągającą swoją opiekę nad wszystkim, co stworzył. Otóż dla starożytnych filozofów chrześcijańska wiara w Opatrzność była skandalem. Nie mogło im pomieścić się w głowie, że chrześcijanie mogą na serio wierzyć, iż Opatrzność ogarnia nie tylko cały wszechświat, ale wszystkie poszczególne byty. „Ci chrześcijanie co za dziwolągi wymyślają! – oburzał się wychowawca cesarza Marka Aureliusza, Fronton z Cyrty (+ ok. 166), filozof rozważny, który oburzał się rzadko – Tego swojego Boga  przedstawiają jako natręta niespokojnego, ciekawego aż nadto, gdyż przy wszystkich czynnościach asystuje, po wszystkich miejscach się wałęsa, a nie jest w stanie oddać się jednemu, gdyż zajęty jest wszystkim, ani też wystarczyć ogółowi, gdyż pochłonęły Go szczegóły”[5].

Fronton był stoikiem, który osobiście wierzył w Opatrzność. Wierzył, że światem, a także ludzkością rządzi boska siła, jednak twierdził, że są to rządy ogólne, nie szczegółowe. Myśl, że Opatrzność mogłaby ogarniać wszystkie poszczególne byty, wydawała się stoikom absurdalna. Sam zdrowy rozsadek podpowiadał tym filozofom, że niewątpliwie przekraczałoby to możliwości samego nawet Boga. Swój antropomorfizm w pojmowaniu boskich możliwości brali za żelazny postulat zdrowego rozumu.

Bardziej szczegółowy, a zarazem bardziej ostry w swoich zarzutach przeciwko biblijnej wierze w Bożą Opatrzność był Celsus z Aleksandrii. Jego zdaniem, wiara ta jest wytworem oszalałej, rozdętej ponad wszelką miarę antropocentrycznej pychy. Dziś prawie już nie pamiętamy, że oburzenie było pierwszą reakcją pogańskich myślicieli na biblijną naukę, że człowieka stworzył sam Bóg Najwyższy i że stworzył nas na swój obraz i podobieństwo – i że wobec tego bycie człowiekiem znaczy bycie kimś obdarzonym niepojętą wręcz godnością.

Łatwo sobie wyobrazić, jak wiara ta musiała denerwować Celsusa, kiedy w roku ok. 178 w następujący sposób ją charakteryzował: „Celsus kpi z Żydów i chrześcijan, porównując jednych i drugich do gromady nietoperzy, do mrówek wypełzających z mrowiska, do żab zebranych wokół bagna, do robaków zgromadzonych w kałuży i spierających się, kto z nich jest największy. Twierdzą: To nam Bóg wszystko odkrywa i przepowiada, to o nas się troszczy i zabiega, lekceważąc świat cały, nie zajmując się ruchem gwiazd i wielką ziemią; to do nas posyła swoich wysłanników, zatroskany o to, byśmy połączyli się z nim na zawsze. Według Celsusa, jesteśmy podobni do robaków, które mówią: Bóg istnieje, my zaś zajmujemy zaraz drugie miejsce po nim. Wszystko jest nam poddane: ziemia, woda, powietrze, gwiazdy; wszystko istnieje dla nas, wszystko jest na nasze usługi. (…) Łatwiej znieść takie głupstwa, gdy rozprawiają o nich robaki i żaby, niż kiedy mówią tak Żydzi i chrześcijanie”[6].

Jeden zarzut powtarza się u obu tych myślicieli: Gdyby Opatrzność rozciągała się na wszystkie poszczególne byty, wówczas Bóg nie byłby w stanie opiekować się całym światem. I Fronton, i Celsus byli dobrze poinformowani, kiedy przypisywali chrześcijanom wiarę w Opatrzność szczegółowo ogarniającą wszystko, co istnieje. Przecież patriarcha Józef przekonywał swych braci, że to „dla waszego ocalenia od śmierci Bóg wysłał mnie tu przed wami” (Rdz 45,5). Zaś w księdze Jonasza czytamy, iż to „Pan Bóg sprawił, że krzew rycynusowy wyrósł nad Jonaszem po to, by cień był nad jego głową i żeby mu ująć jego goryczy. Ale z nastaniem brzasku dnia następnego Bóg zesłał robaczka, aby uszkodził krzew, tak iż usechł”  (Jon 4,6n).

Natomiast Pan Jezus uczył, że Bóg dobrotliwie czuwa nawet nad każdym wróbelkiem i nad każdym włosem na naszych głowach, nad nami zaś czuwa najszczególniej: „Czyż nie sprzedają dwóch wróbli za asa? A przecież żaden z nich bez woli Ojca waszego nie spadnie na ziemię. U was zaś nawet włosy na głowie wszystkie są policzone. Dlatego nie bójcie się: jesteście ważniejsi niż wiele wróbli” (Mt 10,29-31).

Żeby podkreślić absurdalność takiej wiary, obaj filozofowie stoiccy nie chcieli przyjąć do wiadomości, że Opatrzność, w którą wierzą chrześcijanie, zarazem ogarnia cały świat. „On liczbę gwiazd oznacza, wszystkie je woła po imieniu” – śpiewał Psalmista (Ps 147,4). Natomiast z wspaniałego Psalmu 104 przytoczę jedynie niewielki fragment, związany z naszym tematem: „O Boże mój, Panie, jesteś bardzo wielki! Odziany we wspaniałość i majestat, światłem okryty jak płaszczem. Rozpostarłeś niebo jak namiot, wzniosłeś swe komnaty nad wodami. Za rydwan masz obłoki, przechadzasz się na skrzydłach wiatru. Jako swych posłów używasz wichry, jako sługi – ogień i płomienie. Umocniłeś ziemię w jej podstawach: na wieki wieków się nie zachwieje” (Ps 104,1-4; por. Iz 40,12-15; Jr 10,10-13; Am 4,13; 5,8n, itd.).

Na obronę filozofów pogańskich, krytykujących biblijną naukę o Opatrzności, trzeba jednak powiedzieć, że przedtem musieliby wyjść ponad swoje wyobrażenia o Bogu, ażeby przeciwko tej nauce nie protestować. Nawet ci z nich, którzy byli monoteistami i którym udało się przezwyciężyć panteistyczne rozumienie Boga, nie znali prawdy o stworzeniu. Zatem nie byli w stanie nawet domyślać się, nawet w formie hipotezy, tej prawdy, że wszystko, co istnieje, pochodzi od Boga. Najwięcej, co pogańscy filozofowie mogli powiedzieć o Bogu, to wyobrażać Go sobie jako dostatecznie potężnego, ażeby mógł cały świat poddać swoim ogólnym rządom.

Dopiero objawienie prawdy o stworzeniu jako o całościowym, wszechobejmującym, bez żadnego uprzednio istniejącego tworzywa, uprzyczynowaniu istnienia otworzyło horyzont dla prawdy Opatrzności w biblijnym wyrazu znaczeniu. Tylko Ten bowiem, od którego pochodzi wszystko aż do najdrobniejszego szczegółu, może być Opatrznością, która rozciąga swoje czuwanie nad wszystkim, nawet nad małym wróbelkiem i nad każdym włosem na naszych głowach.

Bóg wobec skandalu zła

W obliczu tak optymistycznej wizji wszechogarniającej opatrzności Boga, który jest Miłością (por. 1 J 4,16), nasuwa się pytanie, skąd się wzięło zło? – pytanie, tym więcej przynaglające do podjęcia go, że już na pierwszej stronie Pisma Świętego aż siedem razy stwierdzono, że wszystko, co stworzył Bóg, było dobre. I pytanie drugie: dlaczego wszechmocny Bóg pozwala złu tak się panoszyć? Przecież mógłby nie dopuścić do żadnego zła! Przecież mógłby przynajmniej tak sprawić, żeby zło – jeżeli nawet ktoś je dla siebie wybiera – nie szkodziło niewinnemu!

Na pytanie, skąd się wzięło zło, wiara chrześcijańska najpierw odpowiada stanowczo, że źródłem zła nie jest Bóg. „Bóg jest światłością, a nie ma w Nim żadnej ciemności” (1 J 1,5). Chrześcijaństwo zdecydowanie sprzeciwia się dualistycznej tezie gnostyków, że – jak to sformułował Czesław Miłosz – „co nie ma cienia, istnieć nie ma siły”.

Źródłem zła jest wolna wola stworzeń rozumnych. To tam swoje źródło mają – jak uczył sam Pan Jezus – „złe myśli, nierząd, kradzieże, zabójstwa, cudzołóstwa, chciwość, przewrotność, podstęp, wyuzdanie, zazdrość, obelgi, pycha, głupota” (Mk 7,21n).  Owszem, mógłby Bóg nie dopuścić do tego, żebyśmy czynili zło. Po prostu mógłby nas nie wzywać do miłości; innymi słowy, mógłby nas nie stwarzać osobami, czyli istotami, z których wnętrza może płynąć miłość, dobrowolnie przez nas wybrana. Skoro jednak uzdolnił nas do wybrania miłości, to tym samym uzdolnił nas do tego, żebyśmy jej nie wybrali.

Co do pytania drugiego: dlaczego wszechmocny Bóg pozwala złu tak się panoszyć? Głęboko odpowiedział na to pytanie święty Augustyn: Nie dlatego Bóg dopuszcza zło, że nie jest wszechmocny albo że nas nie kocha, ale dlatego, że jest tak dosłownie wszechmocny i tak naprawdę nas kocha, iż dopuszczając zło, ma moc – bez ograniczania naszej wolności –wyprowadzić z niego dobro[7].

o. Jacek Salij OP

Tekst ojca Jacka Salija OP – dominikanina, kapłana katolickiego, filozofa, teologa, tomisty, apologety, tłumacza, pisarza i publicysty.

[1] Święty Teofil z Antiochii, Do Autolyka, 1, 2, w: Apologeci greccy II wieku, tłum. J. Czuj, Poznań 1935, s. 35 n.; tekst przekładu nieco poprawiony.

[2] Męczeństwo Polikarpa, 8, tłum. Anna Świderkówna, w: Męczennicy, opr. Ewa Wipszycka i Marek Starowieyski, Kraków 1991 s. 194.

[3] Euzebiusz z Cezarei, Historia kościelna,7,11,9; tłum. Arkadiusz Lisiecki, Poznań 1924 s. 320.

[4] Sermo 214,4 (PL 38,1067n).

[5] Minucjusz Feliks, Octavius (10,5), tłum. Jan Sajdak, Poznań 1925 s. 20-21.

[6] Orygenes, Przeciw Celsusowi (4,23), tłum. Stanisław Kalinkowski, wyd. 2 Warszawa 1986 s. 197.

[7] Enchiridion ad Laurentium, 11 (PL 40,236). Zdecydowanie powtarzał tę naukę św. Tomasz z Akwinu, Summa theologiae, 1 q. 2 a. 3 ad 1, ostatnio zaś Katechizm Kościoła Katolickiego, 311.

fot: www.malygosc.pl

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *