Strona główna » piens.pl - Polska i Wiara ma sens » Żyjemy bardziej na powierzchni niż na głębi

Żyjemy bardziej na powierzchni niż na głębi

Od czasu Paschy Jezusowej każdy, kto chce i pragnie, może chodzić w potężnym świetle Jezusowej nauki, Jego cudów, znaków i Zmartwychwstania. A kto nie chce, to nie musi się specjalnie „męczyć”. Dla przesłonięcia sobie światła potężnego Słońca, wystarczy jedna mała dłoń… I podobnie, wystarczy byle pretekst, byle wymówka, byle alibi, aby arbitralnie stwierdzić, że Boskie Światło z góry zstępujące nie istnieje lub jest mało znaczące. I że Bogu można powiedzieć „nie”, nie ponosząc przy tym bardzo poważnych skutków takiego (lekkomyślnego) wyboru! 

Gdy Jezus przyszedł w okolice Cezarei Filipowej, pytał swych uczniów: Za kogo ludzie uważają Syna Człowieczego? A oni odpowiedzieli: Jedni za Jana Chrzciciela, inni za Eliasza, jeszcze inni za Jeremiasza albo za jednego z proroków. Jezus zapytał ich: A wy za kogo Mnie uważacie? Odpowiedział Szymon Piotr: Ty jesteś Mesjasz, Syn Boga żywego. Na to Jezus mu rzekł: Błogosławiony jesteś, Szymonie, synu Jony. Albowiem nie objawiły ci tego ciało i krew, lecz Ojciec mój, który jest w niebie. Otóż i Ja tobie powiadam: Ty jesteś Piotr [czyli Skała], i na tej Skale zbuduję Kościół mój, a bramy piekielne go nie przemogą. I tobie dam klucze królestwa niebieskiego; cokolwiek zwiążesz na ziemi, będzie związane w niebie, a co rozwiążesz na ziemi, będzie rozwiązane w niebie. Wtedy surowo zabronił uczniom, aby nikomu nie mówili, że On jest Mesjaszem. Odtąd zaczął Jezus wskazywać swoim uczniom na to, że musi iść do Jerozolimy i wiele cierpieć od starszych i arcykapłanów, i uczonych w Piśmie; że będzie zabity i trzeciego dnia zmartwychwstanie. A Piotr wziął Go na bok i począł robić Mu wyrzuty: Panie, niech Cię Bóg broni! Nie przyjdzie to nigdy na Ciebie. Lecz On odwrócił się i rzekł do Piotra: Zejdź Mi z oczu, szatanie! Jesteś Mi zawadą, bo nie myślisz o tym, co Boże, ale o tym, co ludzkie (Mt 16, 13-23).

Niewytłumaczalny czas życia

Jest takie powiedzenie: popaść w zadumę. „Słownik dobrego stylu” przytacza jeszcze takie zwroty ze słowem „zaduma”: oddawać się zadumie, wpadać w zadumę, ocknąć się z zadumy, powiedzieć coś z zadumą, powiedzieć coś w zadumie, patrzeć w zadumie, trwać w zadumie, coś skłania do zadumy, coś wprawia w zadumę, coś wyrwało kogoś z zadumy (Mirosław Bańko). W naszych czasach – o zadumę i o dziecięco proste zdziwienia nad cudem życia – jest coraz trudniej.

Ponadto jakiś przemożny „rząd dusz” sprawia, że żyjemy bardziej na powierzchni niż na głębi. Niemal wszyscy czują się wciągani w jakiś potężny wir zaaferowania nadmiarem pracy lub jej brakiem. Inny pochłaniający wir to różne odmiany rozrywki, która (nomen omen) „rozrywając”, coraz bardziej dezintegruje ludzką osobę. Życie pozbawione wewnętrznego skupienia i zachodzenia na głębię nękane jest różnymi niepokojami, lękami i innymi przykrymi uczuciami – aż po poczucie bezsensu i rozpaczy.

Czas rekolekcji z definicji jest – inny.

Tu mamy sprzyjające warunki, by się uciszać, skupić i schodzić na głębię…

Tu możemy dopuścić do świadomości wszystko to, co nas boli, zasmuca i przygnębia. Ale nade wszystko mamy szansę na to, by bardzo świadomie i konsekwentnie otwierać się na Boga Ojca, który nam Siebie objawia, udzielazaprasza nas do nowego życia z Nim, w Nim i dla Niego.

Tu, w czasie rekolekcji, dobrowolnie przyzwalamy, by Bóg wprawiał nas w zadumęzdziwienie. Bóg czyni to poprzez swoje Słowo. Tym Słowem jest, w końcu i przede wszystkim, Jezus Chrystus.

W tej chwili chciałbym jednak przywołać słowa poety, Marii Rainera Rilkego, który w takich słowach wyraził (właśnie) zadumę nad życiem:

O, życie, życie, dziwny czasie.
Ze sprzeczności w sprzeczność sięgający
w biegu, tak często zły, tak ciężki, wlokący się
i potem nagle, niewyrażalnie szeroko
rozpinający skrzydła, równy aniołowi:
o, niewytłumaczalny czasie życia.
Spośród wszystkich ogromnie śmiałych bytów
czy może być bardziej żarliwy i śmiały?
Stoimy i wpieramy się w nasze granice,
zarywając ku sobie Byt Niepoznawalny
.

Coraz silniejsze i krzykliwe trendy kulturowe (czy raczej anty-kulturowe) próbują nam wmówić, że nasze ludzkie życie jest czymś a to banalnym, a to przypadkowym, a to najzupełniej oczywistym, no i w końcu czymś zredukowanym do harówki i użycia oraz bezsensownych udręk…

Tymczasem Poeta, pełen zadumy, woła: o, niewytłumaczalny czasie życia.

Tak, czas życia jest „niewytłumaczalny”. Człowiek jest niewytłumaczalny.

Każdy z nas jest pytaniem, na które w sobie samych nie znajdujemy odpowiedzi.

Nasze życie staje się najbardziej problematyczne i niewytłumaczalne wtedy, gdy zderzamy się z cierpieniem własnym i z cierpieniem naszych bliźnich. A spada go na ludzką rodzinę wielki ogrom: choroby, kataklizmy, głód, bieda i skrajna nędza milionów; a także nienawiść i przemoc, pogarda, wzajemne poniżanie i zabijanie się…

W końcu zaś przychodzi śmierć, która nie czyni wyjątków. Cud życia zderza się z bezwzględną destrukcją. Ostatnim słowem człowieka – każdego człowieka – zdaje się być bezradność i beznadziejność.

Tylko On Jeden

Tylko Jeden z ”synów człowieczych” przeżywał to wszystko, co ludzkie, całkiem inaczej i potrafił tchnąć w nas ludzi ugruntowaną nadzieję. To Mesjasz – Jezus Chrystus.

W dzisiejszej perykopie słyszeliśmy, jak bardzo zależało Jezusowi na tym, by wyjątkowość Jego Osoby została dobrze rozpoznana.

Dopóki z ust Piotra nie padła właściwa odpowiedź: Ty jesteś Mesjasz, Syn Boga żywego, dopóty Jezus nie spoczął w zadawaniu pytania: Za kogo ludzie Go uważają.

Dopiero po usłyszeniu wyznania Piotra (że jest On Mesjaszem – Synem Bożym) Jezus uczynił dwa wielkie kroki, służące zbawieniu ludzi.

Pierwszy krok to zapowiedź zbudowania Chrystusowego Kościoła, którego bramy piekielne nie przemogą. To wielki dar dla wszystkich pokoleń, aż do skończenia świata.

Drugi milowy krok to odsłonięcie prawdy o ostatnim, bardzo ważnym i trudnym etapie Jezusowego życia na ziemi: Odtąd zaczął Jezus wskazywać swoim uczniom na to, że musi iść do Jerozolimy i wiele cierpieć od starszych i arcykapłanów, i uczonych w Piśmie; że będzie zabity i trzeciego dnia zmartwychwstanie.

Rzeczywiście, stało się dokładnie tak jak zostało „wskazane”.

Jezus przeżył straszliwą udrękę męki i śmierci, ale też zmartwychwstał!

Jezusowe Zmartwychwstanie zrobiło potężny wyłom w murze, który aż dotąd okalał wszystkich ludzi i bezwzględnie zamykał ich w kręgu śmierci i rozpaczliwego lęku.

Tylko Wcielony Boży Syn potrafił przerwać krąg śmierci i utorować drogę do nowego życia. Przejście (Pascha) Jezusa przez dziwny czas życia na ziemi i przez śmierć ku Życiu słusznie nazwane zostało Wschodzącym Słońcem (por Łk 1, 78), które nie zna zachodu.

Od czasu Paschy Jezusowej każdy, kto chce i pragnie, może chodzić w potężnym świetle Jezusowej nauki, Jego cudów, znaków i Zmartwychwstania.

kto nie chce, to nie musi się specjalnie „męczyć”. Dla przesłonięcia sobie światła potężnego Słońca, wystarczy jedna mała dłoń… I podobnie, wystarczy byle pretekst, byle wymówka, byle alibi, aby arbitralnie stwierdzić, że Boskie Światło z góry zstępujące nie istnieje lub jest mało znaczące. I że Bogu można powiedzieć „nie”, nie ponosząc przy tym bardzo poważnych skutków takiego (lekkomyślnego) wyboru!

Tak, można być negacjonistą, nihilistą.

– Ale szkoda, skoro śmierć należy do Życia (a nie na odwrót!).

Szkoda tkwić w ciemnościach wątpienia, agnostycyzmu i relatywizmu, skoro „fizyczne” ciemności są pokonywane przez światło nawet jednej małej świeczki, a co tu dopiero mówić o nadmiarze Światła i Miłości, które promieniują z Osoby Jezusa Chrystusa, a także z każdej strony Ewangelii i z każdego stworzenia!

Matka powie to najprościej

Zakończę nietypowo – Orędziem Matki Bożej z 2 sierpnia 2011 r., przekazanym przez Mirjanę:

Dzisiaj wzywam was, abyście na nowo odrodzili się w modlitwie, a za przyczyną Ducha Świętego, przy moim Synu, stali się nowym ludem. Ludem, który wie, że jeśli utraci Boga, utraci siebie. Ludem, który wie, że mimo wszelkich cierpień i doświadczeń, przy Bogu jest bezpieczny i zbawiony. Wzywam was, byście gromadzili się, jako Boża rodzina i umacniali się Jego Ojcowską mocą. Pojedynczo, moje dzieci, nie możecie powstrzymać zła, które chce zawładnąć światem i zniszczyć go. Jednakże zgodnie z wolą Bożą, wszyscy razem, przy moim Synu, wszystko możecie zmienić i uzdrowić ten świat. Wzywam was, byście całym sercem modlili się za swoich pasterzy, ponieważ Syn mój ich wybrał. Dziękuję wam.

źródło:

 

Zobaczyć siebie oczami ChrystusaZOBACZYĆ SIEBIE OCZAMI CHRYSTUSA
„przed tobą jest DAL”

To dobroczynne: dać się olśnić Bogiem możliwości wielkich – nieskończonych. A widać je w atomie i cudzie życia, w „nieobjętej ziemi” i bezkresnym kosmosie, a także w dokonaniach człowieka. Ale czy to już wszystko? Zamiary Boga wobec nas są zawrotne. Przed nami jest DAL życia w Bogu, a nie cieśnina przemijającej doczesności i śmierci (por. Hi 36, 16).
Autor podejmuje kilka tematów podwyższonego ryzyka i przedstawia je, być może, wbrew dyktatowi „poprawności”. Chętnie rozważą je ci, którzy nie chcą być manipulowani ani przez małodusznych ludzi, ani przez złośliwe demony. Do trudnych tematów należą prorockie upomnienia, gniew i karanie Boga, który zawsze i przez wszystko naprowadza na swe nieskończone Miłosierdzie. Lekcja cierpienia skojarzona jest z …tańcem.
Obiecująco brzmi stwierdzenie św. Augustyna, że „przyjemność pokonuje się tylko przez przyjemność” i że wszyscy potrzebujemy delectatio victrix, czyli «zwycięskiego rozkoszowania się» Bogiem, aby pokonać zniewalającą atrakcję grzechu! Ostatnia konferencja podprowadza – nas drogocennych! – do powierzenia się dłoniom i Sercu Matki, a także do współdziałania z Nią (zwłaszcza w czasie trwającej Wielkiej Nowenny Fatimskiej).
Rozważania adresowane są do różnych osób – zarówno do (już) wierzących, jak i do (jeszcze) czekających „na kamieni nagłe przebudzenie” i „na głębie co u stóp naszych legną” (M. R. Rilke).
Sesja odbyła się w Centrum Duchowości Księży Jezuitów w Częstochowie w styczniu 2011.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

%d bloggers like this: