Strona główna » piens.pl - Polska i Wiara ma sens » Gender w Polsce, czyli nieudane gotowanie żaby

Gender w Polsce, czyli nieudane gotowanie żaby

Nie udało się ugotować polskiego społeczeństwa przeszczepiając gender na polską niwę, a wszystko dzięki zaangażowaniu osób świeckich i hierarchów Kościoła Katolickiego, którzy obudzili ludzi z hipnotycznego letargu narzuconego przez media. Pomimo tego, że hipnotyczny stan jest ciągle podtrzymywany przez media mętnego nurtu, w których ideolodzy i aktywiści gender oraz LGBT są przedstawiani jako bojownicy o wolność ludzkości społeczeństwo nie ma zamiaru akceptować tych bredni. Poniższy artykuł opisuje wydarzenia z linii frontu i zachęca jednocześnie do ciągłej czujności. Należy pamiętać o jednym, że oni nie zrezygnują, a budowa nowego społeczeństwa opartego na mniejszościowym terrorze i pozbawionego rodziny jako głównej komórki społecznej jest częścią lucyferycznego planu podboju świata i zniszczenia Kościoła Katolickiego.

Ideolodzy genderyzmu nie mają w Polsce łatwo. Mimo iż część polityków, nauczycieli i liczni pracownicy uniwersytetów bez zająknięcia przyjęli bezecne pomysły genderowców, Kościół nie dał się zaskoczyć i postawił tamę wobec strumienia dziwacznych projektów narzucanych naszemu krajowi przez neomarksistowskich seks-rewolucjonistów. Wywołało to furię środowisk obierających za cel zniszczenie rodziny jako fundamentu społeczeństwa, a także ich popleczników węszących łatwy zarobek na unijnych grantach uzależnionych od akceptacji dla gender mainstreaming.

Od kiedy istnieją media masowe, metoda traktowania społeczeństw jak podgrzewanej żaby sprawdzała się – nierzadko udawało się złapać na nią również hierarchów. Przypomnijmy na czym to polega. Najlepiej smakuje ponoć żaba, której przed ugotowaniem nie pozbawiono życia. Jednak wrzucenie żywej żaby do naczynia z gorącą wodą spowoduje, że ta, przerażona, natychmiast z niego wyskakuje. Aby więc płaza ugotować, należy wziąć go „na sposób”. Gdy bardzo powoli podgrzewa się kocioł, w którym pływa żaba, ta nie orientuje się, że temperatura wody wzrasta. W pewnym momencie po prostu robi się jej ciepło, cieplej, jeszcze cieplej, aż w końcu przysypia. Wtedy podgrzewana wciąż woda zaczyna się gotować, a zwierzę ginie ugotowane we wrzątku.

Analogicznie media postępują ze społeczeństwem, chcąc wszczepić w nie nowe idee. Dawkuje się je powoli, temperatura podnosi się stopniowo, przeciętny Kowalski zaś z coraz większą obojętnością przyjmuje kolejne lewicowe absurdy wprowadzane w życie, toleruje kolejne akty barbarzyństwa, aż w końcu zupełnie nie orientuje się, kiedy zostaje „ugotowany”. Podobną taktykę przyjęto chcąc wpoić Polakom ohydną i absurdalną ideologię genderyzmu. Tu jednak okazało się, że istnieją swoiste bezpieczniki, które sprawiają, że społeczeństwo różni się nieco od żaby.

Takimi bezpiecznikami okazały się liczne organizacje społeczne, powstałe jak grzyby po deszczu na przestrzeni ostatnich dwóch lat. Zaliczają się do nich m.in. Centrum Wspierania Inicjatyw dla Życia i Rodziny, Instytut Ordo Iuris i inne inicjatywy, grupy, a także pojedyncze osoby, w tym kapłani walczący z antycywilizacyjnymi projektami genderowej międzynarodówki. Wszyscy oni wykonali olbrzymią pracę, uniemożliwiając genderowcom odniesienie sukcesów takich, jak w wielu krajach Europy Zachodniej.

Na pewnym etapie podgrzewania żaby, zapewne nie bez pomocy Opatrzności, głos zabrali polscy hierarchowie. Jedną z pierwszych jaskółek zainteresowania Episkopatu genderyzmem był głośny wywiad księdza arcybiskupa Hosera dla „Naszego Dziennika”. Hierarcha nazwał ową „teorię” „herezją groźniejszą niż marksizm”. Zauważył, że nawet myśl ideologa komunizmu „nie wnikała aż tak głęboko w naturę człowieka”. Dodał, że genderyzm uniemożliwia realizację boskiego planu zbawienia. Od tego czasu trwa coś na kształt polowania na arcybiskupa we wszystkich największych mediach.

Skrajne niebezpieczeństwo wynikające z nowej lewackiej doktryny dostrzegł również biskup Wiesław Mering. Włocławski pasterz stanowczo zareagował na doniesienia PCh24.pl o podjęciu tematu gender przez uczonych z Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego. – Gender jest śmiertelnie poważną próbą walki z chrześcijaństwem. Do tej pory najstarszą formą antychrześcijaństwa był ateizm, twierdzący, że nie ma Boga. (…) Człowiek staje się wytworem swoich zmysłowych namiętności; nie jest już „mężczyzną i kobietą”, lecz sprawia wrażenie czegoś niedokończonego, niezrealizowanego, a o swojej naturze decyduje sam. Gender zatem unicestwia Boga, człowieka, jego naturę, rodzinę, małżeństwo! – mówił hierarcha w udzielonym nam wywiadzie. Biskup napisał również list do KUL prosząc o wyjaśnienie obecności przedmiotu nazwanego „Gender: feminizm, queer studies, men’s studies” na liście kursów proponowanych przez uczelnię.

Na biskupa Meringa również spadła fala krytyki. Liberalne media przedstawiały go jako przedstawiciela „ciemnogrodu”, niemogącego poradzić sobie z tym, że Kościół rzekomo „otwiera się na gender”. Kolejni polscy biskupi nadal odważnie wypowiadają się przeciw herezji gender. Ostatnimi czasy media oskarżają metropolitę łódzkiego arcybiskupa Marka Jędraszewskiego o… rasizm. Najwyraźniej nagłówki w stylu „biskup mówi źle o gender” nie trafiły na podatny grunt i trzeba było zaostrzyć język – wszak tytuł „biskup rasista” sprzeda się znacznie lepiej!

Kościelna i społeczna reakcja na promocję genderyzmu spowodowały amok wśród dziennikarzy, dla których „nowoczesne trendy intelektualne” są sensem życia. Każde odmienienie słowa gender przez duchownych lub świeckich katolików jest bacznie tropione, szczegółowo opisywane i wyśmiewane. Hasło – wytrych brzmiące: „Kościół wtrąca się do polityki” tutaj jednak nie pasuje – szuka się więc innych sztuczek erystycznych, by móc wbić w ziemię każdego, kto w sferze publicznej odważy się nie pochwalić ideologii gender.

Poprzednim etapem podgrzewania żaby w procesie rewolucji seksualnej, której genderyzm jest oczywistym zwieńczeniem, była batalia o uznanie „normalności” związków osób tej samej płci. Chociaż nie udało się przeforsować żądanych przez homolobby rozwiązań prawnych, media przekonały już sporą część Polaków, że „małżeństwo” homoseksualne to europejski standard. Przyzwyczajeni jesteśmy też do tego, że kto nie chwali osiągnięć tego etapu seksrewolucji, jest wściekle atakowany.

Księża, katolickie redakcje i organizacje społeczne nie są zaskoczone atakami z powodu przypominania o naturze człowieka. Ostatnio jednak zaatakowano również dziennikarza mainstreamu. Znany i popularny dziennikarz radiowej Trójki Jakub Strzyczkowski przekroczył rubikon niepoprawności politycznej bowiem… pozwolił wypowiedzieć się nie tylko niejakiej Lalce Podobińskiej z Twojego Ruchu i Ydze Kostrzewie (te imiona naprawdę są przez wspomniane Panie używane!), ale również słuchaczom swego programu! Ci ostatni ośmielili się przyznać, że irytuje ich dyktat mniejszości seksualnych w Polsce! Audycja oburzyła dziennikarzy „Gazety Wyborczej”. Strzyczkowski został piórem jednego z nich porównany do dziennikarzy z Ugandy, a dzwoniący podczas audycji słuchacze sprowadzeni do bandy troglodytów.

„Wyborcza” poświęciła czterdziestominutowej audycji całą stronę. Czytelnikom dziennika Adama Michnika w ostatnim zdaniu został przekazany jasny sygnał – Strzyczkowskiego i jego audycji już nie słuchamy. Redaktor podpadł nie tylko z paragrafu homofobii, ale i dlatego, że pozwolił wypowiedzieć się słuchaczom, a nie wyłącznie promotorom homoseksualizmu. O ile salon może przełknąć taką sytuację na katolickich portalach, o tyle w najpopularniejszej państwowej stacji radiowej (finansowanej w dużej mierze z pieniędzy tych słuchaczy) jest to wręcz karygodne.

Szał, jaki wśród rewolucjonistów wywołuje katolicka kontrrewolucja, najlepiej uwidocznił się podczas ubiegłotygodniowego wykładu ks. prof. Bortkiewicza w Poznaniu. Wpadły na niego lewackie bojówki – ściślej mężczyźni poprzebierani za kobiety i ich towarzysze. Protest przybrał typową dla nich formę – wykrzykiwania wyzwisk i wykonywania obscenicznych gestów.

Homolobby i genderowcy to ta sama ekipa. Ich frustracja będzie rosła tak długo, jak długo trwać będzie katolicka reakcja na niebezpieczne pomysły. Oburzenie będzie tym silniejsze, im więcej znaczących postaci zabierze głos w niewłaściwy, ich zdaniem, sposób. Redaktor Strzyczkowski drugi raz może błędu nie popełnić. Módlmy się jednak, by polscy biskupi nie ulękli się wilków i nadal twardo, stanowczo i skutecznie bronili nas i naszych dzieci przed herezją genderowców – neokomunistów przebranych w nowe szaty.

źródła:
http://www.pch24.pl/kosciol-walczacy–nieugotowany,19731,i.html
http://prawda-nieujawniona.blog.onet.pl/2013/06/24/lucyferyczny-plan-zniszczenia-kosciola-sw-trwa/

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

%d bloggers like this: