Strona główna » piens.pl - Polska i Wiara ma sens » Dekomunizacja potrzebna od ZARAZ

Dekomunizacja potrzebna od ZARAZ

Warto przeczytać bardzo ciekawy artykuł Anny Kołakowskiej „Układ do lustracji”. Autorka w telegraficznym skrócie przedstawia w nim historię transformacji ustrojowej w Polsce. Transformacji, która wytworzyła tzw. UKŁAD. Dla dokładnego zrozumienia skąd wzięli się ludzie działający w układzie warto odsłuchać konferencji prowadzonych przez Leszka Żebrowskiego (Wymiana elit w Polsce po 1944 roku: http://www.youtube.com/watch?v=D4T4mOmHJrM  ;  http://www.youtube.com/watch?v=Nd_FSAVIh5E  ;  http://www.youtube.com/watch?v=VtkPrQNcIT0), który opowiada o ZDOBYCIU Polski przez Rosję Bolszewicką i współpracującymi z nimi „polskimi” komunistami.

Podkreślam tu słowo zdobycie, ponieważ Armia Czerwona nie wyzwoliła Polski spod niemieckiej okupacji. Doszło w latach czterdziestych do kuriozalnej sytuacji, w Polsce zmienił się okupant, a skutki wydarzeń sprzed ponad 60 lat odczuwamy do dzisiaj. Użyłem również słowa „polskimi”, ponieważ pionierami wprowadzania komunizmu w Polsce nie byli Polacy, było ich bardzo niewielu. Warto przeczytać artykuł „Stenogram z tajnego referatu tow. Jakuba Bermana, A PRAWDA HISTORYCZNA. Niestety wszystko się pokrywa” (http://www.eprudnik.pl/stenogram-z-tajnego-referatu-tow-jakuba-bermana-a-prawda-historyczna-niestety-wszystko-sie-pokrywa/), żeby zrozumieć kto budował podstawy władzy ludowej w Polsce.

Poniżej artykuł „Układ do lustracji”

W 1992 r. Leszek Miller w wywiadzie dla „Trybuny Ludu” wypowiedział zdanie, które mówi niemal wszystko o fundamentach III Rzeczypospolitej: „Wielu myśli, że kupili sobie milczenie i że ich tajemnice spoczywają w archiwach MSW. Ale być może nie wszystko znajduje się na Rakowieckiej”. Z całą pewnością dysponenci tych tajemnic mają mocne karty w grze o Polskę, jednak nie ta wiedza jest dziś największym problemem, ale stworzenie układu, który pozwolił na pozakulisowe działania często anonimowych reżyserów życia politycznego w III RP.

Budowanie układu

Norwegowie po drugiej wojnie światowej doskonale wiedzieli, że dla dobra kraju i przyszłych pokoleń potrzebne jest całkowite zerwanie z państwem Quislinga, czyli państwem zdrajców i kolaborantów. W ciągu dwóch lat od zakończenia II wojny światowej nastąpiło tam całkowite rozliczenie współpracowników kolaboracyjnego rządu: osądzonych zostało blisko 100 tys. osób, wykonano 25 wyroków śmierci, członków partii Nasjonal Samling pozbawiono prawa do piastowania urzędów państwowych, zasiadania w zarządach spółek, pełnienia wyższych funkcji społecznych, utracili oni prawo do wykonywania takich zawodów, jak adwokat, lekarz, dentysta itp. oraz prawo do posiadania własności prywatnej.

Ich dzieci i członkowie rodzin aż do trzeciego pokolenia nie mogli piastować żadnych stanowisk państwowych. A w Polsce stało się dokładnie odwrotnie; dawni komuniści stali się dzisiejszymi kapitalistami i biznesmenami, zabezpieczyli kariery swoich dzieci we wszystkich kluczowych dla funkcjonowania państwa dziedzinach i stworzyli układ silniejszy od tego, który był pod przewodnią rolą PZPR.

Głównymi architektami nowego układu –zdaniem dr. hab. Sławomira Cenckiewicza – byli ludzie tajnych służb – wywiadu oraz kontrwywiadu cywilnego i wojskowego PRL. Od połowy lat osiemdziesiątych służby te zajmowały się kontrolą handlu zagranicznego i tworzeniem tzw. spółek polonijnych, przygotowując proces uwłaszczenia nomenklatury w oparciu o prywatyzację państwowego majątku.

W 1982 r. weszła w życie ustawa ułatwiająca działalność firmom polonijnym i od tego czasu wywiad wojskowy tworzył w wielu krajach świata swoje ekspozytury, działające jako przedsiębiorstwa handlowe, produkcyjne i usługowe. Jest to jednocześnie czas, gdy firmy polonijne zakładała niemal cała późniejsza czołówka biznesu III RP, m.in. Ryszard Krauze, Jerzy Starak, Piotr Buchner, Zbigniew Niemczycki, Jan Wejchert.

Do kontroli wszystkich takich przedsiębiorstw w PRL władze powołały Polsko-Polonijną Izbę Handlową Inter-Polcom, a w jej władzach zasiedli Jan i Henryk Kulczykowie, Jan Wejchert, Kazimierz Pazgan i wielu innych. Po 1989 r. blisko 2,5 tys. osobowych źródeł informacji służb wojskowych zostało ulokowanych w urzędach centralnych, administracji publicznej, organizacjach społeczno-politycznych, na uczelniach, w mediach, w bankach, firmach prywatnych, spółkach i przedsiębiorstwach państwowych. Nie był to jednak problem tylko i wyłącznie okresu transformacji, bo skutki tego ulokowania agentury odczuwaliśmy także po jego zakończeniu.

Profesor Feliks Grądalski, wykładowca w Katedrze Teorii Systemu Rynkowego Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie, uważa, że u nas w wyniku zgody ekipy Tadeusza Mazowieckiego na zaniechanie dekomunizacji proces prywatyzacji bez lustracji i dekomunizacji doprowadził do symbiozy władzy politycznej z władzą ekonomiczną oraz utworzenia układu postkomunistycznego.

Pierwszy milion na rozruch

To właśnie ludzie związani z wywiadem wojskowym i tajnymi służbami PRL byli głównymi kontrolerami i beneficjentami Funduszu Obsługi Zadłużenia Zagranicznego, którego dyrektor generalny Grzegorz Żemek po latach powiedział przed sądem: „FOZZ powstał m.in. po to, abym mógł kontynuować zadania zlecone mi przez wojskowe służby specjalne”.

Sam Grzegorz Żemek (współpracownik Zarządu II Sztabu Generalnego o ps. „Dik”) był osobą bardzo doświadczoną w sektorze handlowo-bankowym, w którym przez szereg lat piastował kierownicze stanowiska. Nie mniejsze doświadczenie posiadał we współpracy z wywiadem wojskowym, dla którego robił analizy ekonomiczne i polityczne, typował kandydatów do werbunku, oceniał partnerów biznesowych i dokonywał operacji bankowych. To wywiad ulokował go jako radcę w przedstawicielstwie Banku Handlowego w Paryżu i Luksemburgu, który był agendą Narodowego Banku Polskiego.

Z tajnymi służbami PRL związani byli także inni członkowie rady nadzorczej FOZZ (przed 1989 r. wszyscy byli również związani z sektorem finansowym i bankowym): Janusz Sawicki „Jasa”, „Kmityn”, w latach osiemdziesiątych etatowy, niejawny pracownik MSW, Wojciech Misiąg „Jacek”, Jan Boniuk „Bon”, „Donek”, Grzegorz Wójtowicz „Camelo”, „Camel”, Dariusz Rosati „Buyer”, Zdzisław Sadowski „Robert” i Jan Wołoszyn „Okal”. Michał Falzmann, inspektor NiK, który wykrył nieprawidłowości w Funduszu Obsługi Zadłużenia Zagranicznego i doprowadził do ich ujawnienia, obliczył, że w wyniku niejasnych operacji finansowych na działalności Funduszu Obsługi Zadłużenia Zagranicznego państwo straciło ogromne, a na dodatek niemożliwe do dokładnego określenia sumy.

Wystarczy podać, że sąd oskarżył Żemka o to, że z powodu jego działalności Skarb Państwa stracił na aferze FOZZ co najmniej 119,5 milionów dolarów amerykańskich, 9,6 milionów marek niemieckich, 16,8 milionów franków francuskich, 125 milionów franków belgijskich i 35,9 miliardów starych złotych polskich.

Falzmann, który zmarł tuż po wyjściu na jaw kombinacji finansowych FOZZ i spółek, które na współpracy z Funduszem odniosły ogromne korzyści, informował swoich zwierzchników o tym, że FOZZ to tylko czubek góry przekrętów finansowych. Niedługo po tym poseł Edmund Krassowski z trybuny sejmowej powiedział, że pod rządami premierów Mazowieckiego i Bieleckiego Skarb Państwa stracił z tytułu różnych afer 40 bln złotych.

W tym czasie dyrektorem NBP był wspomniany już Grzegorz Wójtowicz, a jego doradcą także wspominany wyżej Jan Wołoszyn. Gdy natomiast Balcerowicz zostaje ministrem finansów, jego zastępcami są też już wymieniani powyżej Sawicki i Misiąg. To dokładnie w tym czasie, wykorzystując skorumpowanie oraz zamierzoną nieudolność systemu bankowego i finansowego, Bagsik z Gąsiorowskim zbijają potężny kapitał, dokonując nieuczciwych operacji. Ostrzeżeni o aresztowaniu uciekają do Izraela, wywożąc z Polski pół miliarda dolarów, a NBP musiał spłacać 300 mld zł tytułem udzielonych za nich gwarancji.

W raporcie o WSI Antoniego Macierewicza możemy przeczytać, że bliskimi współpracownikami Bagsika byli dwaj oficerowie dawnej Służby Bezpieczeństwa z referatu V, czyli odpowiedzialnego za penetrację przemysłu. Jeszcze w 1992 r. w raporcie pt. „Tajni współpracownicy a bezpieczeństwo RP”, sporządzonym na potrzeby rządu Jana Olszewskiego, czytamy, że duże możliwości w działaniu stwarzał Bagsikowi i Gąsiorowskiemu Wójtowicz – wspomniany już wiceminister i członek rady nadzorczej FOZZ, a przy tym w czasach PRL tajny współpracownik MSW.

Zaniechania okresu transformacji miały swoje dalsze skutki, bo trudno spodziewać się, żeby ludzie nieuczciwi kierowali się dobrem państwa. – Fakt, że nie było dekomunizacji, sprawił, że w sektorze finansowym i bankowym znaczącą rolę odgrywały osoby związane z komunizmem – uważa prof. Andrzej Kaźmierczak, członek Rady Polityki Pieniężnej, pracownik Katedry Bankowości Szkoły Głównej Handlowej.

– To one prowadziły politykę wyprzedaży polskiego sektora bankowego na rzecz krajów zachodnich, a skutki tego obserwujemy obecnie. Fakt, że w polskim sektorze bankowym dominuje obcy kapitał, następuje bardzo duży odpływ kapitału, choćby w formie dywidend i innych płatności, a są to sumy bardzo wysokie i mogłyby zostać w Polsce. Poza tym polskie banki, wcześniej dokapitalizowane, zostały sprzedane po bardzo zaniżonej cenie. Czyniono to, gdy u władzy była postkomunistyczna lewica, ale też ludzie związani z lewicą, działający przy innych rządach. Niewątpliwie fakt, że nie dokonano weryfikacji i lustracji, należy ocenić bardzo negatywnie – zaznacza.

Kolejne afery z udziałem polityków czy ludzi z nimi powiązanych, żeby tylko wymienić aferę hazardową, aferę orlenowską, Amber Gold czy Warszawskiej Grupy Inwestycyjnej (gdzie w radzie nadzorczej zasiadał nieśmiertelny Dariusz Rosati), świadczą o mafijnym charakterze państwa, stworzonego w oparciu o nieuczciwy z założenia układ.

Zabezpieczenie

Falzmann bezskutecznie alarmował władze, ale też dziennikarzy o wielkich machlojkach finansowych, przynoszących szkodę Skarbowi Państwa, sam jednak wówczas nie zdawał sobie sprawy z tego, że państwo jest całkowicie pod kontrolą tych, którzy są udziałowcami nieuczciwych operacji finansowych i dzięki nim przejmują majątek, który pozwoli im na zgromadzenie w ciągu kilku lat ogromnych fortun.

Poczucie bezkarności i bezpieczeństwa starym funkcjonariuszom w nowych rolach dawały nie tylko gwarancje układu zawartego przy Okrągłym Stole, ale też szef MSW Krzysztof Kozłowski (pierwszym szefem MSW w III PR był Czesław Kiszczak, więc niczego obawiać się nie musieli), przeciwnik lustracji, który uważał, że nowe służby trzeba budować w oparciu o stare.

Zachowały one tę samą sprawność, bo gdy do druku przygotowywana była książka o FOZZ (już po śmierci Falzmanna), jej wydawca Marcin Dybowski został aresztowany, zatrzymany na 48 godzin i pobity. Z bagażnika samochodu zginęły przygotowane do druku materiały i… pieniądze. Pół roku później jego samochód spłonął – oczywiście nie sam z siebie.

W grudniu 1991 r. został powołany rząd Jana Olszewskiego, który stał się zagrożeniem dla układu funkcjonującego po Okrągłym Stole, o czym wprost mówił w 1992 r. Czesław Kiszczak: „nie sądziłem, że ci, którym władzę przekazaliśmy nieomal na złoconym talerzu, będą postępowali tak, jak postępują. Nie sądziłem, że zostanie rozpętana afera teczkowa, że Sejm przyjmie uchwałę lustracyjną, ze wszystkimi jej konsekwencjami. Nie po to organizowaliśmy ’okrągły stół’, nie po to byłem jednym z jego konstruktorów, by działo się to, co się dzieje. Był to najdogodniejszy moment, przeciwnik był tak osłabiony, że uznaliśmy, że obędzie się bez jakichkolwiek awantur. Inna rzecz, że nie przewidzieliśmy, iż rząd premiera Mazowieckiego, że grupa mądrych ludzi z obozu ’Solidarności’, tak łatwo odda władzę oszołomom politycznym. Zakładaliśmy, że to będzie stabilna władza”.

Na pierwszy ogień poszedł minister obrony narodowej Jan Parys, który polecił wystąpić ze służby wojskowej wszystkim oficerom uwikłanym we współpracę z Sowietami, a kilku generałów wysłał na emeryturę, co spowodowało taki atak na niego, że musiał odejść z rządu. Próba dekomunizacji, której jednym z elementów była ustawa lustracyjna, doprowadziła też do upadku rząd Jana Olszewskiego i uniemożliwiła skuteczne działania rządu Jarosława Kaczyńskiego.

Układ w mediach

Nieprzeprowadzenie dekomunizacji i pozostawienie m.in. w mediach ludzi dawnego reżimu, pozwoliło na stworzenie odpowiedniego klimatu dla nagonki na rząd Jana Olszewskiego, podobnie jak kilka lat później, gdy władzę przejęło PiS, i jak jest obecnie. Główne stacje telewizyjne i gazety prezentują tylko jedną opcję polityczną –opcję prorządową i nawet nie próbują zachować pozorów obiektywizmu.

Dziwimy się dzisiaj, że telewizja nie kształtuje poczucia dumy narodowej, nie budzi ducha patriotyzmu, nie pokazuje filmów o żołnierzach wyklętych czy epickich obrazów z naszej historii. Odpowiedź jest prosta: to nie jest historia establishmentu III RP, a ich rodzice i dziadkowie stali po tej stronie, która zwalczała polskich patriotów – czy to słowem na łamach prasy, w telewizji i radiu, czy czynem w szeregach UB, SB czy KBW. Dopóki interesy klanów dawnego systemu nie zostaną przecięte jak węzeł gordyjski, trudno będzie cokolwiek zmienić.

Nie można nie docenić roli, jaką w procesie przywracania prawdy o rzeczywistości odegrali tacy ludzie, jak sędzia Bogusław Nizieński. Ta prawda ujawniona w wyniku lustracji jest nie tylko kluczem do poznania przeszłości, ale przede wszystkim fundamentem budowania państwa prawa, opartego na tak elementarnych wartościach jak uczciwość, prawda i szacunek do obywateli. Niestety, takich ludzi jak sędzia Nizieński, którzy rozumieją, że bez odważnego rozliczenia przeszłości nie można zbudować uczciwej przyszłości, jest ciągle w Polsce za mało, ale bardzo ważne jest to, że raz ujawnionej prawdy nie da się już powstrzymać.

źródło: http://naszdziennik.pl/mysl/58929,uklad-do-lustracji.html

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

%d bloggers like this: