Strona główna » piens.pl - Polska i Wiara ma sens » Mamy krach budżetu – Polska faktycznie jest bankrutem

Mamy krach budżetu – Polska faktycznie jest bankrutem

Stało się!!!!! Na naszych oczach właśnie rozegrała się uwertura do greckiego scenariusza. Jednak bardzo niewiele osób zdaje sobie sprawę z powagi sytuacji finansowej naszego kraju.

Absolutnym kuriozum była konferencja prasowa premiera Donalda Tuska oraz wicepremierów Jacka Rostowskiego i Janusza Piechocińskiego w sprawie nowelizacji budżetu na 2013 rok. To co zaprezentowano na konferencji w sprawie nowelizacji budżetu na ten rok, w którym po sześciu miesiącach zauważono na razie – podkreślam, na razie! – „tylko” 24 mld zł – to czysty kabaret, Orwell w połączeniu z Mrożkiem. Nasz wybitny „Sztukmistrz z Londynu” przeszedł samego siebie i osiągnął prawdziwe Himalaje tupetu i zakłamania. On to bowiem sprawił, niczym Onufry Zagłoba, że budżet państwa znów jest bezpieczny, prorozwojowy, antycykliczny i dobrze skonstruowany. Po raz kolejny ofiarował Polakom Niderlandy, to samo mówił przecież jesienią ubiegłego roku. Premier Tusk niczym Kaszpirowski w końcu ubiegłego roku uspokajał nas i hipnotyzował zaklęciami, że „rok 2013 będzie lepszy niż sądzą pesymiści”. Żaden Pinokio i Gargamel nie są w stanie tak ubawić publiki serwując nam bajki „Z tysiąca i jednej nocy”.

Przejdźmy jednak do szczegółów. Premier ogłosił, że zabraknie około 24 mld zł z wpływów z podatków (uwaga wyraźnie widać tu zahamowanie popytu wewnętrznego i produkcji, wpływy z VAT spadały od początku tego roku), więc deficyt zwiększy się o 16 mld zł (do 51 mld zł), a brakujące 8 mld zł po prostu się przytnie po stronie wydatków. Dzięki powiększeniu deficytu pożyczy się 16 mld zł i one podobno zadziałają prorozwojowo. Kiedy inne rządy pożyczały, działało to antyrozwojowo, kiedy pożycza rząd premiera Tuska – jest odwrotnie.

Jedno jest pewne, budżet państwa jak i całe finanse publiczne są naprawdę w dramatycznej sytuacji, a to dopiero przedsmak tego, co nas czeka za kolejne 6 miesięcy. Koniec roku pokaże niestety, że od dłuższego czasu nie leci już z nami pilot, a na horyzoncie coraz wyraźniej widać bankructwo. Oczywiście w końcu roku okaże się, że zabraknie więcej pieniędzy niż 24 mld zł. To, co przedstawiono opinii publicznej w sprawie nowelizacji budżetu, jest drwiną z intelektu Polaków, nie mówiąc już o zdrowym rozsądku, czy profesjonalizmie. Ten poker oszustów będzie miał bardzo smutny koniec, bo jak widać wśród rządzących nadal obowiązuje hasło „Polacy nic się nie stało”.

Magiczne sztuczki z deficytem budżetowym, żadnego ożywienia w polskiej gospodarce absolutnie nie gwarantują. (…) To co obserwujemy z nowelizacją budżetu, progami ostrożnościowymi, długiem publicznym to czysta mega-mistyfikacja, wirtualny świat finansów, oczekiwanie na kolejny cud lub zmiłowanie Boskie. Wszystko to niestety potwierdza wcześniejsze obawy o ignorancję ekonomiczną i prognostyczną naszego super magika od finansów publicznych i świadczy, że są bardzo marne szanse na w miarę poprawny i do zrealizowania budżet na 2014 r.

Jednocześnie okazuje się, że rząd Donalda Tuska przed dwoma laty wspomógł strefę euro, do której Polska nie należy większą kwotą niż ta, której nam dzisiaj brakuje w budżecie ponad „zaplanowany deficyt” – ponad 24 miliardy złotych. Pod koniec 2011 roku dowiedzieliśmy się od rządu, że klamka zapadła – nasz kraj pożyczy krajom strefy euro 5,8 miliarda euro. Przy dzisiejszym kursie euro to około 24,3 miliarda złotych. Cztery miesiące później Tusk otrzymał od Niemców nagrodę imienia antypolskiego polityka republiki weimarskiej Walthera Rathenaua.  

Zadłużanie państwa to ulubiony sport ekipy Donalda Tuska, bo od czasu przejęcia władzy pożyczył już około 350 mld zł (tylko w pierwszym kwartale 2013 r. – 29,5 mld zł) i skutki tego są opłakane, a nie prorozwojowe. I mimo tego wielkiego pożyczania, skutkującego ogromnym długiem publicznym (już ponad 870 mld zł) Polska nie przeszła przez kryzys suchą stopą – jak zapewnia premier Tusk, skoro obniżenie tempa wzrostu PKB za obecnych rządów wyniosło aż 4,4 pkt. proc. i jest jednym z najwyższych w Unii.

Budżet się wali, bo coraz mniej Polaków pracuje, coraz mniej wpłacając do FUS na emerytury i do NFZ na ochronę zdrowia. A skoro maleje konsumpcja, bo spadły płace realne i dochody gospodarstw, mniejsze są wpływy podatkowe. Sytuacja jest więc dramatyczna i grozi rozwaleniem budżetu i finansów państwa, ale premier mówił o tym skrajnie znudzony. A kiedy minister finansów Jacek Rostowski opowiadał, jakie sztuczki zrobi, żeby dramat przykryć, Donald Tusk po prostu przysypiał lub ziewał. Zaś siedzący obok niego wicepremier Janusz Piechociński podziwiał ściany i sufit.

Minister Rostowski bez mrugnięcia okiem zapowiedział zamach na ustawowy próg ostrożnościowy (50 proc.) i łaskawie zapewnił, że działanie progu będzie tylko zawieszone – na czas nowelizacji budżetu na 2013 r. i przyjmowanie budżetu na rok 2014. Rostowski zapowiedział też złamanie reguły wydatkowej, co także ma być dobrodziejstwem, a nawet nową regułą. Od kiedy istnieją ustawowe progi ostrożnościowe żaden rząd nie odważył się przy nich manipulować, bo od tego wiedzie prosta droga do greckiego scenariusza. Tusk z Rostowskim przedstawili ten horrendalny i skrajnie niebezpieczny pomysł jako wspaniałe rozwiązanie prorozwojowe, co swoim milczeniem przypieczętował wicepremier Piechociński.

Na oczach Polaków rozgrywała się oczywista granda z udziałem premiera i jego zastępców. I poza bodaj dwoma technicznymi pytaniami na temat tego, co nam grozi, dziennikarze obecni na konferencji prasowej najważniejszych osób w rządzie nie byli tym kompletnie zainteresowani. Zadawali pytania o trzeciorzędne bzdury, np. wewnątrzpartyjne gry w PO. Zamiast przyszpilić premiera i jego zastępców pytaniami o dramatyczne konsekwencje ogłaszanych właśnie posunięć, zamiast pytań o zamach na konstytucyjne zapisy i ustawę o finansach publicznych mieliśmy piknikową atmosferę i infantylne pogwarki z szefostwem rządu.

Datę 16 lipca 2013 r. warto zapamiętać, bo najwyżsi przedstawiciele rządu beztrosko zaproponowali scenariusz rozwalenia budżetu i złamania wszelkich reguł określających jaką taką dyscyplinę finansów, czyli ogłosili, że prowadzą Polskę na krawędź przepaści. A przysłuchujący się temu dziennikarze zamiast podnieść alarm i w imieniu opinii publicznej beztroską władzę obnażyć, zachowali się owce pędzone na rzeź. Oba te zachowania są absolutnie nieprofesjonalne, nieodpowiedzialne i po prostu żenujące.

Powyższe zapowiedzi to nie tylko kompromitacja rzekomo kompetentnej polityki finansowej ekipy Tuska, ale duży cios w jej wiarygodność międzynarodową.

Jest tak z czterech powodów. Po pierwsze, złamanie progu oznacza odejście w dal od kryteriów konwergencji wymaganych dla wprowadzenia waluty euro, co było ambicją obozu władzy i miało nastąpić w najbliższej przyszłości. Tusk obiecywał euro w Polsce najpierw w 2011/2012 roku, potem w 2016/2017, a teraz mówi o perspektywie 2020, za co został skrytykowany m.in. w Niemczech. Złamanie dyscypliny budżetu w tym i przyszłym roku oznacza, że wszelkie opowieści o tym, że Polska jest na szybkiej ścieżce do euro były polityczną fanfaronadą i zabiegiem propagandowym nastawionym na wywołanie konfliktu w kraju.

Po drugie, tragikomicznie w kontekście przełamania progu brzmią niedawne jeszcze zabiegi Tuska o to, by Polska jak najszybciej przyjęła Pakt Fiskalny i że nie jest on dla nas szkodliwy nawet, gdy obowiązywałby nas w całości. Pakt w Polsce popłynął wraz z powodzią w finansach publicznych.

Po trzecie, trzeba zadać poważne pytanie, jak się ma dziura w budżecie i złamanie progu ostrożnościowego do naszych możliwości pozyskiwania środków z funduszy strukturalnych w ramach obecnego, a zwłaszcza rozpoczynającego się za rok nowego budżetu unijnego. Przecież, także za zgodą rządu Tuska, zaostrzono w prawie europejskim tzw. warunkowość makroekonomiczną. Oznacza ona, że pieniądze z Unii dostaną tylko ci, którzy realizują zdecydowaną politykę dyscypliny budżetowej. Czy właśnie rząd nie naraża nas na utratę słynnych „pieniędzy z Unii”?

Po czwarte, co z procedurą nadmiernego deficytu i zaleceniami Komisji wobec Polski w ramach tzw, Paktu EuroPlus? Przecież Komisja wyraźnie wymagała od nas, a rząd przyjął te zalecenia, by prowadzić politykę równoważenia budżetu. A my łamiemy progi ostrożnościowe. Czy to oznacza, że wypowiadane Pakt EuroPlus?

Nie byłem zwolennikiem żadnej z powyższych decyzji rządu Tuska w polityce europejskiej. Ani mi się nie podobała szybka droga do euro, ani wiązanie nas Paktem Fiskalnym, ani zgoda na ścisłą warunkowość w dostępie do funduszy europejskich i uważam, że nie powinniśmy zgadzać się na wiążący charakter zaleceń  w ramach EuroPlus.

NIE MARTWIĘ SIĘ WIĘC, ŻE TUSK PRZEGRYWA WE WSZYSTKICH TYCH KWESTIACH. CHCIAŁBYM TYLKO, BY JEGO BŁĘDY I BRAK PROFESJONALIZMU NIE SZKODZIŁY JUŻ DŁUŻEJ POLSKIEJ POLITYCE EUROPEJSKIEJ.

BO RACHUNEK ZA KONSEKWENCJE TEJ „JAZDY BEZ TRZYMANKI” ZAPŁACIMY MY. I BĘDZIE ON SŁONY.

 

źródła:
http://wpolityce.pl/artykuly/58137-mamy-krach-budzetu-a-premier-tusk-przysypia-minister-rostowski-opowiada-bajki-zas-dziennikarze-pytaja-o-trzeciorzedne-bzdury
http://wpolityce.pl/dzienniki/dziennik-slawomira-sieradzkiego/58227-dwa-lata-temu-rzad-tuska-wydal-na-pomoc-strefie-euro-tyle-ile-wynosi-dodatkowy-deficyt-polski-tuz-po-tym-hojnym-gescie-nagrodzili-go-niemcy
http://wpolityce.pl/artykuly/58201-zapowiedz-rzadu-to-nie-tylko-kompromitacja-rzekomo-kompetentnej-polityki-finansowej-ekipy-tuska-ale-duzy-cios-w-jej-wiarygodnosc-miedzynarodowa
http://wpolityce.pl/artykuly/58146-janusz-szewczak-to-nie-dziura-budzetowa-to-row-marianski-nasz-wybitny-sztukmistrz-z-londynu-przeszedl-samego-siebie-i-osiagnal-prawdziwe-himalaje-tupetu-i-zaklamania

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

%d bloggers like this: