Bantustan Czeciaerpe

Zachęcam do lektury kapitalnego artykułu Jerzego Wolaka „Bantustan Czeciaerpe”. Doskonały opis otaczającej nas rzeczywistości, która niestety w najbliższym czasie nie ulegnie poprawie ponieważ zgodnie z agendą ostatniego spotkania Klubu Bildenberg w pkt. 7 zapisano:

Agenda „zmian klimatu”
– Deindustrializacja wybranych państw powiązanych traktatami i ustawodawstwem „zmian klimatu”.

Co oznacza ni mniej ni więcej jak tylko dalsze niszczenie wszelkich form przemysłu energetycznego opartego na węglu. Dla Polski ten pomysł wytycza ścieżkę nędzy i totalnego zubożenia ponieważ podniesione zostaną ceny energii co oznacza spadek konkurencyjności naszej gospodarki.

Lektura poniższego artykułu doskonale pokazuje jakie są kierunki „rozwoju” kraju, który ciągle jeszcze jest na mapie, choć nie wiadomo jak długo, i nazywa się Polska.

Bantustan – termin ukuty w Republice Południowej Afryki na określenie terytoriów tworzonych specjalnie dla mieszkańców drugiej kategorii jako formalnie niepodległe republiki będące w rzeczywistości swoistymi rezerwatami pozbawionymi najmniejszych szans na niezależność i samostanowienie, z założenia uniemożliwiające mieszkańcom rozwinięcie jakiejkolwiek wolnej aktywności społecznej, politycznej czy kulturalnej, rządzone przez figurantów bez faktycznego poparcia rodaków, wiernie za to realizujących wytyczne swych zewnętrznych mocodawców. Choć koncepcja bantustanu zrodziła się na gruncie afrykańskim jako narzędzie rasistowskiej polityki i element umacniania apartheidu, zjawisko przeżyło afrykanerski system separacji ras, wykraczając w ogóle poza obszar Czarnego Lądu i paradygmat rasowy. Okazało się bowiem, że bantustany da się z powodzeniem tworzyć na kontynencie europejskim, czego najdobitniejszy przykład stanowi kraj między Bugiem a Odrą, Bałtykiem i Tatrami spełniający większość standardów klasycznego bantustanu – Czeciaerpe.

 Wszyscy rządzący Czecioerpe na przestrzeni całych jej dwudziestopięcioletnich dziejów – bez względu na dzielące ich nominalnie kosmetyczne różnice wizerunku – bezwzględnie zasługują na Wszechnobla. Przekształcenie kraju, który pod obcą okupacją cieszył się w miarę silnym potencjałem społeczno‑gospodarczym, a nawet polityczno‑militarnym, w Czecioerpe – formalnie niepodległą pustynię z rzadka upstrzoną oazami warunkowanej wegetacji – skutecznie przy tym wmawiając jej mieszkańcom, iż żyją na kwitnącej zielonej wyspie dobrobytu, wymagało nie lada talentu. Albo zdyscyplinowania – ale w tej sytuacji na miejscu byłby nie tyle Nobel, co Nagroda Leninowska.

 Podstawową racją istnienia bantustanu jest zadowolenie jego zewnętrznych protektorów i nierozerwalnie z tym związany poziom dobrobytu lokalnych kacyków. Racja stanu czy interes narodowy w bantustanie nie istnieją – nie jest on wszak państwem i nie zamieszkuje go naród, lecz luźna struktura społeczna oparta na stosunkach trybalnych. W takiej sytuacji kondycja fizyczna, a tym bardziej duchowa, społecznych dołów (czytaj: wszystkich niepowiązanych żadnymi układami – rodzinnymi, towarzyskimi bądź służbowymi – z kastą kacyków) nie ma żadnego znaczenia.

 Czeciaerpe nie jest obszarem produkcyjnym, lecz głównie rynkiem zbytu towarów importowanych z zewnątrz, względnie produkowanych na miejscu w ramach obcej licencji. Przedsiębiorczość toleruje się wyłącznie na poziomie dóbr doraźnej konsumpcji, w żadnym zaś wypadku w jakiejkolwiek dziedzinie strategicznej, jak energetyka, przemysł czy bankowość – te znajdują się w rękach kapitału obcego.

 Tubylcza ludność może ujawniać swą aktywność w ramach międzynarodowych korporacji, których filie masowo powstają w granicach Czecierpe, ma też w miarę szeroko otwarty kredyt na dobra podstawowe w normalnych krajach (tu zaś traktowane jako przejaw luksusu) w rodzaju własnego domu czy samochodu.

 Kredyt stanowi bowiem niezwykle skuteczny uspokajacz ewentualnych nastrojów niezadowolenia – ze stoma tysiącami na karku mało kto podskoczy czy to pracodawcy, czy władzy, bo utraciwszy źródło dochodu (a, kto wie, może uzyskawszy zarazem wilczy bilet), utraci też wszystko, do czego już się zdążył przyzwyczaić.

 Przytłaczająca większość mieszkańców Czecierpe nie posiada żadnej własności, bo dom, mieszkanie czy samochód to żadna własność – prawdziwą własnością są środki produkcji, a te system bantustanu skutecznie koncesjonuje.

 Władze bantustanu nie odpowiadają przed jego mieszkańcami za żadne swoje poczynania – same wszak tworzą dogodne dla siebie prawa, którym nie tylko nie podlegają, ale uzurpują sobie prawo do arbitralnego dyspensowania od nich własnej klienteli. Nie obawiają się przy tym żadnego buntu poddanych, bo zamiast czekać aż takowy wybuchnie, co zmusiłoby je do zastosowania metod drastycznych (a w takich okolicznościach sytuacja lubi wymykać się spod kontroli, łatwo przynosząc utratę uprzywilejowanej pozycji kacyka), sięgają po znacznie skuteczniejszą metodę swoistej profilaktyki, polegającej na odwracaniu uwagi społeczeństwa od istotnych kwestii bytowych i światopoglądowych za pomocą koncertu mediów usilnie przekonujących lud o jego wyemancypowaniu, europejskości, horyzontach szeroko otwartych na nowoczesne trendy.

 Lud Czecierpe w poważnej mierze prezentuje niespotykany dotąd między Wisłą a Odrą, Bałtykiem i Tatrami stopień zdurnienia. System edukacji, zaprojektowany nie jako nauczyciel mądrości, lecz trener sprawności odruchów potrzebnych małpie do jazdy na rowerze, od przedszkola po uniwersytet wpaja weń postawę bierno‑roszczeniową, ucząc go mierzyć stopień cywilizacji ilością elektronicznych gadżetów, radości zaś – pojemnością butelki taniego żółtego napoju z koncentratu zaprawionego syntetycznym aromatem chmielowym.

 Ten żywy nawóz co rano idzie w ziemię czarną, wzdłuż długich bruzd ospała nadzorców robota. Gnije zgoda, panoszy się mowa wulgarna, ziemia ciągle rodzi dla obcego złota.

 Życiem w Czecierpe kieruje prosta zasada: nie daj się zgolić – sam gól innych! Samo jej istnienie to hołd złożony cwaniactwu, arogancji, korupcji. I grzechowi, który najskuteczniej zabija wolność. Bo tu jest czyściec szary, tu życie ma smak kary, tu jest samo dno, tu widać całe zło.

 Istnieje jednak w Czecierpe obszar niekwestionowanej wolności – to wolność opuszczenia bantustanu. Ostatnio skorzystało z niej dwa miliony tubylców. Władze temu nie przeszkadzają, bo przecież jak świat światem w świat zawsze wyruszały jednostki najbardziej przedsiębiorcze, czyli takie, z którymi kacykowie mogliby mieć kiedyś kłopot, na miejscu zaś pozostaje bezwolna masa baranów chętnych do strzyżenia (albo beznadziejne przypadki szczerze miłujących tę ziemię, których grono jednak systematycznie się wykrusza).

Zadaniem afrykanerskich bantustanów było, przynajmniej w teorii, wykształcenie w czarnym ludzie ducha obywatelskiego mającego w przyszłości zaowocować wyrównaniem poziomu cywilizacyjnego obu ras – zadaniem Czecierpe jest skuteczne wykorzenianie z ludzi mówiących po polsku resztek ich polskiej, europejskiej, zachodniej, chrześcijańskiej tożsamości. Aby zapanowała nicość…

źródło: http://www.pch24.pl/bantustan-czeciaerpe,22779,i.html

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

%d bloggers like this: