Strona główna » piens.pl - Polska i Wiara ma sens » Przeminęło z kasą, czyli retrospekcyjne spojrzenie na rządy PO

Przeminęło z kasą, czyli retrospekcyjne spojrzenie na rządy PO

Zachęcam do lektury ciekawego artykułu będącego niejako podsumowaniem ostatnich 6 lat rządów PO.
Ciekawe spostrzeżenia, ważne podsumowanie. Muszę przyznać się, że w tym opisie odnalazłem również swoją postawę, którą idealnie oddają następujące słowa „Dopóki władza dawała zarobić, wybaczono prawie wszystko. Afery, aferami, a żyć jednak się dało. „Żyć i pozwolić żyć innym” – to była dewiza mijającej epoki.” Na szczęście nastąpiło przebudzenie. W ramach akcji oczyszczania przestrzeni informacyjnej  telewizor wyrzuciliśmy z domu. O dziwo można zupełnie spokojnie żyć bez tego urządzenia.

***

Rządy Tuska chwieją się w posadach. Co się dzieje? Dlaczego nic nie robisz, Tusku? – pytają strwożeni zwolennicy, jakby premier był kiedykolwiek człowiekiem czynu. Boją się o własną skórę, bo słusznie przewidują, że Tusk może pociągnąć ze sobą na dno nie tylko swoją partię, ale cały obóz władzy.Kolaps systemu Tuska byłby polityczną i moralną klęską zaprzyjaźnionych z nim do nieprzytomności mediów, naukowców i artystów. Zainwestowali przecież w jego uzasadnienie i obronę całe swoje jestestwo, wszystkie emocje i wszystkie – dość ograniczone – zdolności poznawcze.

A miało być tak pięknie…

Skąd ta słabość Donalda Tuska? Przecież jeszcze niedawno zapowiadano kolejny triumfalny rajd tuskobusem po kraju. Przez lata w kręgach mniej lub bardziej opozycyjnych zastanawiano się, jak przełamać przewagę PO. Najczęściej dochodzono do konkluzji, że trzeba wypadać lepiej w telewizji, zwłaszcza w TVN24, mieć lepszy PR, posługiwać się argumentami trafiającymi do lemingów, milczeć o Smoleńsku i unikać posądzenia o radykalizm. Niektórzy w to uwierzyli, dobrze wypadali w telewizji, epatowali umiarem, rozsądkiem. Odcięli się też od nieuleczalnie antysystemowego PiS, które nie potrafiło przejść do porządku rzeczy nie tylko nad Smoleńskiem, ale i nad postępującym uzależnieniem Polski od zewnętrznych podmiotów i jej wewnętrznym rozkładem. Teraz mają kłopot – jak w ogóle pozostać w polityce. Szukając przyczyn zmiany nastroju w Polsce, warto raz jeszcze przypomnieć, na czym osadzony był system Donalda Tuska. Obecny premier dokonał prawdziwie kopernikańskiego przewrotu w polskiej polityce. Ogłosił w 2007 r. koniec epoki potu i łez – odtąd miało być już łatwo, przyjemnie, dostatnio, jednym słowem – fajnie. Czas bolesnych reform się skończył, Polacy mieli już tylko odcinać kupony od tego, czego do tej pory dokonali, korzystać z życia. Czas polityki też się skończył. Nie trzeba rządzić, wystarczy zarządzać. Nikt na nas nie czyha. Możemy więc zakończyć spory z Niemcami i Rosją. Zamiast bawić się w rzecznika regionu, krajów słabych i biednych, możemy sprzymierzyć się z silnymi, stać się najlepszym sojusznikiem Niemiec, nie silić się na własną politykę zagraniczną. Zamiast wytykać Unii jej mankamenty, możemy wzbić się na wyżyny euroentuzjazmu, spijając europejskie miody. Ten rewolucyjny program płynięcia z głównym prądem odpowiadał psychice przywódcy, który nigdy z wielkiej pracowitości i energii nie słynął. Odpowiadał też nastrojom społecznym. Po burzliwym okresie porywinowym i polepperowym ludzie byli złaknieni harmonii, po latach wyrzeczeń chcieli wreszcie poczuć się jak na Zachodzie.

System zbiorowej korupcji

Drugim filarem tego systemu był niemal całkowity brak kontroli władzy przez główne media i środowiska opiniotwórcze, a także ich aktywne wspieranie rządu. Dziennikarze, po skutecznych czystkach w mediach publicznych, pełnili funkcję nieformalnych rzeczników prasowych rządu. Elity zblatowały się w stopniu, o jakim postkomuniści w epoce Millera mogli tylko pomarzyć. „Autorytety” i celebryci spieszyli z pomocą, jeśli tylko pojawił się jakiś problem. Takiej usłużności wobec władzy nie było od czasu PRL, i to w czasach jego rozkwitu. Sojusz był szeroki i obejmował także postkomunistów. PO zakończyła czas rozliczeń z przeszłością komunistyczną – odtąd każdy donosiciel mógł spać spokojnie. Co więcej, Tusk i rząd zostali zwolnieni z odpowiedzialności przez społeczeństwo. Dopóki władza dawała zarobić, wybaczono prawie wszystko. Afery, aferami, a żyć jednak się dało. „Żyć i pozwolić żyć innym” – to była dewiza mijającej epoki. Rządy Tuska były systemem zbiorowej korupcji. A zarobić było można, bo Unia sypała pieniądze, trwała też dobra koniunktura gospodarcza. Rozbudowana administracja pozwalała pchnąć na posady krewnych i znajomych. Ten element był właśnie trzecim filarem systemu Tuska. Nigdy też tyle nie budowano. Lemingi rozglądały się zachwycone po kraju modernizującym się w ich oczach. Polska rosła w siłę, a ludzie żyli dostatniej. Czwartym filarem było umiejętne podsycanie nienawiści (pod hasłem polityki miłości) do braci Kaczyńskich i PiS. Tradycyjną w Polsce niechęć do polityków skierowano na polityków opozycji, otaczając sympatią tych, którzy budowali Polskę i chronili przed kaczyzmem. Palikot, „Szkło kontaktowe”, Kuba Wojewódzki i wielu innych skutecznie zarządzali tymi emocjami w imię władzy, posługując się drwiną i obelgą. Istnienie wroga spajało, wręcz upajało zwolenników systemu i utwierdzało ich w dobrym mniemaniu o sobie.

Rachunek będzie wystawiony

Program Tuska rzeczywiście zdawał się działać. Premier na luzie, wysportowany, przyjacielski, elokwentny, robiący wrażenie uczciwego i szczerego, budził sympatię. Potrafił jedną konferencją prasową lub śniadaniem z celebrytami rozproszyć wątpliwości. Stał się dla swoich zwolenników kimś w rodzaju polskiego JFK albo zmodernizowaną wersją Kwaśniewskiego, bez jego nadwagi i odium komunistycznej przeszłości. Teraz filary systemu jednak się zachwiały. Przede wszystkim okazało się, że pot jest potrzebny, a i na łzy niedługo przyjdzie czas. Budowa została zakończona w stanie rozgrzebanym, widać liczne usterki i zaczynają spływać rachunki. No i zabrakło nowej kasy z Unii. W dodatku politycy obozu rządzącego wiedzą, że być może wkrótce koniec, więc jeszcze łapczywiej napychają sobie kieszenie. Coraz trudniej ignorować fakt, że epoka niefrasobliwości sprawiła, iż wszystkie strukturalne problemy Polski się pogłębiły – od zapaści demograficznej, poprzez emigrację zarobkową, po upadek przemysłu i edukacji. Zamiast się zmodernizować, Polska cofnęła się pod wieloma względami. Za rządów Tuska zdarzyła się też niewyobrażalna tragedia w wymiarze dziejowym, która choć wypierana ze świadomości, coraz bardziej ciąży na sumieniach Polaków – i która ukazała prawdziwy format premiera RP i stan państwa.

Gdy chwieje się system, lepiej oddalić się na bezpieczny dystans. To dlatego nagle „niezależni” eksperci zaczynają inaczej mówić już nie tylko o Tusku i Polsce, ale o świecie, o Europie. Znając integralność niektórych z tych osobistości, można oczekiwać, że za chwilę będą się ustawiali w kolejce na Nowogrodzkiej. Niezwykle pocieszające jest to, że w ostatnich latach powstało prawdziwe społeczeństwo obywatelskie z własnymi niezależnymi instytucjami, z własnymi mediami. W odpowiedzi na lemingizację Polski wyłoniła się Polska obywatelska. Na szczęście Jarosław Kaczyński nie słuchał złych doradców – na szczęście, bo jedyną drogą wiodącą do realnej zmiany, jest uparta i konsekwentna budowa innej, uczciwszej Polski. PiS musi wspierać tę budowę, a nie kierować się doraźną partyjną taktyką lub, co gorsza, PR em.

Być może Tuskowi uda się wygłosić kolejne exposé, zapowiedzieć nową ofensywę, być może Polacy jeszcze raz mu zawierzą. Bardziej jednak prawdopodobne jest, że jacyś politycy PO, za podszeptem zaprzyjaźnionych mediów, spełnią rolę Malenkowa, Berii, Chruszczowa i zakończą „kult jednostki”, ratując władzę partii – w nowym układzie koalicyjnym, ze znacznie mniejszym poparciem niż do tej pory. Być może czeka nas pat powyborczy – gdy PiS wprawdzie wygra wybory, ale bez możliwości przeprowadzenia zmian systemowych i pociągnięcia winnych tragedii smoleńskiej do odpowiedzialności. Jednak coraz bardziej prawdopodobne staje się – także z uwagi na ogólną sytuację w Europie – złamanie się całego systemu, całkowity kolaps. Bo, jak wiemy, rozczarowana miłość często przeradza się w nienawiść. Wszystkie skumulowane negatywne emocje, dotąd umiejętnie kierowane w stronę opozycji, uderzą w Tuska i rządzących. Po sześciu, siedmiu latach rządów rachunek zostanie wystawiony. I bardzo zaboli on Donalda Tuska.

źródło: http://niezalezna.pl/41814-przeminelo-z-kasa

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

%d bloggers like this: