Strona główna » SZEROKIE HORYZONTY » Dlaczego zagłosuję na Grzegorza Brauna, a nie na Andrzeja Dudę?

Dlaczego zagłosuję na Grzegorza Brauna, a nie na Andrzeja Dudę?

Nie wierzę Andrzejowi Dudzie, natomiast wielkim zaufaniem obdarzam GRZEGORZA BRAUNA. Wiele osób z całą pewności zapyta się, o co mi chodzi? Wszak Duda to nadzieja na lepsze jutro. Jedyny kandydat opozycji, który ma szansę na zwycięstwo z Bronisławem Komorowskim. Rozkładanie głosów na wielu kandydatów prawicy osłabia tylko poparcie dla najmocniejszego- Dudy. Poniżej moje uzasadnienie. Tekstu jest dużo ale i sprawa nie jest łatwa i możliwa do szybkiego wyjaśnienia.

Obrabowanie polskich podatników na sumę co najmniej 60, a może nawet 65 miliardów

W czasach, kiedy to informacja staje się rzadkością, a dezinformacja powszechnością trudno mówić, że cokolwiek się wie. Na szczęście nie jesteśmy bezbronni i nieomal wszystko możemy sprawdzać via Internet. Warto szukać i zgłębiać różne tematy. Właśnie takie poszukiwania otworzyły mnie na kandydata na prezydenta Grzegorza Brauna.

Bardzo zainteresowałem się tematem, który czasami przemyka w mediach mętnego nurtu- odszkodowaniem jakiego zażyczył sobie od Polski rząd Izraela w zamian za bezspadkowe mienie utracone przez Żydów w czasie II wojny światowej. Sprawa tego odszkodowania jest kluczowa dla zrozumienia wielu wydarzeń i decyzji politycznych w naszym kraju.

Zacznijmy od początku. Skąd w ogóle wiadomo, że przedstawiciele państwa Izrael i organizacje syjonistyczne wysunęły wobec Polski jakiekolwiek żądania roszczeniowe? Z pomocą przychodzi felieton Stanisława Michalkiewicza opublikowany 27 grudnia 2014, w którym znajdziemy dużą dawkę informacji (oczywiście zachęcam do ich sprawdzenie):

Na początku 2011 roku rząd izraelski wraz z Agencją Żydowską utworzył zespół HEART, który miał za zadanie doprowadzenie do „restytucji mienia żydowskiego w Europie Środkowej”. Chodzi tu, jak wiadomo, o tzw. mienie bezspadkowe, które – zgodnie z zasadami prawa rzymskiego, przejętymi następnie przez systemy prawne państw cywilizowanych – przypada państwu, którego obywatelem był właściciel mienia. Dlatego naciski, jakie zarówno strona żydowska, jak i władze Stanów Zjednoczonych wywierały i nadal wywierają na Polskę, idą w tym kierunku, by władze polskie stworzyły pozór podstawy prawnej (jeżeli zgodzimy się na restytucję mienia bezspadkowego powstanie niezwykle niebezpieczny precedens prawny), na mocy której Żydzi mogliby dokonać rabunku państwa polskiego. W lutym 2011 roku rząd premiera Tuska in corpore przebywał w Izraelu, gdzie bez wątpienia musiał z rządem izraelskim, jako bezpośrednio zaangażowanym w sprawę owych „roszczeń”, jakieś rozmowy prowadzić, a kto wie, czy nie poczynić jakichś ustaleń.

Jednak polska opinia publiczna nie została o tym poinformowana, a jedynie Władysław Bartoszewski, którego tam nie mogło przecież zabraknąć, w wypowiedzi dla jednej z izraelskich gazet powiedział, że wszystkie ugrupowania parlamentarne w Polsce są niezmiennie przyjaźnie usposobione do Izraela. Przekładając tę deklarację na język ludzki nie można wykluczyć, że pan Bartoszewski chciał przez to powiedzieć, iż bez względu na to, jaka partia wygra w Polsce wybory – bo rok 2011 był u nas rokiem wyborów parlamentarnych – izraelski program rewindykacyjny nie będzie zagrożony. (Uwaga – Władysław Bartoszewski jako minister polskiego rządu na zorganizowanej w Pradze w lecie 2009 roku konferencji „Mienie Ery Holokaustu” [1, 2, 3], podpisał dokument końcowy o nazwie „Deklaracja Praska”, z którego wynika, że Polska nie wyklucza wypłacania Żydom haraczu za „mienie bezspadkowe” (podpisanie „Deklaracji Praskiej” przez Bartoszewskiego spotkało się z euforią w żydowskiej prasie w Izraelu i diasporze). Na ten właśnie dokument w 2011 powołuje się Państwo Izrael, domagające się od nas „zwrotu” właśnie „mienia bezspadkowego” i organizując HEART.) Warto podkreślić, że mimo wojny, jaką opozycja prowadzi z rządem, żadna partia opozycyjna nie wyciągnęła tej sprawy. Najwyraźniej w tej kwestii obowiązuje zmowa ponad podziałami.

W marcu 2013 roku bawiła w Polsce delegacja zespołu HEART z dyrektorem Robertem Brownem na czele. Nic byśmy o tym nie wiedzieli, gdyby nie wypowiedź pana Browna dla „Times of Israel”, w której poinformował on, że podczas pobytu w Warszawie delegacja zespołu HEART spotkała się z sześcioma ministrami rządu premiera Tuska (wymienił nazwiska Radosława Sikorskiego, Jacka „Vincenta” Rostowskiego i Jarosława Gowina) oraz przedstawicielami opozycji parlamentarnej. Żaden z Umiłowanych Przywódców nie puścił farby, chociaż pan Brown powiedział, że w następstwie tych wszystkich spotkań, w sprawie „restytucji” nastąpił „przełom”. Dopiero kiedy zaczęliśmy się dopytywać, co ma ten „przełom” oznaczać, w imieniu Ministerstwa Spraw Zagranicznych odezwał się Pinokio, czyli pan minister Sikorski, że żadnego „przełomu” nie było. Myślę jednak, że w odróżnieniu od pana ministra, a obecnie marszałka Sikorskiego, pan Brown wie, co mówi.

I rzeczywiście! Przed tegoroczną wizytą w Warszawie, gdzie miał otwierać Muzeum Historii Żydów Polskich, izraelski prezydent udzielił wypowiedzi dla Polskiej Agencji Prasowej, w której stwierdził m.in., że wprawdzie sprawa „roszczeń” nie będzie podczas tej wizyty dominowała, ale że on pamięta o „udzielonych obietnicach i podpisanych umowach”. Ani o „obietnicach”, ani tym bardziej – o „umowach” polska opinia publiczna nigdy nie została poinformowana ani przez rząd, ani przez Umiłowanych Przywódców z opozycji.

I dopiero za sprawą Wikileaks ujawnione zostało, że prezydent Komorowski obiecał był amerykańskiemu ambasadorowi w Warszawie, iż roszczenia żydowskie zostaną zaspokojone ze sprzedaży lasów państwowych. Potwierdzeniem tej pogłoski była przygotowywana zmiana konstytucji, według której Lasy Państwowe nie podlegałyby „przekształceniom własnościowym”, chyba, żeby było to uzasadnione celem publicznym. Zmiana ta została odrzucona, bo do przeforsowania jej zabrakło zaledwie pięciu głosów. Obawiam się jednak, że zarówno Żydzi, jak i Amerykanie, będą nadal naciskali na spełnienie „obietnic” i zrealizowanie „umów” – aż dopną swego – bo w przeciwnym razie ani okupujące nasz nieszczęśliwy kraj bezpieczniackie watahy, ani wystrugani przez nie z bananów Umiłowani Przywódcy – ci wszyscy „prezydenci”, ci wszyscy „premierzy”, ci wszyscy „prezesi” – nie dostaną inwestytury. Dlatego w roku wyborczym nie powinno być dla nich żadnej taryfy ulgowej: wszystkich kandydatów na prezydentów i parlamentarzystów, a zwłaszcza – prezydenta Bronisława Komorowskiego należy bez żadnej staroświeckiej rewerencji przeegzaminować, komu i jakie obietnice w sprawie żydowskich roszczeń składali i jakie zobowiązania podpisali. Tu nie ma miejsca na żadne rewerencje. Tu idzie o życie, o obrabowanie polskich podatników na sumę co najmniej 60, a może nawet 65 miliardów dolarów, a więc – o kradzież wyjątkowo zuchwałą – a od kiedy to złodziei należy traktować z rewerencją? (źródło: http://2011www.michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=3291)

Tak, szukając wytrwale w Internecie można bardzo wiele się dowiedzieć. Sprawdzam co mówią główni kandydaci na prezydenta. Wygląda na to, że deal zawarty między naszymi Umiłowanymi Przywódcami i Umiłowaną Opozycją, a izraelskim HEART obowiązuje w całej rozciągłości. Żaden z kandydatów, poza Grzegorzem Braunem, nie porusza tego drażliwego tematu. Śmiało można powiedzieć, że mamy do czynienia ze spiskiem mającym doprowadzić do rozpadu, rozkładu, wyprzedaży i rozbioru Polski. Operację typu zwrot „mienia bezspadkowego” można śmiało zaliczyć do operacji specjalnych. Idealna operacja specjalna jest przeprowadzona w sposób który umożliwia jej samofinansowanie. W tym miejscu należy zadać sobie pytanie, jak bez wkładania pieniędzy przejąć kraj wielkości Polski? Myślę, że można to zrobić w następujący sposób.

  1. Doprowadzić do sprzedaży Lasów Państwowych
  2. Kupić Lasy Państwowe
  3. Przejąć pieniądze ze sprzedaży Lasów Państwowych (jako tzw. odszkodowanie)

W ten sposób Izrael może wejść w posiadanie kilkudziesięciu procent powierzchni Polski, a jednocześnie nie wydać ani grosza. Proste, logiczne i … dochodowe. Trzeba tylko mieć w polskich władzach ludzi gotowych przyjąć i wykonać izraelskie żądania. Jak widać znaleziono takich. Świadczy o tym powszechna zmowa milczenia nad sprawie restytucji mienia bezspadkowego zarówno ze strony koalicji jak i opozycji.

Zasadzka służb w PKW

Wspomniałem, że teraz w mediach jest więcej dezinformacji, jak informacji. Wydaje mi się, że wielu z nas ostatni raz o Grzegorzu Braunie usłyszało dzięki dezinformacyjnej akcji jaką przeprowadzono w sprawie „wtargnięcia” do siedziby PKW. Jak naprawdę było? Zanim postaram się odpowiedzieć na to pytanie zacytujmy kolejny felieton Stanisława Michalkiewicza o sytuacji wokół wyborów samorządowych i PKW.

Czegóż chcieć więcej? Wybory samorządowe pokazały, że przekształcanie przez okupujące Polskę bezpieczniackie watahy III Rzeczypospolitej w organizację przestępczą o charakterze zbrojnym weszło w nowy etap, w którym nasi okupanci porzucili już wszelkie pozory przyzwoitości i testują opinię publiczną, w jaki sposób można by jeszcze z niej zakpić i ją ostentacyjnie przecwelować. Nie wystarczy im, że bezpośrednio, jak i za pośrednictwem agentury kontrolują kluczowe segmenty gospodarki, rabując zasoby kraju i obywateli, nie wystarczy im, że za pośrednictwem agentury kontrolują kluczowe segmenty państwa, wszystkie jego konstytucyjne organy i zasiadających tam figurantów w charakterze Umiłowanych Przywódców (oraz Umiłowanej Opozycji), nie wystarczy im nawet, że za pośrednictwem agentury kontrolują wszystkie segmenty życia publicznego, w postaci mediów i środowisk opiniotwórczych – ale postanowiły się zdekonspirować i pokazać, kto tu rządzi. Bo zamieszanie z liczeniem głosów nie jest wcale rezultatem niesprawności systemu informatycznego, tylko działaniem celowym, wynikającym z niedostatku koordynacji.

Za komuny mieliśmy w Polsce razwiedkę wojskową i SB, więc koordynacja nie nastręczała trudności, zwłaszcza, że i jedni i drudzy służyli Związkowi Radzieckiemu, więc gdyby nawet z jakichś powodów powstał bałagan, to KGB zaraz by wszystkich naprostowało. Kiedy jednak w następstwie ustaleń między Michałem Gorbaczowem a prezydentem Ronaldem Reaganem sowieckie imperium zaczęło przygotowywać się do ewakuacji z Europy Środkowej, tubylczy bezpieczniacy zawczasu przewerbowali się do naszych przyszłych sojuszników – bo jużci, wiadomo było, że po ewakuacji Sowieciarzy nastąpi odwrócenie sojuszy. Jedni tedy do CIA i FBI, inni do niemieckiej BND, inni do izraelskiego Mosadu, a jeszcze inni zostali przy GRU, bo nie zmienia się koni podczas przeprawy. Już choćby z tego powodu koordynacja poczynań bezpieczniackich watah musiała szalenie się skomplikować, zwłaszcza w sytuacjach konfliktu interesów między centralami – a do tego doszły jeszcze interesy samych watah w naszym nieszczęśliwym kraju. Wypracowanie w tych warunkach „kolejności dziobania” będącej wszak warunkiem sine qua non pokoju społecznego i politycznego staje się coraz trudniejsze.

Toteż nic dziwnego, że Państwowa Komisja Wyborcza, na którą w ramach podziału ról spada stalinowski obowiązek prawidłowego policzenia głosów, napotyka coraz większe problemy – nie z systemami informatycznymi, tylko z uzyskaniem informacji, jak ma te cholerne głosy policzyć, żeby było dobrze. Najwyraźniej tak było i teraz, bo przecież wiadomo, że w samorządach też kręci się potężne lody, a to z obwodnicami, a to z „orlikami”, a to z brukowaniem ulic i placów – bo wedle stawu grobla; primadonna opery żąda brylantów, podczas gdy prostej kobiecinie wystarczy obietnica, że dostanie na chusteczkę. No i bezpieczniackie watahy nie zdążyły na czas z ustaleniem kompromisu: kto ma wygrać, kto ma przegrać, a w tej sytuacji Państwowej Komisji Wyborczej nie pozostało nic innego, jak schronić się za zasłoną awarii systemu informatycznego i w ten sposób jakoś przeczekać do momentu, gdy z bezpieczniackiego sanhedrynu spłynie wreszcie informacja, jak ma być.

Po chwilowej konsternacji, Umiłowani Przywódcy też dostali cynk, jak mają nawijać i okazało się, że nic się nie stało, że wszystko jest w jak najlepszym porządku, a jeśli nawet nie – to nie ma żadnego powodu, by wyniki wyborów, które przecież i tak były jeszcze nieznane, kwestionować. Zresztą nie ma takiej możliwości konstytucyjnej – o co nasi okupanci przezornie zadbali, układając konstytucję (i ordynację wyborczą). W tej sytuacji nawoływania PiS i SLD do powtórzenia wyborów są całkowicie nieszkodliwe i właśnie dlatego się pojawiły. Teoretycznie istnieje możliwość zakwestionowania rezultatów wyborów w konkretnych przypadkach przez sądy okręgowe, ale liczenie, że niezawisły sąd odważy się podważyć ustalenia bezpieki, których nie śmią tknąć Umiłowani Przywódcy, graniczy z szaleństwem. Już tam takiemu niezawisłemu sądowi natychmiast przypomniano by, skąd wyrastają mu nogi – a skoro my o tym wiemy, to cóż dopiero – niezawisłe sądy? Przecież taki jeden z drugim wie, kto dał mu władzę („w Urzędzie dają broń i władzę, a wkoło kraj, jak zachód dziki!”), więc nie będzie tej szczodrej ręki kąsał.

Wyglądało zatem na to, że nawet takie ordynarne cwelowanie obywateli nie spotka się z żadną reakcją, ale Kongres Nowej Prawicy i Ruch Narodowy skrzyknęły się na manifestację przed PKW, która zakończyła się wtargnięciem do budynku i próbą okupacji. PKW skwapliwie uchwyciła się tego pretekstu, by „przerwać prace” czyli dodatkowo zyskać na czasie i odwlec moment ogłoszenia oficjalnych rezultatów wyborów, policja pod osłoną nocy wszystkich wygoniła, no a teraz niezawisłe sądy dostały rozkaz, by przysolić wszystkim piękne wyroki. I tak na pewno będzie tym bardziej, że okupację PKW natychmiast wszyscy „potępili” – i autorytety moralne i funkcjonariusze poprzebierani za dziennikarzy niezależnych mediów i Umiłowani Przywódcy – również Prawo i Sprawiedliwość, które w ten sposób po raz kolejny dowiodło, że jak przychodzi co do czego, to bezwzględnie respektuje ustalenia z Magdalenki.

Wreszcie zagadka sukcesu PSL i epidemii „nieważnych głosów”. Nie jest żadną tajemnicą, że wybory samorządowe to jest walka o podział łupów – zwłaszcza w gminach wiejskich i małych miasteczkach, gdzie PSL, jeszcze jako ZSL za komuny, poobsadzał ludźmi należącymi do jego politycznego zaplecza wszystkie możliwe posady w sektorze publicznym. Ludzie piastujący te posady, albo członkowie ich rodzin, jako osoby publicznego zaufania, przy każdych wyborach zasiadają w komisjach, pamiętając o spiżowych słowach Józefa Stalina, że w demokracji ważniejsze od tego, kto głosuje, jest to, kto liczy głosy. Toteż tak je liczą, żeby było dobrze, to znaczy – żeby łupy przypadły Polskiemu Stronnictwu Ludowemu. To nie są jakieś preferencje ideowe; o tym nie ma mowy. Tu idzie o życie – bo gdyby PSL wypadł z podziału łupów, to wszystkie posady – od dyrektora do sprzątaczki, przypadłyby komu innemu. No a gdzie się podziać w wiejskiej gminie, czy małym miasteczku, gdzie innych posad nie ma, za to jest dom i kawałek pola? Gdzie będzie pracować Marysia, Józio, Zosia i Franek, jak już skończą Wyższą Szkołę Gotowania Na Gazie? W obliczu tak poważnego zagrożenia dopisanie krzyżyka sprawiającego, iż głos oddany na konkurencję staje się „nieważny”, jest po prostu działaniem w stanie wyższej konieczności i jestem pewien, że nawet duszpasterze nie uważają tego za grzech, z którego trzeba by się spowiadać, by ponownie znaleźć się w stanie łaski.

A niezależnie od tego zagranica dostaje sygnał, że z tą całą Polską trzeba coś zrobić, bo trudno tolerować taki burdel w środku Europy. Być może to jest dla tubylczej bezpieki zadanie jeszcze ważniejsze, niż wszystkie lody w samorządach i państwie. (http://www.michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=3268)

Trochę szkoda, że bardzo wnikliwa analiza pana Michalkiewicza ma jeden słaby punkt dotyczący „wtargnięcia i okupacji” PKW. Faktycznie sprawy wyglądały zupełnie inaczej. Oto przed gmachem PKW gromadzą się Polacy i głoszą przez megafony, że ta cała „procedura demokratyczna” jest głęboko przesiąknięta manipulacją i fałszerstwami. Gdy tak sobie rozprawiają otwierają się drzwi do siedziby PKW, a przedstawiciele Komisji ZAPRASZAJĄ protestujących do środka, do przygotowanej sali PKW na konferencję prasową. W tym czasie ochrona budynku ani Policja nie reagują, wszyscy wiedzą, że protestujący wchodzą na ZAPROSZENIE. Wśród ZAPROSZONYCH są między innymi pani Ewa Stankiewicz i Grzegorz Braun. Grupa wchodzi na salę konferencyjną. Konferencja się odbyła, jednak w tym czasie ZAMKNIĘTO drzwi siedziby PKW i zażądano by Policja usunęła osoby, które „WTARGNĘŁY” do budynku i prowadzą „OKUPACJĘ”. Zdjęcie, który się później pojawiło się we wszystkich mediach pokazujące jak Grzegorz Braun próbuje otworzyć (wywarzyć) drzwi PKW było wykonane w chwili gdy grupa ZAPROSZONYCH chciała WYJŚĆ z budynku. Jednak komentarz pod zdjęciem mówił jasno, że oto mamy próbę WTARGNIĘCIA do siedziby PKW.

Dokładny opis wydarzeń można znaleźć w artykule „Uciszyć buntowników – „Fronda” z „Wyborczą” ćwierkają z jednego klucza”.

Podsumowując

Obecnie rozgrywa się najważniejszy bój o Polskę i jej przyszły kształt. Zebrane informacje pozwalają przypuszczać, że karty w tej rozgrywce rozdawane są za granicami naszego kraju, a stolik krupiera stoi w Izraelu. Problem polega na tym, że zarząd kasyna, w którym pracuje krupier zadecydował o oskubaniu i rozbiorze Polski do końca. Tu drobna uwaga, Polska jest najbogatszym krajem Europy, a kto wie może i świata, tak więc gra toczy się o bardzo wysoką stawkę, patrz: http://www.eprudnik.pl/tematycznie/bogactwa-naturalne-polski/ Siedzący przy stoliku gracze (Umiłowani Przywódcy i Umiłowana Opozycja) postanowili nie ujawniać obserwującym rozgrywkę kibicom (czytaj polskiemu społeczeństwu) powagi sytuacji i wysokości stawki, o którą grają (patrz opisana zmowa milczenia w sprawie restytucji majątku bezspadkowego, brak w mediach informacji o prawdziwych bogactwach naszej ziemi). W swoich felietonach o scenariuszu rozbiorowym mówi wprost Stanisław Michalkiewicz, patrz: Krok w stronę scenariusza rozbiorowego, Po schodach – coraz niżej, Próbny balon.

W tej walce kandydat na prezydenta Andrzej Duda przedstawiany jest jako rycerz na białym koniu. Przeciwko Komorowskiemu w szranki, których stawką jest najwyższy urząd w państwie, staje polityczny wychowanek prezydenta Lecha Kaczyńskiego. W przypadku zwycięstwa Andrzeja Dudy możemy się spodziewać wyhamowania wielu niszczących państwo procesów, jak destrukcja armii i potencjału surowcowego kraju, wyprzedaż resztek rodzimego przemysłu i infrastruktury energetycznej czy ideologiczna ofensywa skrajnej lewicy znajdującej coraz większy posłuch w rządzącej obecnie ekipie. Wyhamowania, ale czy odwrócenia? Weźmy chociażby kwestię obrony życia. Jeśli ewentualna prezydentura kandydata PiS ma oznaczać powrót do polityki Lecha Kaczyńskiego, to możemy się spodziewać między innymi konserwowania (do czasu, czyli do, na przykład, recydywy rządów Platformy starającej się już teraz odbić elektorat skrajnej lewicy) zgniłego kompromisu aborcyjnego. Sam Duda zasugerował to już zresztą w wywiadzie dla „Gościa Niedzielnego”.

W świetle zebranych tu informacji nie wierzę Andrzejowi Dudzie. Jego potencjalna prezydentura to klasyczna zmiana dekoracji, teatrzyk przygotowany dla ogłupienia społeczeństwa. Andrzej Duda jest dużo mądrzejszy od Bronisława Komorowskiego, jest doskonałym mówcą, świetnie się prezentuje. Jego prezydentura z pewnością będzie inna, bardziej dynamiczna, ale czy doprowadzi do zmiany statusu Polski z kraju wasalnego na kraj niezależny? Nie wydaje mi się. Andrzej Duda przemilcza zbyt dużo ważnych rzeczy, a na niektóre pytania nie odpowiada bo są zbyt niewygodne. Proszę na spotkaniach zapytać go o restytucję żydowskiego mienia bezspadkowego, o zasady prawne, które pozwoliły na obrady Knesetu na polskiej ziemi, o wysłanie polskich żołnierzy na Ukrainę.

Jedynym kandydatem, któremu zależy na prawdziwie NIEZALEŻNEJ POLSCE, rządzonej zgodnie z zasadami dekalogu, bogatej, wielkiej, wpływowej i silnej jest Grzegorz Braun. Osiągnąć ten stan możemy tylko przez Intronizację Pana Jezusa na Króla Polski, a Grzegorz Braun jako jedyny z kandydatów na prezydenta pozytywnie wypowiada się o Intronizacji i bierze ją na poważnie pod uwagę.

roman / alod / michalkiewicz.pl | pch24.pl

Dodatek o spotkaniu Knesetu w Polsce i obecności tam np. Dudy i Nowickiej:

https://forumemjot.wordpress.com/2014/11/22/andrzej-duda-na-prezydenta-iii-rp-knesset-w-krakowie-i-sprzedawczyki/

 

 

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: