Strona główna » piens.pl - Polska i Wiara ma sens » Kluczowe znaczenie bitwy Warszawskiej 1920

Kluczowe znaczenie bitwy Warszawskiej 1920

Minęła kolejna rocznica Bitwy Warszawskiej i wkrótce wspominać będziemy Bitwę Niemeńską, które zdecydowały o polskim zwycięstwie w wojnie bolszewickiej 1919-1920. Mimo przerażających wieści dotyczących aktualnego konfliktu zbrojnego, a raczej wojny Rosji z Ukrainą, z pewnością znajdą się w Polsce setki (tysiące?) agentów rosyjskiego wpływu lub ,,pożytecznych idiotów”, którzy będą mówić, pisać lub popierać opinie o mordowaniu w 1920 r. jeńców bolszewickich w „polskich obozach” lub chwalić dzisiejszą agresywną politykę putinowską w Europie, na Kaukazie i w Azji.

Tym ludziom, ale przede wszystkim normalnym czytelnikom, chciałbym dla przemyślenia lub przypomnienia przedstawić poniższy tekst mieszczący się w obszarze tzw. historii alternatywnej. „Historia alternatywna” to dziś modne pojęcie i swoista zabawa. Bo przecież można puścić wodze fantazji, bo przecież każda koncepcja przy odpowiednim doborze przesłanek da się obronić, bo wreszcie nie ma możliwości empirycznego potwierdzenia, ,,co by się stało, gdyby”.

Mój pogląd jest inny. Na podstawie zarówno opublikowanych materiałów źródłowych, jak i bogatej już literatury polskiej i zagranicznej, przy zastosowaniu metody analizy porównawczej, można z ogromnym, a czasem prawie stuprocentowym prawdopodobieństwem ustalić, co by było, gdyby doszło wtedy do bolszewizacji (sowietyzacji) Polski. Omówmy to w kilku grupach zagadnień.

Oblicza grożącej sowietyzacji

Terytorium i ludność. Jak miała przebiegać wschodnia granica Polski?

Polacy w swoich marzeniach i znajomości historii u tych, którzy ją posiadali, odwoływali się do granic Rzeczypospolitej przedrozbiorowej, czyli ich zasięg znajdował się na północny wschód od środkowego Dniestru, dalej na wschodzie aż po Dniepr, a na północy oparty był o Dźwinę. Oczywiście, w roku 1920 te ambicje trzeba było poskromić, biorąc pod uwagę kształtowanie się nowoczesnych narodów: Litwinów, Łotyszy, Ukraińców i częściowo Białorusinów.

Ale pamiętajmy, że tereny zamieszkane przez zwartą ludność polską były wtedy również na Kowieńszczyźnie (nad Niewiażą i Laudą), nad Berezyną w Mińszczyźnie, w okolicach Żytomierza i Berdyczowa, które to tereny w II RP się nie znalazły. Trzeba też doliczyć około miliona Polaków rozsianych po terenach całej Rosji, od Petersburga, Moskwy, Kijowa, Odessy, Baku, po Syberię i Mandżurię.

Z kolei Rosjanie, zarówno biali, jak i czerwoni, widzieli Rosję w granicach przed 1914 r., z ewentualnymi jedynie organizmami autonomicznymi, które ,,wspaniałomyślnie” ofiarowywali bolszewicy.

Jakie to były ,,ustępstwa” wobec Polski, określone zostało w stanowisku delegacji sowieckiej na pierwszym posiedzeniu delegacji pokojowych w Mińsku w dniu 17 sierpnia 1920 roku.

Przedstawiona na piśmie oferta w punkcie 1 stwierdzała, że Rosja i Ukraina sowiecka ,,uznają bez zastrzeżeń niezależność i samodzielność Rzeczypospolitej Polskiej i uroczyście potwierdzają bezwarunkowe prawo ludu polskiego do urządzenia swego życia i ustanowienia władzy państwowej według własnego uznania”. Punkt 2 mówił o wyrzeczeniu się wobec Polski jakichkolwiek kontrybucji.

Punkty następne – od 3 do 15 – stanowiły zaprzeczenie kłamstwa przytoczonego powyżej. Okazuje się, że granicę wschodnią miała stanowić tzw. linia Curzona, pokrywająca się z grubsza z granicą, którą otrzymaliśmy po II wojnie światowej. O granicach zachodnich Karl Daniszewski (pseudonim), przewodniczący delegacji sowieckiej, nie mówił, ale wiemy z praktyki dalszych działań bolszewickich, że ziemie byłego zaboru pruskiego Rosjanie wspaniałomyślnie chcieli przekazać jako podarek proletariatowi niemieckiemu, jeśli tylko zechce on poprzeć komunizm.

Dowód? Po wkroczeniu do Działdowa (powiat mazurski przyznany Polakom w Wersalu) Sowieci natychmiast przekazali go w ręce niemieckie, otrzymując równocześnie logistyczną pomoc od stacjonujących w Prusach Wschodnich jednostek Wehrmachtu. Tak więc Polska sowiecka miała obejmować jedynie teren byłego Królestwa Polskiego (,,Priwislinskiego Kraju”) bez północnej Suwalszczyzny oraz zachodnią Galicję – po rzekę San.

Limitowana polska armia

A jak miała wyglądać ,,niepodległość” i ,,suwerenność”? Polskie siły zbrojne miały być ograniczone do 50 tys. ludzi, w tym nie więcej niż 10 tys. oficerów i urzędników wojskowych. Jeśli sobie uprzytomnimy, że Krasnaja Armia w tym czasie liczyła ponad 3 miliony ludzi, a niepodległej Polsce w lipcu 1920 r. udało się zmobilizować prawie milion żołnierzy, w tym liniowe 22 dywizje piechoty, 2 dywizje i kilka samodzielnych brygad jazdy i całkiem przyzwoite lotnictwo, to przedstawione warunki równały się praktycznej likwidacji naszej armii. Tym bardziej że w ciągu miesiąca strona polska miała przekazać zdecydowaną większość uzbrojenia bolszewikom. ,,Niepodległej i suwerennej” Polsce projekt traktatu zabraniał też wytwarzania jakiegokolwiek sprzętu wojskowego.

Uwaga współczesna. Po 7 latach rządów Platformy Obywatelskiej stan dzisiejszy naszej armii to około 40 tys. żołnierzy i drugie tyle oficerów i urzędników. To w sumie siła około trzech dywizji. Równocześnie nie mamy nowoczesnej obrony przeciwlotniczej (z wyjątkiem F-16), obrony terytorialnej i współczesnej marynarki wojennej. Skandal i zgroza!

W przytoczonym punkcie 2 projektu traktatu pokojowego strona sowiecka wyrzekała się jakichkolwiek kontrybucji, a równocześnie w punkcie 11 żądała ,,zwrotu i odbudowania zrujnowanych majątków, urządzeń, zakładów przemysłowych, mostów itp. na wschód od Bugu”. Linia kolejowa Wołkowysk – Białystok – Grajewo, łącząca Rosję z Prusami Wschodnimi, miała być całkowicie pod kontrolą rosyjską. Ciekawostka współczesna: ten postulat wysuwano także w stronę Polski w III RP – w 1992 i 1993 roku.

W przedstawionych sowieckich propozycjach pokojowych zapowiadano utworzenie ,,milicji obywatelskiej”, która miała stać się narzędziem represji władzy sowieckiej. Ta władza pod wodzą Marchlewskiego, Dzierżyńskiego i Kona czekała już gotowa najpierw w Białymstoku, a potem w Wyszkowie na objęcie rządów.

Oczywiście, tak jak w roku 1939 i 1940 zajęte tereny wschodniej Polski i krajów nadbałtyckich prosiły o przyjęcie w skład ZSRS, tak samo w 1920 r. prosiliby Polacy o przyjęcie w skład wtedy jeszcze nie do końca nazwanego imperium bolszewickiego.

Masowe czystki?

A jak potoczyłoby się życie Polaków na tym terenie? Wiemy, co zrobiono z tymi setkami tysięcy osób, które po traktacie ryskim nie emigrowały do Polski i znalazły się za wschodnią granicą.

– Księży i ,,pomieszczików” wymordowano już w latach dwudziestych.

– W latach trzydziestych w ramach stalinowskich czystek wymordowano około 80 proc. Polaków znajdujących się w głębi ZSRS. Był to pierwszy na masową skalę mord etniczny, który powtarzano potem na narodach kaukaskich, Tatarach krymskich, Niemcach nadwołżańskich i innych mniejszościach.

– W 1937 i 1938 roku zlikwidowano polskie okręgi narodowościowe, ,,dzierżyński” koło Mińska i ,,marchlewski” koło Żytomierza, przy czym większość mężczyzn wymordowano w łagrach, a kobiety i dzieci – jeśli nie zmarły w transportach – znalazły się na Sybirze i w Kazachstanie. Dziś resztki potomków tych Polaków nie mogą się doczekać ustawy, by nasze państwo repatriowało ich do Ojczyzny. To kolejny skandal z udziałem Kopacz, Komorowskiego i Tuska.

W Polskiej Socjalistycznej Republice byłoby tak jak na Białorusi i Ukrainie. Już w 1920 r. mieliśmy tego przedsmak. Z opracowań ks. prof. Michała Grzybowskiego wiemy, ilu księży, właścicieli ziemskich i przedstawicieli inteligencji wymordowano na Mazowszu i Podlasiu zaledwie w ciągu 2-3 tygodni sierpnia, gdy na tych terenach przebywał front Tuchaczewskiego.

Z opowiadań Babla o I Armii Konnej i ze źródeł polskich wiemy, jak Kozacy mordowali jeńców, rannych, szczególnie znęcając się nad oficerami i gwałcąc kobiety. Szczególnie bestialskie było wymordowanie batalionu młodzieży lwowskiej, który pod dowództwem kpt. Zajączkowskiego bronił Zadwórza. Wszyscy jeńcy zostali zarąbani szablami. Nie było to wydarzenie jednostkowe. Podobnie postępował kawaleryjski korpus Gaja na Mazowszu.

Jaki byłby prawdopodobny los Polski i Polaków w dwudziestoleciu międzywojennym? Po uchwaleniu Konstytucji ZSRS stalibyśmy się republiką, jak Białoruś i Ukraina – z podobnym, ale pewnie i okrutniejszym ze względu na nasz upór losem. W latach dwudziestych nastąpiłaby – podobnie jak w innych republikach – fizyczna likwidacja księży, właścicieli ziemskich oraz oficerów byłej armii polskiej. Częściowej likwidacji uległaby też nieliczna wtedy inteligencja.

W początkach lat 30. w czasie przymusowej kolektywizacji rolnictwa rozprawiono by się z tzw. kułactwem, część chłopów likwidując fizycznie, część przesiedlając na Sybir i do Kazachstanu. Ponieważ opór Polaków byłby prawdopodobnie silniejszy niż występujący na Ukrainie, być może Stalin zechciałby to przeprowadzić metodą zastosowaną tamże, czyli poprzez wywołanie masowego głodu z milionami ofiar.

W latach 30. odbyłaby się, podobnie jak na Ukrainie i Białorusi, masowa likwidacja tej części inteligencji, która popierając nowy ustrój, uważała się za Polaków. Dotyczyłoby to między innymi wiernych ideologii komunistycznej literatów (na Białorusi wyrżnięto ich zdecydowaną większość). Nie wiadomo więc, czy Broniewski, Brandys, Tuwim, Newerly, Ważyk, Wat i Wasilewska dożyliby momentu porozumienia Stalina z Hitlerem, które prawdopodobnie mogło się w takiej sytuacji wcześniej zacząć i wcześniej skończyć.

W latach 30. represje objęłyby również trockistów pochodzenia żydowskiego. Początkowo mniejszość ta – podobnie jak 1920 r. – z pewnością w swojej zasadniczej części czułaby się związana z nowym ustrojem, obejmując – podobnie jak po II wojnie światowej – wiele najważniejszych stanowisk. Natomiast w latach 30., podobnie jak w całym ZSRS, podlegałaby zbliżonym do nas represjom.

15 milionów Polaków…

Jak wyglądałby nasz Naród przy końcu dwudziestolecia międzywojennego? Liczylibyśmy – łącznie z mniejszościami narodowymi – około 15 milionów ludzi, zastraszonych, zabiedzonych, skarlałych moralnie.

Czy udałoby się po II wojnie światowej, która z pewnością by nastąpiła, uzyskać większą autonomię, a nawet ,,wybić się na niepodległość”? Mocno w to wątpię. Nie zaistniałby bowiem fenomen najpiękniejszego w okresie naszego tysiąclecia Pokolenia Odrodzonej Polski. Pokolenia II RP, które choć okaleczone przez wojnę i prześladowania dwóch totalitaryzmów – niemieckiego i sowieckiego – stanowią poprzez swoich potomków jądro tego, co jest mądre, piękne i szlachetne w dzisiejszej społeczności naszego Narodu.

A bez międzywojennej niepodległej Polski nie byłoby też po 1989 roku wybijającej się z trudem na wolność całej środkowo-wschodniej Europy.

To wszystko jest zasługą ludzi 1920 roku. Ludzi z różnych warstw i grup społecznych, często bosych i głodnych, ale walczących z odwagą, a nieraz z heroizmem w tej wielkiej potrzebie. Oddających nie tylko kroplę krwi, ale i całe życie dla wolności Narodu, dla wolnej Polski. Ludzi reprezentujących różne opcje polityczne: socjalistyczną, narodową, chłopską, ale jednocześnie u wszystkich patriotycznie polską.

Ten patriotyzm uwidocznił się w dwudziestoleciu również w działalności oświatowej, kulturalnej i ekonomicznej mimo częściowego embarga handlowego stosowanego przez Niemców i prawie całkowitego przez Sowietów.

Nie wszyscy też zdajemy sobie sprawę, że zwycięstwo w wojnie bolszewickiej dało trwałe podwaliny ukształtowania nowoczesnego Narodu Polskiego. Narodu, który poczuł swoją międzyzaborową jedność, także przez odnowioną powszechną szkołę polską, wysoką i popularną kulturę, przez powiew wolności jakże charakterystycznej dla polskości.

Twarde prawdy i zasady

Jest krzepiące, że u schyłku swojego życia widzę odradzanie się patriotyzmu u większości młodzieży. Widzę, że obok grup czy niektórych partii, dla których dobro wspólne jest łupem do podziału, ,,postawem czerwonego sukna” (Potop, t. I) z zachowaniami hien rozrywających ścierwo krewetek i bluzgających ohydą ścieku językowego, pojawiają się też tysiące ludzi troszczących się o dobro państwa i Narodu.

Do tych się zwracam: nie dajcie się nabrać na pozory! Macie namacalny dowód: gdyby partie nami rządzące były autentycznie polskie i demokratyczne, natychmiast pozbyłyby się ludzi nagranych u „Sowy i Przyjaciół”. Tymczasem ciągle są oni ministrami i prezesami. Dla zachowania władzy politycznej, ekonomicznej i mentalnej ci pozbawieni skrupułów lub zaprzedani ludzie zrobią wszystko, by Wam (nam) zawrócić po raz kolejny w głowach.

Nieprawda, że wszystko jest względne. Są też twarde prawdy i zasady. Postępowanie według nich, nawet jeśli człowiek upada, ale potrafi się podnieść, dostarcza wiele radości i spełnienia, czyni lepszym jednostki i społeczeństwo. Pamiętajcie starą prawdę: łatwo się traci dobro wspólne, ale jego ponowne odzyskanie jest bardzo trudne, a czasem prawie niemożliwe.

Na zakończenie chcę przypomnieć hasło Władysława Gomułki: ,,Raz zdobytej władzy nigdy nie oddamy”. Było to stwierdzenie typowo totalitarne. Demokracja polega na tym, że władze mogą i powinny sprawować ugrupowania zmieniające się. Aby poszczególne partie i koterie nie zawłaszczyły państwa i nie uległy kompletnej degeneracji. Jeśli mainstreamowe media nawołują: ,,Tusku, musisz”, opluwają główną partię opozycyjną, to dowodzi, że tzw. media głównego nurtu, zwane też mętnym nurtem czy mediami głównego koryta, jak to ostatnio słyszałem, są instytucjami antydemokratycznymi, szkodzącymi Narodowi, społeczeństwu i państwu polskiemu. To są również nauki płynące ze zwycięstwa 1920 roku.

Prof. Janusz Rulka

„Nasz Dziennik” ; www.kresy.pl

Autor jest profesorem nauk historycznych, specjalizuje się w badaniu wpływów mediów na świadomość historyczną młodzieży.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

%d bloggers like this: