Strona główna » o. Jacek Woroniecki OP » 65. rocznica śmierci o. Jacka Woronieckiego OP – rozmowa z s. dr Gabrielą Wistuba (prudniczanką)

65. rocznica śmierci o. Jacka Woronieckiego OP – rozmowa z s. dr Gabrielą Wistuba (prudniczanką)

Doktor Anielski stał się dla Sługi Bożego o. Jacka Woronieckiego mistrzem w racjonalnym poznawaniu rzeczywistości – mówi dla portalu PCh24.pl s. dr Gabriela Wistuba ze Zgromadzenia Sióstr Dominikanek Misjonarek Jezusa i Maryi.

Adam Marian Tomasz Pius Leon Woroniecki urodził się w starej rodzinie książęcej. Co wiadomo o jego dzieciństwie i młodości?

Pięć imion, które zostały tu wymienione, to rzeczywiście imiona nadane na chrzcie świętym jednej osobie – najstarszemu synowi księcia Mieczysława Woronieckiego i Marii z hrabiów Drohojowskich. Taki był wówczas – w tym wypadku był to rok 1879 – zwyczaj w rodach ziemiańskich: imiona nadawano, aby kogoś uczcić. Te należą do kogoś, kto zapisał się w niedawnych dziejach Polski pod jednym – jeszcze innym imieniem: Ojciec Jacek. W okresie międzywojennym tak go określano i nie trzeba było dodawać nazwiska – wiadomo było, że chodzi o niego. „Wtedy był jeden Ojciec Jacek w Polsce” –wspominał po latach Prymas kard. Stefan Wyszyński.

Państwo Woronieccy zamieszkiwali majątek Kanie niedaleko Chełma. Tam przyszło na świat ich ośmioro dzieci. Stanowiły – według ich późniejszych relacji – zgraną gromadkę, złączoną żywą serdeczną więzią. W rodzinie panował duch patriotyzmu oraz wierności wierze katolickiej, a także poczucie powinności służby społecznej. Dzieci wzrastając naturalnie chłonęły te wartości. Otrzymały staranne wykształcenie. Adam wyniósł z domu nie tylko dobre przygotowanie do dalszej nauki, ale również biegłą znajomość kilku języków obcych. O atmosferze panującej w tej rodzinie świadczy fakt, że – w sytuacji prześladowania polskości przez zaborcze władze carskie – Adam wraz z rodzeństwem miał obowiązek uczyć dzieci wiejskie pisania po polsku oraz zaznajamiać je z historią i literaturą polską.

Przez jakiś czas służył w pułku huzarów grodzieńskich, ojciec chciał nawet, aby w wojsku zrobił karierę. Wybrał jednak powołanie kapłańskie. Co miało wpływ na te decyzję? 

Po ukończeniu IV Gimnazjum w Warszawie w roku 1898, Adam podjął służbę wojskową w pułku huzarów grodzieńskich, który stacjonował w Warszawie. Czy jego ojciec planował dla niego karierę w Gwardii Carskiej – trudno powiedzieć. Wiemy z późniejszych wspomnień rodzeństwa, że książę Mieczysław nie chciał się zgodzić na zakonne powołanie syna, ponieważ uważał, że powinien on wypełnić swoje zadanie obywatelskie wobec Ojczyzny, która potrzebuje ludzi światłych, oddanych, którzy będą umieli twórczo wpłynąć na jej przyszłość. Obawiał się, że powołanie zakonne nie pozwoli na wypełnienie takiej roli.

Po odbyciu rocznej służby w wojsku Adam udał się do Fryburga Szwajcarskiego, gdzie studiował nauki przyrodnicze na niedawno utworzonym, ale cieszącym się już dobrą sławą, uniwersytecie. Był pilnym i zdolnym studentem, o czym świadczą uzyskiwane oceny. Angażował się też w organizacji pomocy uchodźcom polskim. W latach studiów nawiązał przyjaźnie, które przetrwały do końca życia.

We Fryburgu prężnie działali wówczas dominikanie. Zapewne ich wpływ utwierdził w młodym studencie pragnienie poświęcenia życia zgłębianiu i głoszeniu Bożej Prawdy. Zapisał się na Wydział Teologiczny i ukończył go w roku 1905. Przypuszczamy, że powołanie nosił w sobie już wcześniej – krewni i przyjaciele pamiętali, że o tym mówił; spędzał wolne dni w sanktuariach, szukał rad u doświadczonych kierowników duchowych, m.in. u o. Honorata Koźmińskiego. Po powrocie do kraju wstąpił do seminarium duchownego w Lublinie. Święcenia przyjął 10 marca 1906 r.

Najpierw był księdzem diecezjalnym, a w 1910 r. wstąpił do Zakonu Kaznodziejskiego, do dominikanów i przyjął imię Jacek.

Ks. Adam Woroniecki nie uspokoił się wewnętrznie po przyjęciu święceń. Pociągał go ideał życia św. Dominika. Wykorzystywał każdą okazję, aby pielgrzymować do grobów Świętych dominikańskich. Odprawiał Msze św. „o rozpoznanie swego powołania dominikańskiego”… Wspomniałam, że książę Mieczysław, ojciec Adama, nie mógł się pogodzić z myślą o „utracie” syna, który stałby się zakonnikiem. Dopiero po jego śmierci ks. Adam zdecydował się na wstąpienie do Zakonu Kaznodziejskiego. Jeszcze zdążył ukończyć dalsze studia i obronić pracę doktorską o podstawach socjologii tomistycznej. Nowicjat rozpoczął we wrześniu 1909 r. w starym klasztorze we Fiesole pod Florencją. Wraz z habitem przyjął imię zakonne, jakie zostało mu nadane przez przełożonych.

Można się zatem zastanowić, dlaczego o. Woronieckiemu wyznaczono za Patrona św. Jacka.

Ówczesny generał Zakonu, o. Jacek Cormier (dziś błogosławiony), wiązał z powołaniem młodego, gorliwego kapłana z Polski, pochodzącego z wysokich warstw społecznych, solidnie wykształconego, dalekosiężne plany odnowy Zakonu na Wschodzie Europy, gdzie jego działalność została mocno ograniczona, a częściowo nawet skasowana, z powodu polityki prowadzonej przez państwa. Nadanie o. Woronieckiemu imienia pierwszego Polaka w Zakonie, który otrzymał posłanie na Wschód Europy i niejako urzeczywistnił misyjne marzenia św. Dominika – mówi samo za siebie.

Jak według Sługi Bożego winna wyglądać katolicka etyka wychowawcza?

Pytanie godne kilku lat systematycznych studiów i całego życia praktyki… O. Jacek Woroniecki ściśle wiąże problem wychowania z właściwie ujętą antropologią. Podkreśla konieczność usprawniania wszystkich umiejętności ludzkich, przede wszystkim tych wyższego porządku, właściwych osobie: intelektu (co wydaje się nam oczywiste) oraz woli (określanej przez niego mianem władzy pożądawczej), która odpowiada za to, czy umiemy i chcemy chcieć. Wychowaniu podlegają także inne „uzdolnienia” naszej natury: pamięć, w pewnym stopniu wyobraźnia, zmysły, ale szczególnie uczucia. W przebiegu tej ludzkiej formacji bierze udział przede wszystkim podmiot wychowania (ten kto działa), czyli wychowanek. Wspomaga go wychowawca, przy czym o. Woroniecki zwraca uwagę, że kluczowy wpływ wywiera wychowawca zbiorowy – środowisko wzrastania: rodzina, szkoła, Kościół, państwo; indywidualny wychowawca – np. któreś z rodziców, konkretny nauczyciel itp. oddziałuje w o wiele mniejszym stopniu. Wreszcie – znaczenie ma przedmiot wychowania, czyli to, co ma być w tym procesie wytworzone: charakter – jednolita, samorzutna moc, integrująca działanie wszystkich władz człowieka. Jednak zdaniem Sługi Bożego wychowanie katolickie musi zmierzać dalej: nie wystarczy ukształtować porządnych ludzi, trzeba wychować dzieci Boże, odzwierciedlające w sobie doskonałości samego Boga na wzór Chrystusa. Stąd o. Woroniecki ujmuje szczegółowe zagadnienia etyczne według klucza cnót – sprawności duchowych i moralnych, do których praktykowania chrześcijanin otrzymuje szczególną pomoc nadprzyrodzoną. Podręcznik zawierający powyższe nauczanie – to dzieło życia Ojca Jacka: trzytomowa Katolicka etyka wychowawcza. W ostatnim punkcie każdego paragrafu Autor podaje wskazówki wychowania dotyczące omawianej sprawności. Pozycja ta właśnie doczekała się nowego krytycznego wydania, w tych dniach powinna ukazać się na rynku księgarskim.

Znaną pracą o. Jacka Woronieckiego była książka „Katolickość tomizmu”. Jaki wpływ na jego działalność naukową miał Akwinata?

Fundamentalny. W roku 1879 Leon XIII w encyklice Aeterni Patris zalecił powrót do tomizmu jako najdoskonalszego systemu filozoficznego. Uniwersytety katolickie (także ten we Fryburgu) zdążyły wprowadzić to zalecenie właśnie w czasie, gdy Adam Woroniecki dorósł do wieku studiowania. Wybór tematu pracy doktorskiej dobitnie świadczy, że Doktor Anielski stał się dla Sługi Bożego mistrzem w racjonalnym poznawaniu rzeczywistości. W archiwum fryburskim zachował się zeszyt protokołów „Koła Studentów Konwiktu św. Alberta”, które powstało z inicjatywy Adama Woronieckiego, a którego celem było rozpowszechnianie nauczania św. Tomasza z Akwinu.

Założyciel Katolickiego Uniwersytetu w Lublinie, ks. Idzi Radziszewski, do kadry profesorskiej zaprosił wybitnych znawców doktryny św. Tomasza. O. Jacek jako Rektor tej uczelni z całkowitym przekonaniem kontynuował obrany system wykładania. Myśl Akwinaty wprowadzał niejako na grunt polski i przedstawiał w polskim języku. Z tego powodu w jego dziełach znajdujemy terminologię, która w obecnym języku nie funkcjonuje w używanych znaczeniach. Autor, ukuwając lub wykorzystując jakieś słowo, najpierw je definiuje, dlatego z pożytkiem możemy z nich korzystać również dziś.

Sługa Boży założył w 1932 r. Zgromadzenie Sióstr Dominikanek Misjonarek Jezusa i Maryi. Jaki był cel powstania nowego zgromadzenia zakonnego?

Zamiar założenia zgromadzenia rodził się i dojrzewał w sercu o. Jacka Woronieckiego bardzo długo. U jego podstaw była zapewne misja, jaką otrzymał w swoim powołaniu: służba Kościołowi i odnowienie Zakonu Kaznodziejskiego na Wschodzie Europy. Ojciec Jacek był świadkiem wielkich wydarzeń swoich czasów: zaborów (a w zaborze rosyjskim, z którego pochodził – okrutnego prześladowania katolików, zwłaszcza unitów), pierwszej wojny światowej, rewolucji bolszewickiej i systemowego wprowadzania ateizmu za naszą wschodnią granicą. Z drugiej strony w posłudze kierownictwa duchowego obserwował, jak osoby pragnące poświęcić życie głoszeniu Ewangelii, wstępują do zagranicznych kongregacji misyjnych. Stopniowo, w modlitwie i wspólnym rozeznawaniu z przyszłymi dominikankami misjonarkami, dojrzewał charyzmat nowego dzieła apostolskiego. W jednym z listów o. Woroniecki napisał do Janiny Wielowieyskiej (późniejszej Matki Marii): „Celem zgromadzenia jest praca misyjna wśród pogan i w Rosji oraz budzenie zrozumienia potrzeby tej pracy u nas w kraju”. Przez wiele lat cel ten mógł być realizowany jedynie duchowo. Obecnie Zgromadzenie posiada placówki na Wschodzie – w Rosji, na Ukrainie i Łotwie, a także ad gentes – w Boliwii.

Na jakim etapie znajduje się obecnie proces beatyfikacyjny Sługi Bożego o. Jacka Woronieckiego?

Proces beatyfikacyjny rozpoczął się 7 grudnia 2004 r. w Krakowie. Najważniejsze czynności zostały już wykonane: przesłuchania świadków, zebranie dokumentów o życiu i działalności Sługi Bożego, cenzura pism publikowanych. Trwają jeszcze prace Komisji Historycznej – sporządzanie relacji charakteryzującej jego osobowość i duchowość oraz porządkowanie całej dokumentacji. Sporo wysiłku pochłonie przygotowanie wyboru dokumentów, jakie należy złożyć w Kongregacji, ponieważ zebrano ich kilkadziesiąt tysięcy stron. Trzeba jednak pamiętać, że czas trwania procesów kanonizacyjnych nigdy nie jest stracony: niesie on błogosławieństwo poznawania działania Boga w życiu konkretnego człowieka. Jest to czas rozprzestrzeniania się wiadomości o jego dokonaniach, wspartych łaską; czas wzbudzania ufności w pomoc Bożą w każdej sytuacji – na wzór kandydata na ołtarze; wreszcie – czas, w którym „Pan Bóg lubi czynić cuda” w odpowiedzi na modlitwy zanoszone za wstawiennictwem swego Sługi…

Zachęcam Czytelników do zapoznania się z niektórymi dziełami o. Jacka Woronieckiego znajdującymi się na naszej stronie internetowej: http://www.dominikanki-misjonarki.org/start.php?id=30

Bóg zapłać za rozmowę!

Rozmawiał Kajetan Rajski

Artykuł ukazał się na stronach portalu pch24.pl 

Zachęcamy również do przeczytania artykułu o s. dr Gabrieli Wistuba:

http://www.eprudnik.pl/poznajmy-sie-s-gabriela-wistuba-z-prudnika-dominikanka/

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: