Strona główna » piens.pl - Polska i Wiara ma sens » Powstań, synu, podnieś krzyż, a on poniesie ciebie

Powstań, synu, podnieś krzyż, a on poniesie ciebie

Pan Jezus do księdza Piotra Jeana Aernoudt SJ

JEZUS: Synu, kiedy wydano na mnie wyrok śmierci, z największym pośpiechem przystąpiono do jego wykonania. Krzyż był już gotowy. Związanego więc, krwią ociekającego, poranio­nego biczowaniem, zaprowadzono mnie do krzyża. Skoro go uj­rzałem, Serce moje westchnęło: Witaj, witaj, dobry krzyżu, dłu­go oczekiwany, bardzo kochany, bezustannie szukany i wreszcie przygotowany dla spragnionego ducha. Krzyżu święty, ty mi dasz zwycięstwo i panowanie. Wziąwszy krzyż, czule do Serca go przycisnąłem, skropiłem łzami i krwią, a następnie włożyłem go na swoje ramiona na oczach ziemi i nieba. Otoczony tysiącem Żydów i pogan, w mieście świętym, w samo południe, odziany we własną suknię, szedłem dźwigając ciężki krzyż. Szedłem, aby na górze zatknąć krzyż, sztandar mojego królestwa, przeciw księciu świata, a na sztanda­rze dla ciebie wypisać własną krwią niezatarte hasło: Miłość Je­zusa ofiarowującego się z miłości ku ludziom, przeciw hasłu lu­dzi, głoszących miłość rozkoszy światowych, bogactw i zaszczy­tów. W tym moim znaku, synu, zwyciężysz, a wrogowie w swym znaku marnie zginą.
Pod sztandar krzyża zdążać będą ludzie z każdego na­rodu, ludu i pokolenia ziemi i łączyć się będą między sobą i ze mną. Pod tą chorągwią uczniowie moi, ożywieni miłością ku mnie, pod moim przewodnictwem szybko będą czynić postępy. Pod tym sztandarem krzyża będą walczyć wszyscy wyznawcy moi, triumfować nad piekłem, światem i sobą, wreszcie (będą wal­czyć i) zdobędą królestwo niebieskie.

Przybywajcie więc, wszyscy, a cokolwiek ja będę czynił, wy także czyńcie. Niech każdy weź­mie krzyż i idzie za mną z oczyma utkwionymi we mnie, odważ­nie i wielkodusznie postępując, nigdzie nie zbaczając ani na prawo ani na lewo. Wszyscy, którzy mi będziecie towarzyszyć będziecie uczestnikami niechybnego zwycięstwa i nagrody wiecznej. Im bliżej mnie kto pójdzie, przejęty większą miłością, tym w końcu bliżej mnie się znajdzie w królestwie wiecznym. nikt nie zapomina hasła, nie opuszcza chorągwi, ale każdy niech będzie gotowy zwyciężyć lub zginąć pod sztandarem, pewny te­go, że tak usposobiony czy będzie żył, czy umrze, będzie w moim orszaku, a w następstwie będzie uczestnikiem mojego niewątpli­wego zwycięstwa.

Synu, ja nigdy nie porzuciłem krzyża, ale trzymałem go, wytrwałem przy nim, na nim umarłem zwyciężając i tryumfując. Szczęśliwa ta dusza, która – ożywiona uczuciem Serca mojego – krzyż obejmuje z miłością i trzyma się go wiernie. Krzyż  ją przy mnie zachowuje, nie spycha, lecz podnosi, nie przeszkadza, ale wynosi na szczyty świętości aż do ostatecznego tryumfu. Przeto, synu, jeśli chcesz być do mnie podobny i kiedyś ze mną królować, winieneś jak ja wytrwać przy krzyżu, z nim żyć i umierać. Nie słuchaj nikogo, ani ciała, ani krwi, ani jakiegokolwiek ducha, zalecającego ci odrzucenie krzyża. Gdzież, synu mój. gdzież jest lepiej niż pod krzyżem? Krzyż jest przewodnikiem na drodze do królestwa wiecznego. Krzyż mądrością Apostołów, zwy­cięstwem Męczenników, chwałą Wyznawców, bezpieczeństwem Dziewic, uświęceniem starości, strażnikiem młodości odrzucającym rzeczy światowe, zwierciadłem zakonników wreszcie ucieczką i pociechą wszystkich opuszczonych. Synu, jeżeli odejdziesz od krzyża, dokąd pójdziesz? Otóż wpadniesz do obozu wrogów, gdzie znajdziesz nie jeden krzyż, spotkasz wiele utrapień, które cię nawiedzą i wykończą. Tam bodźcem i pociechą będzie ci mój sztandar tchnący miłością Serca mojego i pobudzający odwagę i wielkoduszność, lecz więzy tyranów pod piękną nazwą będą cię wlokły po twardych drogach nie do szczęścia, ale w niewolę, nie do chwały, lecz do hańby. A tu pod krzyżem, synu. jesteś ze mną, swoim przewodnikiem, opiekunem i nagrodą. Tu bywasz wśród samych dobrych, dzielnych i szlachetnych Obcujesz tu z wybranymi i Świętymi,  którzy cię poprzedzili, a którzy walczyli żyjąc pod krzyżem, a umierając zwyciężali. Tu wreszcie tworzysz jedną społeczność i jeden orszak z samymi Aniołami, którzy przy twoim boku zgromadzeni osłaniają cię, walczą razem z tobą i usiłują szerzyć moje królestwo. Postąpił­byś, więc niemądrze i zgubnie, gdybyś myślał o porzuceniu krzyża lub wyobrażał sobie, że gdzie indziej może ci być lepiej niż pod krzyżem.

Książę tego świata i jego wysłańcy są twoimi wrogami. Nie dziw się więc, jeśli często kusić cię będą zmyślonymi korzyś­ciami i będą usiłowali błyskotliwymi pobudkami nakłonić cię, abyś porzucił krzyż i przeszedł na ich stronę. Synu, wcale nie zważaj na ich zwodnicze korzyści i nie słuchaj ich podstępnej paplaniny, ale podnieś oczy i serce swoje ku mnie, niosącemu sztandar, i za­świadcz, że zawsze chcesz iść za mną nawet na śmierć. W ten sposób napaści i podstępy wrogów za każdym razem obudzą w sercu twoim większy wstręt do nich i silne ze mną zjednoczenie.
Synu, nie wystarczy nie stronić od krzyża, trzeba ci jesz­cze krzyż wziąć i dźwigać. Zastanów się dobrze. Oto bowiem wszelkie uchybienia, jakie popełniasz, właśnie stąd powstają, że zesłanego ci krzyża nie chcesz lub wahasz się przyjąć i dźwigać. Kiedy naruszasz miłość, to jaki jest tego prawdziwy powód? Czyż nie to, że zesłanego krzyża, jakiegoś upokorzenia lub zaparcia się własnego zdania czy naturalnej skłonności, nie chcesz przyjąć? Dlaczego przekraczasz święte ubóstwo? Czyż nie dlatego, że od­rzucasz krzyż) że nie chcesz się podjąć proszenia o pozwolenie lub narazić się na odmowę? Dlaczego wykraczasz przeciw czys­tości? Czyż nie z lęku przed umartwieniem nie bierzesz tego krzyża? Dlaczego brak ci posłuszeństwa? Czyż nie dlatego, że nie miłujesz krzyża, że nie chcesz złożyć całkowitej ofiary z woli i własnego zdania? Tak, synu, jakąkolwiek cnotę naruszasz lub przekraczasz, jeśli dobrze się przyjrzysz, to zobaczysz przyczynę w tym, że nie bierzesz krzyża i nie obejmujesz go chętnym ser­cem. Taki krzyż, synu, jest mały i lekki. Jeśli nie przyjmiesz go chętnie, jakże udźwigniesz większy i cięższy? Patrz, synu, abyś ulegając pokusie nie stał się gorszy niż ci, którzy wymyślają so­bie wielki krzyż i chcą go dopiero kiedyś dźwigać, na razie każ­dy spotkany, nawet nie ciężki, starannie odsuwając i mając do wyboru między krzyżem i winą, zwykle wybierają winę zamiast krzyża.
Czego się lękasz? Dlaczego boisz się krzyża? Powstań, synu, podnieś go, a on poniesie ciebie i nagrodzi cię przedziwnie i wie­lokrotnie. Zachowa cię on od niepokoju sumienia, od udręki ser­ca, której doznają inni lekceważący swoje winy, zapewni ci spo­kój, ozdobi cnotami i wreszcie pocieszy cię swoim nawiedzeniem. Przeto, synu mój, chociażbyś spotkał przykrości, nie upadaj na duchu. Oto ja, niewinny Syn Boży, dźwigam ciężki krzyż z miłoś­ci ku tobie, ty z miłości ku mnie nie wzbraniaj się dźwigać swo­jego krzyża. Miłość osładzała mi gorzki krzyż. I tobie go osłodzi. Módl się często, abyś z pomocą łaski umiał ponad wszelkie do­bra tego świata miłować krzyż, który wprawdzie głupstwem jest dla grzeszników, ale mądrością dla wiernych mi dusz, karą dla wrogów, a dla uczniów Serca mojego pocieszającym zadatkiem szczęścia wiecznego. Proszę cię, synu mój, przyjdź i pójdź za mną drogą, jaką ci wskażę. Jeśli wytrwasz ze mną, ja ci odstąpię kró­lestwo, jakie mnie odstąpił mój Ojciec.

źródło: http://adam-czlowiek.blogspot.com/2014/03/pan-jezus-do-ksiedza-piotra-jeana.html

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

%d bloggers like this: