Strona główna » PRUDNIK » Refleksja ekonomiczna nad aquaparkami

Refleksja ekonomiczna nad aquaparkami

W ciągu ostatnich lat aquaparki stały się elementem krajobrazu polskich miast. Stały się także symbolem samorządowej rozrzutności i stawiania chęci przypodobania się mieszkańcom nad racjonalnym wydatkowaniem gminnych pieniędzy.

W Polsce na chwile obecną funkcjonuje ponad 150 parków wodnych. Duża część z nich została wybudowana i jest utrzymywana za pieniądze samorządu. Jedyne nieliczne przynoszą zyski, większość stanowi duże obciążenie dla lokalnych budżetów.

Pierwszy Park Wodny powstał w Lesznie w 1993 roku. Zbudowany został przy państwowej gorzelni Arkawit. Baseny ogrzewane były przez ciepło powstałe przy produkcji alkoholu, co znacznie ograniczało koszty utrzymania. Zbudowany z rozmachem obiekt przez swą innowacyjność przyciągał do wielkopolskiego miasta tłumy fanów wodnej rozrywki. Dziś jedynie z sentymentem może wspominać tamte czasy. W 2002 roku sprywatyzowane fabrykę, w wyniku późniejszych komplikacji właścicielskich park wodny przestał korzystać z ciepła fabryki. Dodatkowo nowe tego typu przybytki powstały w całej Polsce, więc leszczyński kompleks utracił swoją wyjątkowość i ledwie wiąże koniec z końcem. Być może aby dalej funkcjonować będzie musiał utrzymywać wsparcie z miasta, jak setki innych aquaparków w całym kraju.

Nowe parki wodne sukcesywnie się budowały, ale prawdziwy boom na ich tworzenie powstał po wejściu do Unii Europejskiej. Na inwestycje sportowo-rekreacyjne w jakikolwiek sposób związane z wodą wydano pół miliarda złotych ze środków polityki spójności w latach 2007-2013. Nie wszystko to budowa nowych obiektów (wliczone są do niej remonty istniejących dotychczas basenów), ale i tak kwota ta robi spore wrażenie.

Samorządy brały pieniądze z unijnej kiesy i centra wodnej rozgrywki zaczęły rosnąć jak grzyby po deszczu. Lokalni włodarze tym chętniej decydowali się na tę inwestycje bo przysparzała im ona zwolenników. Skoro bowiem sąsiednie miasto buduje aquapark to czemu nasze nie może? Dlatego też plany budowy aquaparku były często pożądaną obietnicą przedwyborczą. Obietnicą trzeba przyznać bardzo kosztowną.

Łatwość pozyskania środków z UE sprawiła, że nie próbowano nawet zastanowić się nad realizacją inwestycji w ramach porozumienia publiczno-prywatnego. Cały ciężar utrzymania spadł wyłącznie na barki samorządów. W większości zestawienie kosztów do przychodów dalekie jest zbilansowaniu. Straty przykładowych aquaparków w kilku różnych miejscach w Polsce (w przybliżeniu za rok 2013):

Kalisz: 1 mln zł
Łódź: 3 mln zł
Oława: 791 tys. zł 
Sopot: 2 mln zł
Suwałki: 1,4 mln zł 
Wałbrzych: 3,5 mln zł

Często stratę niweluje się poprzez organizowanie zajęć wychowania fizycznego przez szkoły. Jest to jednak wyłącznie przelewanie pieniędzy z jednego publicznego skarbca do drugiego. Czasami rozwiązania stosowane przez magistraty przekraczają granice absurdu. W Kaliszu miasto zaleciło szkołom korzystanie z lekcji pływania w Aquaparku. I tak jedna ze szkół musiała zrezygnować z usług znajdującego się nieopodal prywatnego basenu aby transportować uczniów na drugi koniec miasta. Bez wpływów z nauki pływania w ramach zajęć lekcyjnych właściciel tegoż basenu był zmuszony zamknąć interes. W mieście trwa obecnie dyskusja nad kupnem obiektu do którego zamknięcia działania miasta doprowadziły.

Duże natężenie aquaparków właściwie wyklucza przyjazdy gości z zewnątrz – czyli to na co mogły liczyć pierwsze wodne parki. Czasami trudno liczyć nawet na klientów z najbliższej okolice. Na Dolnym Śląsku poza aquaparkiem we Wrocławiu istnieją też tożsame (choć oczywiście mniejsze) obiekty w pobliskiej Oławie, Bolesławcu, Oleśnicy czy Trzebnicy. Usportowienie Polaków także nie należy do największych. Prezesi i kierownicy mogą stawać na głowie, wymyślając coraz to nowsze formy zachęcania mieszkańców do skorzystania z ich usługi, ale i tak co najwyżej doprowadzi to wyłącznie do zmniejszenia i tak występującej straty.

Dodatkowo aquaparki trapi ta sama choroba co inne spółki dobierane przez polityków. Bywają one wylęgarnią przedstawicieli miejscowego układu, którym zapewnia się ciepłą i dobrze płatną posadę.

Boom na aquaparki już minął. W nowej perspektywie unijnej nie ma już na nie pieniędzy, bowiem stawia się przede wszystkim na inwestycje innowacyjne. Podmioty prywatne także nie widzą możliwości zysku i nie decydują się na współfinansowanie w ramach partnerstwa publiczno-prywatnego. Coraz więcej miast, które planowały budowę np. Katowice czy Świdnica porzucają te plany. Po przykrych doświadczeniach z innych miast nikt nie chce zakładać sobie pętli na szyi.

Tam gdzie aquapark został już wybudowany i funkcjonuje samorząd ma związane ręce. Żaden burmistrz czy prezydent nie podejmie decyzji o zamknięciu obiektu, gdyż wiązać się to będzie ze spadkiem poparcia wśród mieszkańców, dla których przyjemność z rozrywki będzie istotniejsza od finansowej płynności. Stan podtrzymywania spółek przy życiu będzie trwał do czasu aż będzie z czego dokładać do interesu. Jeśli takich środków zabraknie istnieje obawa, że za kilka lat w scenerie polskich miast wpisane będą opuszczone budynki, o których pozostaną już tylko wodne wspomnienia.

Kamil Rybikowski

Artykuł opublikowano na portalu http://wei.org.pl/

Ze swojej strony zadamy pytanie, czy Prudnik stać na dwa baseny kosztem zagrożenia płynności finansowej gminy?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

%d bloggers like this: