Strona główna » piens.pl - Polska i Wiara ma sens » Wyszperane przez Jacka 07/09/14

Wyszperane przez Jacka 07/09/14

Totalna detronizacja Chrystusa
Konkretnie mówiąc, w tym nowym ujęciu, Chrystus zacznie właściwie królować dopiero na końcu życia człowieka bądź na końcu historii świata. Natomiast we współczesnym świecie i w obecnym, ziemskim wymiarze życia Kościoła winien obowiązywać pluralizm, różnorodność, wolność religijna. Przedstawia się to jako konieczność, bowiem inaczej nie uda się dziś, rzekomo, zorganizować życia ludzkiego w pokoju i wzajemnym zrozumieniu. Jako argument mający potwierdzać słuszność tego myślenia, często przywołuje się słowa samego Chrystusa: „Królestwo moje nie jest z tego świata”, z których wywodzi się fałszywy wniosek, że Jego królestwo to nie kwestia teraźniejszości, a jedynie przyszłości.
Zwolennicy tego wniosku modlą się, czasem nawet gorliwie – „przyjdź Królestwo Twoje” – ale faktycznie są całkowicie pogodzeni ze strasznym teraźniejszym zjawiskiem całkowitej laicyzacji wszystkich niemal dziedzin życia społecznego, poczynając od szkolnictwa, poprzez politykę, kulturę, armię, flotę, sądownictwo, a kończąc na prawie i gospodarce. Zjawisko to jest niczym innym, jak totalną detronizacją Chrystusa Króla.
Każdy, kto godzi się na laicyzację, godzi się tym samym na detronizację Chrystusa Króla, niezależnie od tego, jak często i jak gorliwie mówi „przyjdź Królestwo Twoje”. Nie wystarczy te słowa wypowiadać często, i to nawet gorliwie. By zostały wysłuchane, trzeba je jeszcze wypowiadać szczerze, a więc „przyjdź Królestwo Twoje” nie dopiero w wymiarze eschatologicznym, ale już teraz, dzisiaj – w szkole, rządzie, teatrze, garnizonie wojskowym, na pokładzie statku, w sądzie, fabryce, w kodeksie praw…
http://dakowski.pl//index.php?option=com_content&task=view&id=13685&Itemid=46

Każda indywidualna zdolność musi być nie tylko prowadzona do doskonałości, musi również istnieć pomiędzy nimi pewna harmonia i właściwe proporcje. Człowiek jest dobrze zbudowany lub przystojny nie dlatego, że ma jedynie duże bicepsy, ale dlatego, że całe jego ciało jest właściwie i harmonijnie uformowane. To samo prawdziwe jest w porządku intelektualnym, a nawet duchowym: bycie szczególnie utalentowanym w jakiejś jednej dziedzinie, nie może oznaczać lekceważenia innych. Przeciwnie, by zachować właściwe proporcje, trzeba często pracować nad tymi gałęziami wiedzy, w których jest się słabym.
Możemy więc dostrzec, na podstawie tego bardzo pobieżnego opisu ludzkiej natury, na podstawie obserwacji rzeczy takich, jakimi w istocie są, absolutną konieczność edukacji. Dziecko przychodzi na świat nie tylko bezbronne fizycznie, ale również intelektualnie oraz emocjonalnie bardzo dalekie od doskonałości, jaką winno posiadać i jakiej potrzebuje do osiągnięcia dojrzałości. Nie powinniśmy nigdy o tym zapominać. Wiele współczesnych koncepcji, dotyczących edukacji, jest absurdalnych właśnie dlatego, że są całkowicie sprzeczne z rzeczywistością. Weźmy na przykład współczesną ideę „wolnej edukacji”, wolnej w tym sensie, że proponuje się dziecku „pozwolić być”, „pozwolić mu uczyć się” przy minimalnych ograniczeniach czy nadzorze. Istotę tej koncepcji stanowi idea, że dziecko ze swej natury już jest doskonałe, i potrzebuje jedynie „czasu” i „wolności”, by „wydobyć” z siebie tę doskonałość.
[  …  ] Ze względu na rany zadane przez grzech pierworodny, lecz przede wszystkim w oparciu o samą naturę rzeczy, katolicka edukacja występowała zawsze przeciwko temu, co nazywa się powszechnie koedukacją. Z samej swej natury chłopcy i dziewczęta różnią się od siebie i jest to prawdziwe nie tylko w odniesieniu do ich rozwoju fizycznego, ale również do formacji intelektualnej i duchowej. Ponieważ edukacja jest procesem prowadzącym do pełnego rozwoju osoby, nawet w porządku naturalnym – czyli nawet w przypadku pogan – sama idea koedukacji jest absurdalna i w sposób nieunikniony prowadzić będzie do złych skutków. Chłopcy pojmują rzeczy w inny sposób niż dziewczęta w kwestiach związanych z matematyką, fizyką, historią, różnią się nawet w sposobie prowadzenia rozmowy.
Tak więc każdy nauczyciel, który traktuje edukację poważnie, zawsze będzie wolał uczyć osobno chłopców i dziewczęta. Jest statystycznie udowodnione, że szkoły o klasach dzielonych wedle kryterium płci wypełniają swe funkcje edukacyjne lepiej. Wiadomo to już od dawna.
http://dakowski.pl//index.php?option=com_content&task=view&id=13684&Itemid=80


Grzegorz Braun: Pełną i prawdziwą perspektywę daje tylko Boża perspektywa historii

Dowiedz się co jesteśmy winni Rosji


Prof. Romuald Szeremietiew: Jak obronić Polskę?


Decydując o wdrożeniu sześciolatków do systemu szkolnego ministerstwo pominęło wszelkie doświadczenia pedagogiczne, psychologiczne opiniujące  przygotowanie dziecka w tym wieku do podjęcia nauki. Do niedawna obowiązywała przecież teza, że dziecko osiąga dojrzałość szkolną w wieku lat siedmiu. Dojrzałość ta obejmuje aspekt intelektualny, emocjonalny i społeczny. Mamy więc do czynienia z eksperymentem na dziecku i nie wiadomo, jakie będą jego skutki. Jest coś niezwykłego w zjawisku arogancji władzy podkreślanym ostatnio często w wywiadach przez panią Karolinę Elbanowską z inicjatywy „Ratuj maluchy”. Otóż okazało się, że cała populacja sześciolatków jest już dostatecznie dojrzała do szkoły. I nagle pod tą opinią podpisuje się szereg psychologów i pedagogów. To jaką wartość mają tzw. prawa wieku rozwojowego? Jeszcze kilka lat temu nikt takich teorii nie głosił. A w tej chwili, jak widać, posłuszeństwo wobec władzy jest w środowisku psychologów, pedagogów i nauczycieli ogromne.
[  …  ] Podręcznik lansuje również tezę edukacji globalnej, że nie ma prawdy a istnieje tylko świat różnych ideologii. Wszystko może być względne i zależy tylko od naszego subiektywnego podejścia. Ideologia zawarta w elementarzu wyraża się w relatywizacji własnej kultury, w materializmie, jakimś wyrazie socjalizmu wykluczającego rodzinność. Dziecko wchodzi w idealny, szkolny świat społeczny, w którym przebywa odizolowane od najbliższych.
http://www.pch24.pl/szkola-bezboznej-ideologii,25160,i.html#ixzz3Cf8yRV4j

Do jesieni ub. r. w niemieckich rękach było 49,8 procent własności dzienników lokalnych, w tym takie tytuły jak np. „Dziennik Zachodni” bardzo wspierający separatystów z Ruchu Autonomii Śląska. Po zgodzie UOKiK dostał kolejne 36,8 procent. Po wczorajszej transakcji stał się właścicielem niemal stu procent gazet lokalnych.
Specjaliści nie mają wątpliwości. Niemiecki właściciel nie pozwoli, aby w prasie wydawanej w Polsce pojawiały się teksty niezgodne z linią polityczną Berlina. Na ironię zakrawa fakt, że w Niemczech obowiązuje prawo zakazujące sprzedaży niemieckich mediów w obce ręce. Właśnie po to, aby niemiecki odbiorca nie padł ofiarą propagandy obcej racji stanu.
http://wpolityce.pl/spoleczenstwo/212554-w-rekach-niemieckich-jest-juz-sto-procent-mediow-lokalnych-bez-pieciu-tytulow

Wydarzenia ostatnich kilku dni nazwały po imieniu jedynie 4, najbardziej zagrożone rosyjskim ekspansjonizmem, państwa. Polska, Litwa, Łotwa i Estonia, uznały, że mamy do czynienia z agresją w rozumieniu prawa międzynarodowego, reszta świata milczy lub uprawia tradycyjną ekwilibrystykę słowną. Wynika to z tego, o czym pisałem na wstępie. Nowa doktryna wojenna Rosji sprawia, że wojna ta nie rozgrywa się tylko na polu bitwy. Równie ważnymi frontami są media, gospodarka oraz cyberprzestrzeń. Rosja nie tylko maskuje swe wojska, fałszuje akty zgonu żołnierzy i kategorycznie zaprzecza oskarżeniom o agresję, Rosja w odpowiedzi na oskarżenia natychmiast przechodzi do ataku, oskarżając Zachód. To oczywiście nic nowego, przecież już Joseph Goebbels przekonywał, że kłamstwo powtórzone tysiąc razy staje się prawdą, a rosyjscy spece od propagandy doskonale przygotowali sobie pole do działania. Już w początku tego stulecia, eksperci zwracali uwagę na olbrzymią aktywność rosyjskich służb w internecie. Rosja rozwija tzw. „fabryki trolli” zalewające później sieć odpowiednio ukierunkowanymi komentarzami, aktywowani są agenci wpływu, którzy niekoniecznie muszą przyznawać się do prorosyjskich sympatii. Dużo bardziej przydatni są krzewiąc nastroje antyzachodnie, antyamerykańskie, często dla niepoznaki ubrane w szatki „konspiracjonizmu” czy pseudo-patriotyzmu. To odpowiednia gleba, na którą padają dziś kłamstwa Putina i Ławrowa, to gleba, na której rozwija się kolejna grupa sklasyfikowana niegdyś w nomenklaturze KGB, jako „użyteczni idioci”. To ci ludzie zwiedzeni propagandą, nieświadomi roli, jaką odgrywają i przekonani, że widzą więcej niż przeciętny obywatel „ogłupiony przez mainstream”, walczą ramię w ramię z armią rosyjską. Dokładnie tak samo jak walczyli francuscy pacyfiści w 1939, czy też aktywiści ruchów pokojowych z przełomu lat 70 i 80 XX wieku.
http://www.pch24.pl/wszystko-moze-stac-sie-bronia–czyli-co-sie-dzieje-na-ukrainie,25271,i.html#ixzz3CfCqy4Hu

Doprowadzenie separatystów do stołu rokowań jest niewątpliwie sukcesem Włodzimierza Putina, który właśnie w ten sposób dąży – po pierwsze – do uzyskania przez separatystów namiastki międzynarodowego uznania, a po drugie – do ustanowienia we wschodnich, uprzemysłowionych obwodach Ukrainy szerokiej autonomii, której gwarantem byłby również, a może nawet przede wszystkim Kreml.
Dlaczego doszło do pojawienia się separatystów przy stole rokowań w Mińsku? Wydaje się, że złożyło się na to kilka przyczyn. Po pierwsze – prezydent Obama, który obecnie desperacko próbuje wpakować z powrotem do butelki lekkomyślnie uprzednio przez siebie wyhodowanego i wypuszczonego dżina w postaci islamskiego kalifatu, wykluczył interwencję wojskową NATO na Ukrainie. [Musze dodać: O’Bamba pewnie lekkomyślnie, ale jego PROWADZĄCY – na pewno celowo…MD] Po drugie – Nasza Złota Pani, która niemal w ostatniej chwili podała premieru Tusku pomocną dłoń, kreując go na „prezydenta Europy”, wykluczyła możliwość pojawienia się stałych baz NATO w Europie Środkowej. Obydwie te deklaracje oznaczały, że ponawiane nieustannie przez władze w Kijowie próby umiędzynarodowienia wojny domowej na Ukrainie, jak dotąd okazały się bezskuteczne. Po trzecie – ukraińskie wojsko wprawdzie wielkimi krokami maszeruje ku ostatecznemu zwycięstwu – a w każdym razie tak twierdzą poprzebierani za dziennikarzy funkcjonariusze niezależnych mediów głównego nurtu w naszym nieszczęśliwym kraju – ale ostatnio nie tylko idzie mu coraz gorzej, ale nawet zostało zmuszone do „przegrupowania”.
Warto przypomnieć, że w drugiej fazie II wojny światowej Wehrmacht również „przegrupowywał się” i to w dodatku „na z góry upatrzone pozycje”, docierając w ten sposób aż do Berlina. Najwyraźniej jednak prezydent Poroszenko wykazuje większe poczucie rzeczywistości, niż wybitny przywódca socjalistyczny Adolf Hitler, więc może przypomniał sobie ewangeliczną przypowieść Pana Jezusa o królu wojującym z drugim królem.
http://dakowski.pl//index.php?option=com_content&task=view&id=13682&Itemid=119

Wojna nuklearna może rozpocząć się od użycia atomowej broni taktycznej. Według RAND Corporation Rosjanie zakładają możliwość użycia broni atomowej w razie konieczności odparcia agresji dokonywanej przy użyciu konwencjonalnych – nie atomowych środków. Użycia „atomu” nie wykluczają także Amerykanie. Jak zauważa Loren Thompson na forbes.com, nie bez kozery Barrack Obama w 2010 r. zdecydował o utrzymaniu broni atomowej w Europie.
Według Thompsona konflikt rosyjsko-ukraiński ma szansę przerodzić się w wojnę atomową w czterech przypadkach.
http://www.pch24.pl/czy-rosja-rozpeta-atomowa-apokalipse-,25248,i.html#ixzz3CfC9DPGk

Pszczelarze z prowincji Ontario złożyli pozew zbiorowy przeciw koncernom Bayer CropScience i Syngenta, produkującym środki ochrony roślin nazywane neonikotynoidami. Hodowcy od dawna alarmują, że neonikotynoidy zabijają pszczoły.
Sprawa będzie się toczyć o odszkodowania w wysokości 400 mln dolarów kanadyjskich.
http://dakowski.pl//index.php?option=com_content&task=view&id=13681&Itemid=55

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

%d bloggers like this: